Reklama

Reklama

Jarosław Kaczyński wyhodował sobie KOD

Jakie grupy są w Polsce najważniejsze? O kogo trzeba się szczególnie starać? Nie, drodzy państwo, to nie górnicy, nie lekarze ani nie robotnicy (ha, ha...). To działacze partii politycznych, ten tak zwany aparat. To z nimi partyjni wodzowie liczą się najbardziej. Bo to jest ich gwardia, która toczy walkę z wrogami, ale i która może też ich obalić.

Jakie grupy są w Polsce najważniejsze? O kogo trzeba się szczególnie starać? Nie, drodzy państwo, to nie górnicy, nie lekarze ani nie robotnicy (ha, ha...). To działacze partii politycznych, ten tak zwany aparat. To z nimi partyjni wodzowie liczą się najbardziej. Bo to jest ich gwardia, która toczy walkę z wrogami, ale i która może też ich obalić.

Spójrzmy więc w ten sposób na polską politykę, a wiele spraw stanie się prostszych.

Oto przez Warszawę przeszedł marsz KOD-u, około 200 tys. ludzi wzięło w nim udział. Nie czarujmy się, ten marsz to przede wszystkim dzieło Jarosława Kaczyńskiego, to on wyhodował sobie KOD, choć tego nie musiał. Gdyby odpuścił wojnę z Trybunałem, odciąłby KOD-owi prąd. A tak ma, co chciał.

Ale dlaczego? Cóż takiego jest, że przez ostatnie miesiące brnie w coś, co przynosi mu tylko kłopoty? Sęk w tym, że nie może ot tak, wycofać się, poddać spór. Nie może, bo straciłby twarz.

Reklama

Opowiadał mi jeden polityków PiS, że gdy wojna o Trybunał wybuchła, w szeregach tej partii zaczęło narastać zwątpienie. Czy warto w to wchodzić? Na co prezes odparł, że wszystko potrwa parę tygodni i sprawa zamknie się sama. No, nie zamknęła się - i Trybunał, i zgromadzenie sędziów, i wydziały prawnicze największych uniwersytetów, i prof. Adam Strzembosz, i Komisja Wenecka wreszcie, wszyscy mówią, że PiS w wojnie z TK łamie konstytucję. PiS upiera się przy swoim. Dlaczego?

A może odpowiedź brzmi właśnie tak: Jarosław Kaczyński nie może stracić twarzy. Nie, nie przed opozycją, ale przed swoimi działaczami. Oni zwątpić nie mogą. Więc Jarosław Kaczyński nad ich wiarą pracuje. Musi być wróg. On jednoczy tych, co w oblężonej twierdzy.

Więc kim są ludzie chodzący na manifestacje KOD-u? Oficjalna propaganda PiS natychmiast odpowiada: to ludzie oderwani od koryta. Ale aż tyle? 200 tys.? Czy nawet - 45 tys.? Oni wszyscy? Kto w to uwierzy?

Wsłuchajmy się więc jeszcze raz w ten argument. Może przekaz jest lekko inny? Może on brzmi tak: ci KOD-owcy to są ludzie, którzy oderwać od koryta chcą tych, co teraz rządzą? Chcą zabrać im te gabinety i pensje? Te posady w rządzie i spółkach skarbu państwa? Więc trzeba się zjednoczyć, trzeba twardo, żeby tego nie stracić.

A propos spółek... Minister Jackiewicz ogłosił nie tak dawno, że zmiany kadrowe w spółkach skarbu państwa zostały zakończone. To jest oczywiście sygnał, że kto się nie załapał na nowe stanowisko, to już się nie załapie. A że tych stanowisk do wzięcia było bez porównania mniej niż chętnych, jasne jest, że w aparacie szmer niezadowolenia. Bo niby jest dobra zmiana, ale tego dobra to wielu zasłużonych działaczy jeszcze nie doświadczyło.

Więc Jarosław Kaczyński ma dla nich przekaz. A w zasadzie dwa przekazy. Pierwszy - że rząd może zostać zmieniony. Że premier Beata Szydło to eksperyment i zobaczymy, jak wypali. A jak nie wypali, to będzie nowe rozdanie... Po drugie - 2 maja w swym przemówieniu w Sejmie wskazał nowe pola do podbicia. Samorządy! Myślę, że to był jeden z najważniejszych wątków jego expose - że trzeba się organizować na szczeblu samorządów, ba tam również zmiany są potrzebne.

Tak właśnie wygląda polska polityka, jak wojna o stołki. Jest tu kij - że przyjdzie KOD i zabierze. Albo że zabierze sam Kaczyński, ogłaszając nowe rozdanie. No i jest marchewka - posady ministerialne, w spółkach. Albo te do wzięcia, jak człowiek (z PiS-u) się postara, czyli w samorządach.

Nie miejmy jednakowoż złudzeń - ten sam mechanizm działa też i w opozycji. Przed sobotnim marszem mieliśmy ostrą przepychankę między Platformą a resztą ugrupowań popierających KOD, które już nazwały się WRN, czyli Wolność-Równość-Demokracja.

Przepychanka była o to, że  Platforma oblepiła Polskę plakatami ze swoim logo, zapraszającymi na marsz, tak, jakby to była jej impreza, a nie również kilku innych ugrupowań. Można więc pomyśleć - jeszcze nic nie wygrali, a już się kłócą. I tak właśnie jest.

Szef PO Grzegorz Schetyna walczy o swoją pozycję w Platformie. Więc musi się pokazać jako ten, który ma sukces w dokopywaniu PiS-owi, i który jest bardziej dynamiczny od swego konkurenta, czyli Ryszarda Petru. Musi narzucać ton, bo inaczej Platforma będzie dołować w sondażach, on sam będzie mało ważny, aż w końcu zniecierpliwieni działacze wymienią go na kogoś innego.

Czy to mu się udało? Chyba nie do końca, choć sygnał poszedł do aparatu PO, że Schetyna ma w sobie energię i determinację. Więc wiadomo, z kim trzeba trzymać...

Chyba państwo pamiętacie nagraną rozmowę działaczy dolnośląskiej PO, którzy rozmawiali o tym, kogo bardziej opłaca się poprzeć - Schetynę czy Protasiewicza (czyli Tuska). Oni nie dyskutowali o osobowościach liderów, o ich poglądach, tylko o tym, pod którym łatwiej załapać się na dobrą posadę. Czy ktoś ma złudzenia, że od tego czasu coś w PO się zmieniło?

Więc takie mam wrażenie, że jeśli chodzi o Platformę, to w najbliższych miesiącach czekają tę partię różne przetasowania. Schetyna będzie chciał ją ostatecznie przejąć, tak, żeby Tusk nie miał do czego wracać. No i będzie chciał pogrążyć Nowoczesną, zepchnąć ją na jakiś margines. Wojnę Schetyny z Petru mamy jak w banku...    

Ech... Diogenes z Synopy chodził po Atenach z latarnią wołając "szukam człowieka", czy też "szukam prawego człowieka". No to spodziewam się, że za chwilę pojawi się ktoś podobny w Warszawie, z prostym przesłaniem: "szukam polityka".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy