Reklama

Reklama

Jest ściernisko, a czy będzie San Francisco?

​Dzięki tajemniczemu (hmm...) hakerowi, który publikuje zawartość poczty mailowej ministra Dworczyka na stronie komunikatora Telegram więcej możemy dowiedzieć się o Polsce i polskich rządzących, niż z tych wszystkich programów informacyjnych.

W tych programach to oni się prężą, opowiadają nam różne bajki, albo  wzajemnie sobie wymyślają. Tu mówią między sobą, jak Polskę widzą naprawdę.

Oto rozmawia premier Mateusz Morawiecki z Pawłem Arakiem, dyrektorem Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Premier właśnie był pod wrażeniem testów leku przeciwko COVID-19, które rozpoczęto w Wielkiej Brytanii. Więc może by tak u nas? Premier, nie hetka-pętelka przecież, snuł więc wizje, że testy mogą prowadzić polskie centra badawczo-rozwojowe. On to ogłosi, w telewizji...

A Arak, nie-polityk, więc poważna osoba, studził premiera: "Obawiam się, że deklaracja taka, choć słuszna, spotka się raczej z atakiem, bo mamy już sukces »polskiego grafenu«, »polskiego auta elektrycznego« i »polskiej elektrowni atomowej«" - czytamy w jednym z jego maili.

Reklama

I tłumaczył szefowi rządu, że te jego marzenia o polskim leku na COVID-19, to fantasmagorie. Że szanowny premier to nie za bardzo wie, w jakim kraju żyje. Bo po prostu ośrodków badawczo-rozwojowych, zdolnych do takich badań, w Polsce nie ma.

Arak więc pisał, że "nie chce siać zbytniego defetyzmu", ale "w ramach RWPG Rosja miała specjalizację B+R (czyli badania i rozwój), a my produkowaliśmy leki generyczne - tak jak teraz, tylko centra B+R są we Francji, Niemczech i UK".

Innymi słowy - jest ściernisko. A czy będzie San Francisco?

"Nie mamy kim w Polsce tego zorganizować" - tłumaczy dyrektor Instytutu. - "I nawet jakbyśmy dali 1,7 mld dol., czyli tyle, ile dostał Jansen i AstraZeneca w USA, to i tak mielibyśmy poddostawców badawczych w innych krajach".

Kurtyna.

Owszem, były w Polsce OBR-y, czyli Ośrodki Badawczo -Rozwojowe, czy instytuty badań, ale to było w czasach Polski Ludowej, potem postsolidarność, gdy wzięła władzę, je rozpędziła.

Najwyraźniej widać, że mamy szefa rządu, który o tym nie wie. Który nie wie jak wygląda Polska. I reaguje, jakby wiedzę o kraju czerpał z oglądania "Wiadomości" TVP.

Ale gorsze jest coś innego. Nawet nie to, że nie ma w Polsce ośrodków, które mogłyby włączyć się w wyścig naukowo-technologiczny, ale to, że nie ma fachowców, którzy mogliby w takich ośrodkach pracować.

To pokazuje nasze zapóźnienie.

Że, jeśli chodzi o farmację (i nie tylko tę dziedzinę), nasz kraj jest na dalekich peryferiach. Możemy więc wysłuchiwać w telewizji opowieści, jak to Polska będzie produkowała szczepionkę na COVID-19. A potem się okazuje, że jednak nie, bo szczepionka będzie rozlewana w Europie Zachodniej. A Polska będzie dostarczała jeden z komponentów, który tam będzie wożony.

Jak z takiej pułapki się wydobyć?

Odpowiedź jest powszechnie znana - trzeba się kształcić.

Tak po roku 1979 ruszyły do przodu Chiny - wysyłając samolotami do Stanów Zjednoczonych najlepszych studentów i naukowców. Pytano wtedy Deng Xiaopinga, czy to nie za duże ryzyko, czy oni wrócą? "Jedni zostaną, inni wrócą" - odpowiadał mądry Deng. A potem rzucił hasło - "musimy tak przebudować kraj, takie warunki tu stworzyć, żeby chcieli wracać".

I większość wraca, a chińskie uniwersytety stać na ściąganie najlepszych profesorów z całego świata.

W Polsce króluje hasło posłanki PiS: "niech jadą!", a edukacją zajmuje się człowiek, który w każdej farsie mógłby grać karykaturę ministra. Bez charakteryzacji, bez scenariusza, tylko zawołać go na scenę, i niech mówi co chce. Biblistyka, nauka religii, wychowanie w rodzinie, sześć godzin historii tygodniowo - to jego troski. Światowej klasy specjalistów od pharmy raczej tym nie skusi...

Wąskie czółka mają to do siebie, że problemów nie rozwiązują, tylko je tworzą. 

Elektrownia atomowa? Właśnie budują ją już 12 lat (Platforma zaczęła), wydano na to miliard zł (to wiemy z ujawnionych maili), a do tej pory nawet nie wiadomo, gdzie będzie stała! Lotnisko, czyli Centralny Port Komunikacyjny? Płace są tam realne, reszta - wirtualna... Nawet nie można powiedzieć, że to kamieni kupa, bo tam nic nie ma. Nawet kamyka. 

W historii III RP różnych rzeczy dowiadujemy się z podsłuchanych rozmów. Że ludzie przeklinają, że obgadują jeden drugiego, że woda sodowa uderza im do głowy. Tu dowiadujemy się, że władza niewiele wie. I że błąka się w nierzeczywistości.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy