Reklama

Reklama

Wszystko będzie inaczej

Bez względu na to, kiedy i czym skończy się inwazja Putina, już dziś wiadomo, że zawieszenie sporów w polskiej polityce, które w pierwszym odruchu wydawało się dobrodusznym wyjściem, nie potrwa długo. Dawne fundamentalne różnice odżywają z jeszcze większą mocą, a jedyne, na co można liczyć, to ponadpartyjny konsensus w sprawach bezpieczeństwa i obronności, ale i on podlany jest wzajemną nieufnością. To i tak dużo, biorąc pod uwagę wyzwania, jakie czekają Polskę w niedalekiej przyszłości. Zarówno władza, jak i opozycja będą musiały wymyślić się na nowo.

Sprawdziły się ponure żarty znużonych nihilistów, którzy obserwując nudę zachodniego świata, powiadali, że dawno wojny nie było. Realna wojna przyszła, a oniemiała cywilizacja europejska patrzy, jak tuż pod nosem zabijane są dzieci, gwałcone kobiety, rujnowane miasta. 

Chce się płakać. Chce się wyć. Ukraina spływa krwią, a NATO nie może ruszyć z bezpośrednią odsieczą, bo Putin straszy atakiem nuklearnym, państwa Sojuszu dostarczają jednak broń, Zachód się jednoczy, Polacy pomagają uchodźcom. Aby zobaczyć śmierć i rozpacz Powstania Warszawskiego, trzeba było poczekać np. na "Kanał" Andrzeja Wajdy. Dziś oglądamy wojnę w telewizji. Śmierć, zbrodnie, rozpacz ludzi, bohaterstwo obrońców Ukrainy - w telewizji. Patrzymy z dystansu, jak kończy się znany nam świat.

Reklama

Kto działa na rzecz Putina?

Tymczasem powróciła dyskusja o tym, jaka jest różnica między wartościami europejskimi a putinizmem. Między demokracją a autokracją czy dyktaturą. Między drogą ku wolności a drogą ku terrorowi. 

Była premier Beata Szydło domaga się pieniędzy od Unii Europejskiej, ponieważ Polska pomaga Ukrainie i Ukraińcom, a blokowanie tych środków nazywa "działaniem na rzecz Putina". Nie dodaje, że pieniądze te są wstrzymane, ponieważ władza w Polsce nie przestrzega zasad praworządności. W tej sprawie nie da się iść na skróty, ponieważ na końcu łamania konstytucji, szykanowania niezawisłych sędziów, cynicznej propagandy zawsze jest antyeuropejski zamordyzm i koniec demokracji. To tylko kwestia czasu i natężenia demoralizacji.

I to właśnie będzie największe wyzwanie dla rządzącej Polską prawicy: czy trzymać dotychczasowy antyeuropejski kurs i nadal traktować Brukselę jak bankomat, czy znaleźć sposób na to, aby uznać bezwzględną konieczność integracji europejskiej i przywrócenia wartości, bez których nie ma demokracji. 

Czy w cieniu wojny, w cieniu rozpętanego lęku, korzystając z odruchu konsolidowania się wokół władzy, umacniać autokrację, czy radykalnie zmienić swoją agendę polityczną. Czy zerwać z Viktorem Orbánem i Marine Le Pen, czy związać się ze zwolennikami pogłębiania integracji, rozszerzania strefy euro, ograniczania nacjonalizmów.

Nadzieja na zmianę?

Dziś wypomina się władzy, że przez lata atakowała Unię Europejską, przeciwstawiała "wyspę wolności" "brukselskiej okupacji", rozmontowywała trójpodział władzy, a znając już plany Putina przekazane przez wywiad, nadal usiłowała budować sojusze z jego ludźmi w Europie. O ile postawa Andrzeja Dudy, który odnalazł się w miejscu prezydenta państwa frontowego, czy korekta retoryki Mateusza Morawieckiego na proeuropejską niektórym dają nadzieję na jakąś zmianę, o tyle wyroki europejskiego Trybunału Sprawiedliwości pozostają niewykonane, Izba Dyscyplinarna działa bez zakłóceń, a neosędziowie orzekają. Nie da się być antyputinistą, jednocześnie przecząc wartościom europejskim.

Ale skoro wojna Putina definitywnie pogrzebała stary świat, to czy dotychczasowa struktura polskiej polityki także nie została pogrzebana? Czy w nadchodzącej coraz szybciej przyszłości nadal będą ją definiować te same tematy, czy może zaczną dominować kwestie międzynarodowej doktryny obronnej, problemy uchodźców wojennych, wzmocnienie granicy wschodniej, tąpnięcie światowej gospodarki? Czy publiczność podczas kampanii wyborczej 2023 roku wciąż będzie zajęta dobrze już znanym polskim sporem, czy może będzie wpatrywać się w inne polityczne gwiazdozbiory?

Na te pytania będzie musiała odpowiedzieć sobie opozycja, która do wybuchu wojny w Ukrainie tkwiła w klinczu rozważań o tym, czy iść razem, czy osobno. Na ile być anty-PiS-em, a na ile konstruktywnym krytykiem PiS-u. Jak uwieść wyborców niezdecydowanych, a jak zatrzymać zdecydowanych. Wiele wskazuje na to, że to już przeszłość. I że trzeba zupełnie na nowo zdefiniować narracje, wskazać wyzwania, określić kamienie milowe. Że trzeba stworzyć zupełnie nową opowieść, bo ta stara w przeobrażonym świecie po prostu nie będzie już działać.

Wojna Putina wymusiła jedność Zachodu w sprawie sankcji, radykalną zmianę polityki Niemiec, konsolidację państw NATO. Wojna Putina zmieniła geopolitykę, reanimowała zimną wojnę, wyrwała z drzemki cywilizację europejską. Stare klisze zostały prześwietlone, nowy rozdział dopiero zostanie napisany. Nie będzie już ani tak jak było, ani tak jak myśleliśmy, że powinno być. Będzie zupełnie inaczej.

Przemysław Szubartowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy