Reklama

Reklama

Jeden naród, jedna wiara, jeden Jarosław

Odnoszę wrażenie, że PiS już tak uwierzył, że jesienią wygra wybory i będzie układał Polskę według własnego uznania, że hamulce tam puszczają. I niedawna powściągliwość zanika. Przykładów na tę nadchodzącą pomroczność jest aż nadto. Znaków czasu nie brakuje.

Odnoszę wrażenie, że PiS już tak uwierzył, że jesienią wygra wybory i będzie układał Polskę według własnego uznania, że hamulce tam puszczają. I niedawna powściągliwość zanika. Przykładów na tę nadchodzącą pomroczność jest aż nadto. Znaków czasu nie brakuje.

Bo co widzieliśmy i słyszeliśmy podczas uchwalania ustawy o in vitro? Oczywiście, Platforma "zagrała" in vitro cynicznie, na samą końcówkę swych rządów, przez osiem lat na te sprawy była głucha i ślepa. A że jest kampania wyborcza, więc teraz postanowiła złapać parę głosów z lewicy i postraszyć prawicą. To fakt. Ale symptomatyczne jest, jak na tę pułapkę złapali się senatorowie prawicy, prawicowi dziennikarze i nasi biskupi.    

Awantura była straszna.

Debata w Senacie szeroko omawiały media, więc nie ma co jej przypominać. Ja tylko zastanawiam się, co nakręciło bądź co bądź poważnych ludzi, by wygadywali o in vitro takie głupoty? Że otwieramy piekielne wrota. Że to działanie przeciwko naturze i przeciwko człowiekowi. Że to ideowy przekręt stulecia. Że to nie jest poczęcie w miłości... Że dzieci tak poczęte noszą wady genetyczne (już nie mówiąc o tej słynnej bruździe...) i będą je przekazywać swoim potomkom itd.

Reklama

Co za szajba kieruje tymi ludźmi, że popadają w egzaltację, że obrażają, że tak bardzo chcą upokorzyć i mieszać z błotem tych innych? Że nie przyjmują do wiadomości, że w tym kraju żyją Polacy, którzy nie zaczynają dnia od włączenia Radia Maryja i sprawdzenia, co aktualnie mówi Jarosław Kaczyński?

Akurat w niedzielę było to tożsame - bo na Jasną Górę zawitała pielgrzymka Radia Maryja, przemawiali biskupi, a także prezes PiS. Oni wzywali do modlitwy przed wyborami (dokładnie mówiąc w jakiej intencji), a on im dziękował, chwalił, jednych wymieniał, innych nie, cytował Kardynała Wyszyńskiego, prawie jakby się nim czuł.

Nawiasem mówiąc, jeżeli już mówimy o tym, co zdarzy się, gdy PiS weźmie władzę, to jedna rzecz zdarzy się dla biskupów zaskakująca - Kaczyński weźmie ich wszystkich pod obcas, oni będą chodzić jak w zegarku. A jak nie będą, to sczezną jak Wielgus. Już nie będzie śpiewania "ojczyznę wolną, racz nam wrócić Panie" (bo jak wiadomo, teraz jesteśmy w niewoli, ale się wyzwolimy), nie będzie wzywania do "cichego oporu wobec złego prawa", do czego wzywa abp Dzięga, za to będą modły za rządzących (żeby źli ludzie nie rzucali im kłód pod nogi).

Odłóżmy te nawiasy na bok.

Inny sygnał nadchodzącej IV RP nadszedł ze Świdnika. Tam odsłonięto pomnik Lecha Kaczyńskiego i katastrofy smoleńskiej. Więc zgromadzonym Jarosław Kaczyński przesłał list, w którym czytamy: "Ten pomnik jest symbolem pielęgnowania dziedzictwa narodowego i budowania normalnej Polski. Tylko Polska oparta na ideach głoszonych przez mojego brata Lecha Kaczyńskiego może być taka". Zaś burmistrz Świdnika podczas uroczystości mówił: "Niech ten pomnik połączy Polaków tak, jak byliśmy zjednoczeni w dniu katastrofy smoleńskiej".

Cóż, Świdnik to niewielkie miasto, więc od jego burmistrza nie wymagam jakiejś większej przenikliwości. Ale powiedzmy sobie szczerze, te pomniki katastrofy smoleńskiej i Lecha Kaczyńskiego nie po to są (będą), by Polaków łączyć, ale by głosić chwałę Kaczyńskiego i jego partii. By jednych wywyższyć, przypisując im męczeństwo, a drugich strącić, jako zdrajców i morderców.

One staną, gdy PiS zdobędzie władzę, w każdym powiecie. Będzie ich więcej niż pomników Jana Pawła II i będą symbolicznym znakiem PiS-owskiego panowania. Tak jak za czasów Polski Ludowej mieliśmy ulice Lenina i Armii Czerwonej, i pomniki wodza rewolucji, tak jak za III RP mamy ulice Piłsudskiego i pomniki papieża, tak IV RP ozdobi nasz kraj monumentami upamiętniającymi Lecha Kaczyńskiego i jego lot. Do tego dojdą akademie w szkołach, filmy, audycje i tak dalej.

Po co to wszystko? Ano właśnie po to, żebyśmy byli wszyscy pod jedną linijkę, wtedy będziemy - o czym marzy burmistrz Świdnika - zjednoczeni. Jeden naród, jedna wiara, jedna partia, jeden Jarosław.

Nie podoba mi się to zastępowanie rzeczywistości światem zaklęć. Tak było parę razy w historii Polski i to się zawsze źle kończyło.

Przecież Lech Kaczyński był marnym prezydentem, notował porażkę za porażką. Był izolowany w Europie, był nieskuteczny na Wschodzie, prztyczka w nos dostał nawet od Litwinów. Te opowieści, że osłonił Gruzję przed atakiem Putina i spędzał Moskwie sen z oczu, to bajki.

Gdyby nie katastrofa smoleńska i szok nią spowodowany, nigdy nie trafiłby na Wawel. Takie wywyższenie zawdzięcza tylko tragicznej śmierci, a nie jakimś epokowym czynom. Czy "ideom, które głosił".

Piszę te słowa z dziwnym poczuciem, że opowiadam oczywiste oczywistości, a to już za niedługo może być postrzegane jako bez mała świętokradztwo i czyn zabroniony.

Oto bowiem Ryszard Nowak - i jego Komitet Obrony przed Sektami - skierował pismo do prokuratury w sprawie publicznego znieważenia Jarosława Kaczyńskiego. Prezesa znieważył aktor Krzysztof Kowalewski, który w ubiegłym roku w jednym z wywodów powiedział: "Gdy patrzę na Jarosława Kaczyńskiego, widzę człowieka obłąkanego. Bardzo mu współczuję, ale bardziej tych, których dotyka swoimi działaniami". 

Za te słowa, zdaniem Nowaka, Krzysztof Kowalewski powinien odpowiedzieć z paragrafu 216, bo obraził miliony Polaków, dla których Jarosław Kaczyński jest obrońcą wielu pozytywnych idei. Ten Nowak, i ten jego wniosek, to także znak czasu. Tego, co się zbliża.

Reklama

Reklama

Reklama