Reklama

Reklama

​Gierek - mit dobrych lat 70.

20 lat temu zmarł Edward Gierek. Niby nic, nie ma tygodnia by nie było jakiejś rocznicy śmierci lub urodzin ważnego polityka. A jednak z Gierkiem jest inaczej.

Z prostego powodu - mit epoki lat 70. trwa, nie umiera wraz z tymi, którzy wówczas przeżywali swe najlepsze lata, ba, rozwija się w najlepsze. A to już ponad 40 lat...

I to 40 lat, podczas których, z mniejszą lub większą zawziętością, lata Gierka zohydzano. Nadaremnie. Już w latach 90. zaczynały w Polsce powstawać ulice Edwarda Gierka, ronda, jego imieniem zaczęto nazywać szkoły. I dopiero zatrzymała to ustawa dekomunizacyjna.

Podobnie było z oceną lat 70. Propaganda obozu solidarnościowego stawała na głowie, by wmówić nam wszystkim, że czasy Gierka były absolutną porażką. Grochem o ścianę! Więc Gierkowi PO i PiS odpuściły. Ba! I Tusk, i Kaczyński zaczęli próbować się przy nim ogrzewać.

Reklama

Donald Tusk, jeszcze jako premier, o Gierku mówił tak: "Moje pokolenie dokładnie pamięta lata 70. To nie były dobre czasy, ale to nie były też czasy, które warto przekreślić. Gospodarskie wizyty i inwestycje za Gierka to jest raczej coś, co dobrze wspominamy, a nie źle. Więc jeśli ktoś chce mi bardzo dokuczyć i porównuje do wizyt Gierka, jestem w stanie to jakoś zaakceptować".

Ale cóż to znaczyło, wobec wcześniejszych słów Jarosława Kaczyńskiego!

W czasie kampanii prezydenckiej w 2010 r., podczas wiecu w Sosnowcu, prezes PiS nazwał Edwarda Gierka "komunistycznym, ale jednak patriotą". Oraz chwalił go, że chciał "silnej Polski". Mówił: "Działał w takich okolicznościach, jakie wtedy były, ale to, że chciał uczynić z Polski kraj ważny - w tamtym kontekście, w tamtych okolicznościach - to była bardzo dobra strona jego działania, jego osobowości, jego poglądów".

Dziwne? A jak mają mówić, gdy pamięć wygrała z propagandą?

A dlaczego wygrała? To jest przecież pytanie kluczowe!

Myślę, że dwa czynniki na ten mit dobrych lat 70. się złożyły. Pierwszy - materialny. Skala inwestycji w tamtej Polsce, bez porównania biedniejszej niż obecna, przecież imponuje.

W latach 70. wybudowano 557 nowych przedsiębiorstw, w tym siedem elektrowni (sam jeden Bełchatów wytwarza dziś 20 proc. polskiego prądu), 71 fabryk domów, dziewięć zakładów hutniczych, dziewięć elektrociepłowni, Port Północny i rafinerię gdańską, co było pierwszym krokiem w kierunku uniezależnienia Polski od rosyjskiej ropy, itd. Ważne, żeby w tej wyliczance nie zapomnieć o zakładach, które były lokowane w mniejszych miastach, często były jedynym tam pracodawcą, a potem, w III RP były sprzedawane i rozszabrowywane.

Gierek zyskał miano największego polskiego dewelopera, bo za jego kadencji wybudowano 2,5 mln mieszkań. Owszem, na mieszkania trzeba było wówczas czekać kilka lat, ale dostawało się je za równowartość paru pensji. Dziś można też je mieć, za kredyt we frankach szwajcarskich spłacany przez 30 lat...

Jeśli już jesteśmy przy kredytach. Gierek zostawił po sobie 20 mld dolarów długów. Tylko że do roku 2009, w ramach prywatyzacji polskich firm (a sprzedawano częstokroć za przysłowiowe koraliki i perkal), uzyskano 83 mld zł. A jeszcze jest co sprzedawać. Tymczasem w samym 2020 roku zadłużenie Polski wzrosło o 290 mld zł (to dane oficjalne). Przepraszam, czy coś za te 80 miliardów dolarów zbudowano? Więc kto buduje, a kto przejada?

Ale ten gigantyczny awans materialny milionów Polaków to tylko połowa tajemnicy mitu Gierka. Druga - to coś co nastąpiło w głowach. Gierek, rzucając hasła wielkich inwestycji, pogoni za Zachodem, budowy takiego kraju jak te zachodnie, a nie jak ZSRR, uruchomił pokłady ambicji i energii milionów Polaków. "Polak potrafi", "Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej", te hasła trafiały na podatny grunt. To już nie była opowieść o budowie komunizmu, tylko o małym fiacie, mieszkaniu w blokach i wczasach w Bułgarii. I o tym, że towarzysz Gierek jeździ po Polsce z gospodarskimi wizytami... Wtedy to była nowość. To budowało popularność I sekretarza, ale też budowało poczucie milionów Polaków, że są na swoim. Że to oni są gospodarzami tego kraju. Wreszcie!

W ten sposób lata 70. zbudowały współczesną Polskę.

Życie nie jest biało-czarne, a ludzie nie są głupi. Nie dlatego Polacy cenią tamten czas, bo byli piękni i młodzi, albo dlatego, że balowali zamiast pracować. Przeciwnie - pracowali ciężko, myślę, że nawet ciężej niż teraz.  Nie mają też amnezji, o wadach, głupotach i patologiach tamtych czasów też pamiętają. Ale ważą na szali i to co dobre, i to co złe.

I dobrze to dla Gierka wychodzi. Wiele mówi to o nim, wiele o nas samych. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama