Reklama

Reklama

Kaczyński w nowym unijnym dyrektoriacie?

Czasami zdjęcia więcej mówią niż sążniste komunikaty. Tak jest z family foto z brukselskiego szczytu NATO. I myślę tu o dwóch obrazach - przywódców i ich dam.

Zacznijmy od tego drugiego. Trzy osoby przykuwają uwagę. Po pierwsze, Gauthier Destenay, oficjalny partner premiera Luksemburga Xaviera Bettela. Zdaje się, to jego debiut na takiej imprezie, w tej roli. Same panie, i pan między nimi. W roli żony, bo przecież nie małżonka. Mężów pań Merkel i May na tym zdjęciu nie było.

Wzrok przyciąga również żona prezydenta Francji Brigitte Macron. Ubrana w krótką, młodzieżową spódniczkę, eksponując nogi.

A wszystkich przebija pani Emine Erdogan, zakutana od stóp do głów, z widocznym jedynie owalem twarzy.

Reklama

Oto zdjęcie naszych czasów - niech nas zobaczą!

Premier Luksemburga oficjalnie występuje ze swoim małżonkiem, żadna polityczna krzywda z tego powodu mu się nie dzieje, jest rozliczany za to, czy dobrze kieruje państwem, a nie kogo kocha. Brigitte Macron, pani w wieku 64 lat, łamie kolejne konwenanse. Już nie tylko panie w wieku 40+ mają prawo do radości życia (a to, swego czasu, było wielką rewolucją). W szpilkach, w mini, mogą biegać również te po sześćdziesiątce. No i pani Erdogan - której strój jest manifestacją postawy religijnej. I gigantycznej zmiany - pokolenie temu w Turcji w miastach tak się nie ubierano, jeżeli już, to na dalekich wsiach.

Można widzieć to rozmaicie - że Europa odpływa w jedną stronę, a Turcja w drugą. Albo, optymistycznie, że tak różne państwa mogą być w militarnym sojuszu.

Choć nie mam złudzeń, nie sądzę, by dziś możliwy był szczyt NATO w Stambule, no i przy jego okazji takie zdjęcie... Pań w mini, mężczyzny w roli żony...

To, oczywiście, w Europie wiedzą. Zachód i świat islamu rozjeżdżają się coraz mocniej, Zachód - liberalny, laicki, wzmocniony wygranymi w Holandii i we Francji, i świat islamu - popadający w religijną gorączkę. To zdjęcie to również gest Europy, że czasy delikatnego traktowania różnic religijnych i cywilizacyjnych, ustępowania dla dobra sprawy, to już przeszłość. Tych gestów jest więcej - Angela Merkel pojechała do Arabii Saudyjskiej i stała z nieprzykrytą głową. Żona i córka Donalda Trumpa - również. Choć już podczas wizyty u papieża Franciszka zastosowały się do wymagań protokołu. Znamienne?

Mam nadzieję, że tym gestom towarzyszyć będzie mądra polityka, ale to już temat drugiego zdjęcia - przywódców państw NATO.

Nie da się tego ukryć, jednym z jego bohaterów jest uczestniczący w szczycie prezydent Andrzej Duda. Na family foto śmieje się, pokazując kciuki, akurat nad głowami Merkel i Macrona, którzy rozmawiają, z bardzo poważnymi minami. Kompozycję uzupełnia premier Portugalii, patrzący na niego z bezbrzeżnym zdumieniem...

Internet pełen jest komentarzy dotyczących zachowania Dudy, że wygląda jak błazen, jak imitacja Borata.

Nie uważam, by krytykowanie prezydenta za ten występ było potrzebne. Nie mam do niego pretensji. Zachowywał się adekwatnie do politycznej roli, którą pełni. W Brukseli nie angażował się w poważne rozważania, bo i tak nie jest osobą decyzyjną w tych sprawach. Nie on decyduje o polskiej polityce. Więc przynajmniej dobrze się bawił. Turystycznie.    

Od jego występów ważniejsze były rozmowy Merkel i Macrona. To oś, wokół której budowana będzie nowa Europa. Jak będzie silna - wszystko zależy od wyników wyborów we Francji i Niemczech. Póki co, sondaże wskazują na zwycięstwo ich partii. Więc mandat do prowadzenia zmian będą mieli mocny.

Zarys tej nowej konstrukcji już widać, to już jest obmyślone.

Po pierwsze, wzmocniona będzie strefa euro, ze wspólnym ministrem finansów oraz budżetem. De facto - to będzie ta prawdziwa Unia, państwa poza nią, takie jak Polska dziś, będą funkcjonować jak państwa drugiego kręgu.  

I to jest najważniejsze wyzwanie polskiej polityki zagranicznej - jak do tej sytuacji się dostosować. Czy wchodzimy w strefę euro, czy zostajemy z boku, jako rynek zbytu i rezerwuar siły roboczej, zarówno wykwalifikowanej, jak i tej do najprostszych robót? Póki co, nie zauważyłem, by w rządzie o tym myślano. Bo trudno za takie coś uznać wołanie premier Szydło w Sejmie: "Obudź się Europo!" Zupełnie bez sensu, bo Europa już obudzona, a nadzieje na wygraną Marine Le Pen i innych eurorozwalaczy przecież legły w gruzach...

W Europie dominuje dziś przeświadczenie, że potrzebuje ona jedności także dlatego, że zmieniło się na niekorzyść jej otoczenie zewnętrzne. "Minęły czasy, kiedy mogliśmy liczyć na kogoś innego" - mówi Merkel. Trump chce Europie dokopać, Putin jej grozi, Erdogan - chce ją osłabiać. By się przed tym bronić, trzeba zdecydowanych działań. Podobnie jak i w sprawie imigrantów - inna musi być polityka Europy w obszarze Morza Śródziemnego. Wyzwaniem są kulejące gospodarki południa Europy. No i walka z terroryzmem.

Spraw do uregulowania Merkel z Macron mają multum. Ale też wiedzą, że mają - jak nigdy wcześniej - mandat od europejskich wyborców, by tego dokonać. Że Unia, największy rynek na świecie, 500 milionów bogatych konsumentów, nie może drżeć przed światem, tylko powinna w tym świecie rozdawać karty.

Więc Europa, pokrzepiona ostatnimi wyborami, chce motoru francusko-niemieckiego, i chce przywództwa. A oni, żeby było bardziej strawnie dla reszty, dopraszają Włochów i Hiszpanów. Do stołu, przy którym omawiane są (i będą) kierunki działań Unii. Nie mam wątpliwości - gdyby nie nieudana polityka europejska PiS-u, te wszystkie ich fobie, to do tej grupy doproszona byłaby również Polska, jako najsilniejszy kraj "nowej Europy". To nam się należy. Mam nadzieję, że Jarosław Kaczyński o to miejsce, w nowym dyrektoriacie, się stara. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje