Reklama

Reklama

Dlaczego Kaczyński robi Putinowi kolejny prezent?

Witold Waszczykowski martwi się, że Unia Europejska jest ciałem zbyt zintegrowanym. Że Bruksela może za dużo.

I mówi tak: "Jest szereg państw europejskich, które uważają, że Unia Europejska powinna iść w kierunku stworzenia, jak kiedyś mówiono, federacji, inni mówią o jakiejś strukturze polityczno-ekonomicznej, która by zarządzała Unią. Inni, jak np. Brytyjczycy - i nasze środowisko polityczne w tej chwili w Polsce - zakładają, że Unia pozostać powinna instytucją, która strzeże traktatowych swobód, tych głównych swobód: swobodnego przepływu kapitału, usług, towarów, ludzi. I, ewentualnie, współpracować na innych płaszczyznach - np. na płaszczyźnie bezpieczeństwa - z innymi instytucjami, które strzegą pokoju w Europie, np. z NATO".

Reklama

A jego zastępca Konrad Szymański dodaje: "Jesteśmy gotowi, żeby wesprzeć brytyjskie oczekiwania w zakresie zmian ich zobowiązań traktatowych, a być może również zmian całej architektury traktatowej UE".

Ha! Te wszystkie deklaracje są potwierdzeniem, że PiS stoi w obozie tych, którzy chcą osłabienia Unii, zrobienia z niej zwykłej strefy wolnego handlu.

Kaczyński i jego ludzie tłumaczą to egoizmem narodowym. Że Unia i Niemcy, jako kraj w niej największy, narzucają nam rozwiązania sprzeczne z naszymi interesami. Więc czas ten związek - sugerują - przebudować, rozluźnić. Tym bardziej, że i tak państwa Unii kierują się narodowymi interesami, i nie ma nic takiego jak "naród europejski"; zawsze będziemy Polakami, Niemcami, Francuzami itd. Więc po cóż pielęgnować ułudę?

Hm... Też jestem przeciwko pielęgnowaniu ułudy, to w polityce prowadzi na manowce. Tylko że mam wrażenie, że Kaczyński, Waszczykowski, Szczerski, cała ta PiS-owska ekipa krytykująca Unię i marząca, żeby ją rozluźnić, kieruje się jeszcze większą ułudą.

Po pierwsze, z egoistycznego punktu widzenia, Polska będąc w Unii zyskała. Zyskała pieniądze. To suma około 92 mld euro, przy naszych wpłatach wynoszących 31 mld euro. 61 mld euro na czysto. Ale jeszcze ważniejsze jest to, że zyskaliśmy dostęp do największego na świecie rynku, i że staliśmy się jego częścią. Na tym, że jesteśmy w Unii, zyskują miliony Polaków, zyskuje nawet główny polski eurofob Janusz Korwin-Mikke, skrupulatnie pobierając pensję europosła i rozliczając koszty podróży, biura i asystentów.

Po drugie, przyjrzyjmy się tzw. egoizmom narodowym. One istnieją, a jakże! Ale struktury unijne i konieczność budowania wewnątrz nich sojuszy powodują, że są one w dużym stopniu neutralizowane. Architekci Unii wymyślili, że będzie to najlepszy sposób na okiełznanie niemieckiej siły. I tak to jest - największe państwa mogą w Unii dużo, ale nie mogą wszystkiego. Czego przykładem są choćby sankcje wobec Rosji, które uderzyły w interesy Francji i Niemiec. Ale, w imię wspólnoty, trzeba było na coś się zgodzić...

I tu dochodzimy do punktu trzeciego - zastanówmy się, jaki porządek w Europie nastąpi, gdy Unia abdykuje? Gdy się zwinie? Bo przecież strefa wspólnego handlu nie jest strefą wspólnej polityki... Ooo, to wtedy egoizmy narodowe,  pętane dziś przez Brukselę, rozkwitną! Francuzi wreszcie odetchną i zaczną sprzedawać okręty Rosjanom, Niemcy puszczą przez Bałtyk kolejne rury i wrócą do planów modernizowania rosyjskiej armii, i tak dalej.

Gdy Unia się zwinie, pomiędzy Rosją i Niemcami znów odrodzi się strefa państw małych i niewiele znaczących. Tak, tak, PiS-owcy z zapałem egzaltowanych licealistów powtarzają, że to niepowtarzalna szansa dla Polski, by stworzyć Międzymorze, w którym Polska, jako największe państwo, byłaby liderem. Tylko że to mrzonki. Bo nie mamy ku temu potrzebnej siły - ani gospodarczej, ani militarnej. I nie uda się tych wszystkich państw posklejać, bo są słabe i mają różne interesy.

Więc Rosja i Niemcy zawsze w takim Międzymorzu coś wyłowią. Tak jak Putin wyłowił Orbana. Ta strefa, w wypadku wycofania się Unii, stanie się więc szybko czymś na kształt kondominium rosyjsko-niemieckiego. I w ten sposób opowieści Jarosława Kaczyńskiego staną się ciałem.

PiS co prawda zapewnia, że tak się nie stanie, gdyż do naszego regionu wkroczy Ameryka. Że uda się zainstalować w Polsce bazy amerykańskie i amerykańscy żołnierze będą gwarantami naszej niezawisłości. Bardzo to odważna teza. Nie jesteśmy równorzędnym partnerem dla Ameryki,  polityka Waszyngtonu wobec Warszawy jest funkcją polityki wobec Moskwy i innych dużych stolic europejskich. Gdy Ameryka uzna, że ważniejsze jest współdziałanie z Rosją, w zamian za jakieś koncesje w środkowej Europie, to ten deal przyklepie. W dziesięć minut.

A co do baz, za które i tak musielibyśmy płacić... Minister Waszczykowski doskonale przecież pamięta rok 2008 i wojnę rosyjsko-gruzińską. Gruzini w tamtym czasie szkoleni byli przez instruktorów amerykańskich i przedstawiali się jako sojusznicy USA. Cóż z tego! W czasie wojny obecni w Gruzji Amerykanie bardzo się pilnowali, by w nic się nie angażować. A USA nie przekazało Gruzji nawet najprostszych danych z wywiadu satelitarnego. Inne były kalkulacje Waszyngtonu, a inne nadzieje Tbilisi...

Mówiąc jak najbardziej poważnie: nie chciałbym, żeby coś podobnego powtórzyło się nad Wisłą. A taką możliwość działania PiS otwierają. To jest mój zarzut. Inne sprawy przyjmuję ze spokojem.

PiS wygrał wybory i wziął władzę - bo musiał wygrać. Niszczy demokrację - martwi mnie to, ale traktuję to filozoficznie, jako dopust boży. Chwilowe wahnięcie w kraju, w którym demokracja była 8 lat przed wojną, i teraz, 25 lat.... Groźniejsze jest coś innego - rozwalanie układu geopolitycznego, który daje Polsce bezpieczeństwo i możliwości gospodarczego rozwoju. Układu, który pęta Niemcy i wypycha Rosję na wschód. Stanowi tamę dla jej ekspansji. To dlatego przecież Putin popiera i finansuje te siły, które chcą rozbicia Unii, dlatego tak mu w smak te wszystkie nacjonalizmy.

Więc po co ten Kaczyński robi mu kolejny prezent?  

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL