Reklama

Reklama

Jarosław ​Kaczyński kontra Donald Tusk. Mecz oldboyów

Jarosław Kaczyński kontra Donald Tusk. Kiedyś ich starcia elektryzowały Polskę, kroiły na dwie części. Ech! To były pojedynki! Pamiętacie państwo ich telewizyjne debaty? Albo w Sejmie? Ech, co dziś?

Przebierzmy Grzegorza Lato, króla strzelców mistrzostw świata w sportowy strój, z orzełkiem na piersi, naprzeciw postawmy Franza Beckenbauera, w tamtym czasie najlepszego obrońcę świata. Niech grają! Łezka może nam się w oku zakręcić, ale tak czy siak, będzie to starcie w tempie zwolnionym, mecz oldboyów.

Oczywiście, wszyscy wiemy, że polityka rządzi się innymi prawami, że w tej dyscyplinie nawet osiemdziesiątka nie jest barierą, historia zna wielu polityków wiekowych, którzy z lekkością baletnicy obiegali różnych młodszych pretendentów. Kłopot w tym, że to nie dotyczy Kaczyńskiego i Tuska, bo to pesel nimi rządzi, a nie oni peselem.

Reklama

Na Kaczyńskiego wystarczy spojrzeć. Jak drepcze. Sześć lat temu był jak krążownik, a hasło "dobrej zmiany" było jak magnes, przyciągało do PiS ludzi, którzy z tej fascynacji tłumaczą się teraz trzy razy dziennie. Dziś PiS nie opowiada już o dobrej zmianie, tylko snuje ponurą historię, jak to Polska jest otoczona przez wrogów. I trzeba popierać Kaczyńskiego, bo jak nie - to rozbiory, targowica, IV Rzesza i inne nieszczęścia. Jakież to żałosne...

Ten pseudopatriotyczny szantaż ma przykryć nieudolność PiS. Granica? Niemcy meldują, że przez tę granicę, strzeżoną przez policję, wojsko, no i oczywiście Straż Graniczną, przeszło do nich w listopadzie 10 tys. emigrantów. Kilka autobusów dziennie. Czy trzeba to komentować... 

Covid? Tu mamy pełną kapitulację, rząd udaje tylko, że coś w tej sprawie robi, tłumaczy się głupio, że Polacy mają "gen sprzeciwu", kilkaset śmierci dziennie już nikogo nie rusza. 

Inflacja? Największa w Unii Europejskiej. Pieniądze z Unii? Bije nam licznik kar, miliardy przechodzą koło nosa, też nie zauważyłem, żeby kogokolwiek w PiS to złościło. To Polska płaci, nie oni. Oni troskają się o kolejne rozdania w spółkach skarbu państwa, o kolejne koryta, typu spółka do odbudowy Pałacu Bruhla w Warszawie. 2,5 mld zł na odbudowę! A pensje w spółce mają sięgać 28 tys. zł miesięcznie. Więc już wiemy, po co PiS ma rządzić. To już było w "Misiu" u Barei. A ten skołowany Kaczyński daje temu twarz.  

Tusk! Drugi emeryt! Miał wrócić, rozbić bank, ale jakoś go nie rozbija. Owszem, uratował Platformę przed anihilacją, ale to by było, proszę państwa, na tyle. Platforma krąży wokół dwudziestu paru proc. poparcia, chyba już nikt nie wierzy, że ruszy w górę, a Tuska częściej nie ma niż jest. Ogłosił się liderem opozycji - i nic. Teraz wołał, że Kaczyński to tchórz, że nie ma go na pokładzie. Owszem, nie ma go na pokładzie, ale co dalej?

Zwody Tuska są sprzed 10 lat, one już na nikim nie robią wrażenia. Oczywiście, są pisma, w których jest życzliwie wywiadowany, och, ach, opowiada tam różne rzeczy, ale wpływ na rzeczywistość ma to znikomy.

I widać to szczególnie teraz, gdy państwo PiS pruje się na naszych oczach, a opozycja (z jej liderem - ha, ha, na czele) nie potrafi przedstawić Polakom alternatywy. Kręcą się wokół swego ogona, klepią wciąż to samo - rzeczy słuszne i nudne.

Spójrzmy dalej. Z analizy elektoratów wynika, że kwitnąć nam powinna lewica, bo PiS podsyła jej regularnie paliwo. Prawa kobiet, płace w budżetówce, stosunek do Polski Ludowej, bariery awansu młodych, prawa osób LGBT, afery w Kościele, krążące gdzieś nad nami widmo polexitu, jest tych rzeczy tyle , że lewica w Polsce powinna mieć 20 proc. poparcia bez większego wysiłku. A nie ma. Włodzimierz Czarzasty, starszy pan w kolorowym sweterku, jest bardzo sobą zachwycony, szkoda tylko, że na autozachwycie jego aktywność się kończy. Czarzasty, w listopadowym sondażu IBRIS, cieszy się zaufaniem 14 proc. Polaków, co daje mu miejsce gdzieś na dole, między Przemysławem Czarnkiem a Krzysztofem Bosakiem. Brawo, brawo...

Ci wszyscy politycy (myślę też o innych, tu nie wymienionych) ewidentnie są nie na swoich miejscach. Powinni już dawno dać sobie spokój, bo albo już im nie wychodzi, albo nie wychodziło im nigdy.

Kłopot w tym, że tak jak oni nie mogą sobie wymienić narodu, na taki, który by ich słuchał i podziwiał, tak my nie możemy wymienić sobie ich na innych. 

I tak trwa ten sadomasochistyczny bal.  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy