Reklama

Reklama

Tusk może wrócić, bo młodość w polskiej polityce wygląda ponuro

Rozważający swój powrót Donald Tusk, a także politycy tacy jak Jarosław Kaczyński, Aleksander Kwaśniewski czy Leszek Miller zajmują całą polską polityczną czasoprzestrzeń od ponad 30 lat. O tym, że pora by ustąpili miejsca młodym, mówili w swej młodości ludzie, którzy sami dziś są starzy. Problem w tym, że polityczne pokolenie dzisiejszych trzydziestolatków nie dorasta tym politykom do stóp. Może także dlatego, że zadbali oni o to, by nie wychować następców.

Można nie lubić starych wyg polskiej polityki. Ale bez względu czy byli dzielnymi opozycjonistami czy komunistycznymi karierowiczami, na tle swoich pokoleń byli ludźmi niewątpliwie inteligentnymi i sprawnymi. Zdolnymi do realizacji własnej wizji. 

Tak choćby jak Kwaśniewski, odpiłowując gałąź ze swoimi starszymi towarzyszami partyjnymi z PZPR, Kaczyński rozpoczynający bunt przeciwko grubej kresce i Wałęsie, a w końcu Tusk wykańczający Unię Wolności i budujący w jej miejsce nową partię. Dziś najzdolniejsi młodzi ludzie idą do korporacji, zakładają własny biznes albo kanały społecznościowe. Do partyjnej polityki, gdzie trzeba naśladować liderów, a każdy bunt grozi marnym finałem, gdzie nie ma żadnej weryfikacji merytorycznej, orły z reguły nie wkraczają.

Reklama

Również orły, w dodatku z reguły ludzie niezbyt młodzi, tworzyli wszelkie inicjatywy mające być konkurencją dla starych partii - młodą prawicę, lewicę czy alternatywy wobec Platformy w rodzaju partii Ryszarda Petru. Doskonałym współczesnym przykładem jest formacja Szymona Hołowni. Zgarnia po skrzydłach elektorat zniesmaczony platformerskim hejtem lub pisowską siermiężnością, ale cóż ma takiego do powiedzenia? Jak brzmią propozycje byłego dziennikarza i "osobowości telewizyjnej", przedstawianego jako nowa jakość, a w sumie będącego grubo po czterdziestce i od lat obecnego w polskim życiu publicznym? To miks pisowskiego socjału w wersji ekstremalnej (równowartość pensji minimum dla wszystkich) i platformerskiego liberalizmu (np. ataki na Kościół, ale w wersji soft). Do tego infantylne filmiki. Nic nowego.

Przypadkowy bonus


"Nic nowego, ta sama stara pieśń, jesteśmy kukiełkami, które zżera pleśń" - te słowa zespołu Dezerter pasują do sytuacji. Czy Donald Tusk może powrócić na białym koniu? A czemuż nie? A kto stanowi dziś jego formację? Borys Budka, o którym co drugi współpracownik mówi, że "gdyby się zdecydował na odejście to..."? Prezydent Warszawy - popularny - ale nie zainteresowany pełnioną przez siebie funkcją? A może polityczka, którą Tusk zrobił swoją następczynią w fotelu premiera, chyba głównie po to, by jasno wybijały na jej tle jego przewagi?

A jak wygląda sejmowa młodzież? Symbolizuje ją posłanka Jachira, która niedawno ujawniła narodowi, że Hitler nie niszczył cmentarzy żydowskich, co świadczy o dość radykalnym niezainteresowaniu tematyką, jak na "obrończynię praw człowieka". Jako wrocławianka pani Jachira mogłaby chociaż kojarzyć losy tamtejszego cmentarza żydowskiego przy Ślężnej, gdzie podczas wojny urządzono składnicę złomu, a planowano park miejski. O erudycji innej młodej nadziei posła Sterczewskiego pisałem tu niedawno. Jego pomysłem na odnowioną działalność PO jest rozdawanie ulotek.

Podobnie jest wszędzie. Mateusz Morawiecki sam dołączył do PiS i był bonusem, który przydarzył się tej partii niejako po drodze, przypadkowo. Ale to też polityk dziś już ponad pięćdziesięcioletni. A młodzi? Jakąż to ma trzydziestoparoletnią postać ta formacja? Taką, która mogłaby przyciągnąć swoich rówieśników i młodszych? 

Wbrew pozorom w Konfederacji nie jest weselej. Charakterystyczne, że wciąż chyba najbardziej charyzmatyczną i przyciągającą postacią tej formacji jest dziadek Korwin - wciąż jurny, ale z peselem raczej nie wskazującym na niedawne ukończenie liceum. W PSL jest jeszcze gorzej, a o sprawności młodych polityków lewicy świadczy to, że nie są w stanie sobie poradzić bez starszych kolegów pamiętających zebrania wojewódzkich komitetów PZPR.

Czasy się zmieniły

Dlaczego tak się stało? Może dlatego, że starzy liderzy tego nie chcieli, a w tworzonych przez nich organizmach niewiele było miejsca na młodzieńczą niezależność. Może dlatego, że z 460 posłów, większość to przeciętnie opłacane maszynki do głosowania. Może dlatego, że czasy się po prostu zmieniły i polityka partyjna nie przyciąga, nie tylko u nas, najzdolniejszych ludzi, w dodatku korporacje mają często dużo więcej do gadania niż rządy?

Czy jest więc jakiś ratunek? Bill Nelson, szef NASA, komentując zdjęcia spotkań amerykańskich pilotów stwierdził niedawno, że nie jesteśmy sami we Wszechświecie. Kilka innych znanych osób, w tym były szef izraelskiego programu kosmicznego, wprost twierdzi, że obce cywilizacje istnieją i mogą nas nawiedzać. Brzmi to strasznie, ale jeśli chodzi o naszą krajową, i nie tylko krajową, politykę, to przylot kosmitów może okazać się jedynym rozwiązaniem. Bo jeśli ktoś dziś liczy na energię młodego pokolenia, to może się przeliczyć.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje