Reklama

Reklama

Biało-czerwoni, czyli Europa bez kompleksów

Oczywiście, nikt nie wie, jak skończy się polska przygoda na Euro 2016. To jest sport, ale póki co, wygląda to obiecująco. Nasi piłkarze tworzą team, nie pękają, są zdyscyplinowani taktycznie, mają siłę grać do końca. Jeżeli porównuję obecną reprezentację z poprzednimi, to właśnie te cechy rzucają się w oczy. To było widać podczas meczu z Niemcami.

Przypadek sprawił, że ten mecz toczył się w 25. rocznicę podpisania traktatu polsko-niemieckiego, traktatu, który regulował nasze wzajemne stosunki, zamykał sprawę granic, ale jednocześnie był bardzo ważnym krokiem na drodze Polski do Europy. Siłą rzeczy porównania nasuwają się same - jak wyglądała Polska 25 lat temu i jak wygląda teraz?

Niemcy wtedy były już bardzo mocne, choć wiadomo było, że czeka je ciężka praca związana ze zjednoczeniem. Polska... Hm... Byliśmy krajem wychodzącym z kłopotów, biednym, z niepewną przyszłością, niezbyt stabilnym. Gdzieś na obrzeżach Europy. Właśnie podpisaliśmy umowę z Klubem Paryskim, która redukowała nasze zadłużenie o 50 proc., ale to wszystko stanowiło ledwie światełko w tunelu.

Reklama

Po 25 latach sprawa wygląda inaczej - wtedy Niemcy były mocne, dziś są jeszcze mocniejsze, obecnie to główny rozgrywający w Europie. A Polska? Tu zaszła zmiana! Jesteśmy w NATO i w Unii, z biedaka-żebraka awansowaliśmy do roli kraju wciąż niezamożnego, ale goniącego bogatszych, coraz lepiej zorganizowanego, gdzie warto inwestować. No i na pewno lidera w tej części kontynentu - ważniejszego partnera handlowego dla Niemiec niż Rosja.

Ruiną nie jesteśmy.

Tę zmianę widać, a ilustruje ją piłkarska reprezentacja. Jej liderzy, Krychowiak i Lewandowski, to topowi europejscy piłkarze, o których walczą wielkie kluby. Obaj warci dziesiątki milionów euro. Co ważne, obaj podkreślają, że swój sukces zawdzięczają ciężkiej pracy i podporządkowaniu się regułom gry. Nie tylko oni. Bo i Glik, i Fabiański, i Piszczek...

Właśnie wyczytałem, że ten, który "zatrzymał Niemcy", czyli Michał Pazdan, nie był najbardziej utalentowany na podwórku, ale na pewno najbardziej pracowity i zdeterminowany, by osiągnąć sukces. Że piłkarze świadomi są tego, co dzięki futbolowi mogą osiągnąć, że nie boją się Europy, że chcą ją zawojować.

Pamiętam reprezentację z początku lat 90. Nie grali w niej piłkarze mniej utalentowani od obecnych, ale czegoś im brakowało. Ryszard Tarasiewicz, Jan Urban, Roman Kosecki, Wojciech Kowalczyk... Każdy z nich swoje w futbolu zarobił, ale przecież nie na miarę możliwości. Ich reprezentacja nie potrafiła się przebić, odpadała w eliminacjach. Czego im brakowało?

Na pewno dobrych menedżerów, którzy potrafiliby ulokować ich we właściwych klubach. Dla nich już sam wyjazd na Zachód był jak "chwycić Pana Boga za nogi". Jak zwieńczenie kariery, a nie jej początek. Na pewno nie byli tak poukładani, jak obecni liderzy. Roman Kosecki kiedyś przyznał, że miał alkoholowy epizod w Atletico Madryt, o Wojciechu Kowalczyku nawet nie ma co wspominać.

Tamci gwiazdorzy nie wykorzystali do końca swoich szans, bo startowali ze zbyt niskiego pułapu, zbyt mało mieli desperacji, by osiągnąć sukces, nie za bardzo wiedzieli, na czym on polega, zbyt często cieszyli się tym, co dostali na początek. Utwierdzali ich w tym zresztą polscy dziennikarze, odwiedzając ich i pisząc z zachwytem, że piłkarz dostał od klubu piękne mieszkanie i jeździ dobrym zachodnim samochodem... A publika nad Wisłą z wypiekami czytała te opowieści, podziwiając i zazdroszcząc. Tej bryki...

Sukces, lub jego brak, w tym przypadku zależał od horyzontów, od tego, co w głowie. Dlatego myślę, że tak musiało być. Że tamto pokolenie praktycznie skazane było na role drugoplanowe, bo ono przecierało szlak. To obecne zaś, to ludzie czujący się w Europie jak u siebie, bez kompleksów, pełnoprawni gracze. Dziś to Niemcy narzekają na Lewandowskiego, że stawia warunki, 25 lat temu to nasi piłkarze skarżyli się na zachodnich trenerów i właścicieli klubów, że są traktowani gorzej niż miejscowi.

Bardzo więc się pozmieniało.        

Dlatego trzymam kciuki za naszą kadrę. Za to, że promuje proste zasady - że sukces to, owszem, talent, ale i praca, umiejętność wyznaczania sobie celów, konsekwencja, wiedza. Że odrzuca na bok małe kompleksy - że ci z Zachodu to nas źle traktują, że się uwzięli, że nas nie chcą zrozumieć... Że wie, jak podbić świat - umiejętnościami, klasą, a nie jak rosyjscy "kibice" - burdami i awanturami, bo podobno w Europie ich nie szanują.

Widzę w nich, optymistycznie, nowe pokolenie, które trwale zakotwiczy nas w kulturze Zachodu. Które będzie poruszać się po Europie bez kompleksów, z pełną wiedzą na temat istniejących możliwości. Myślę nie tylko o sportowcach, ale i biznesie (PESA sprzedaje pociągi do Niemiec...), naukowcach, także politykach. Mając przy tym nadzieję, że mali ludzie nie ściągną tych, co chcą iść do przodu, na dół. Na dno naszego kotła.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy