Reklama

Suma małych błędów w sprawie granatnika w komendzie

Któż powiedział, że wielkie formacje i projekty polityczne wysadzają w powietrze tylko wielkie pomyłki i grzechy? Równie dobrze katastrofa może nastąpić na skutek sumy drobnych niedopatrzeń, a czasem nawet i przypadkowych nieszczęść. Do tych ostatnich może należeć wystrzał granatnika w gabinecie komendanta głównego policji, do pierwszych - brak reakcji na to wydarzenie.

W przeciwieństwie do rozlicznych kolegów dziennikarzy i publicystów nie wiem, jak to się dokładnie stało, że granatnik w gabinecie komisarza wystrzelił. Tym bardziej, w przeciwieństwie do tego samego grona, nie znam nawet dobrze procedur związanych z takim granatnikiem jako prezentem. Cieszę się, że mamy w ostatnim czasie tylu ekspertów od zabezpieczenia broni, jak w swoim czasie mieliśmy w zakresie badania katastrof lotniczych. Niemniej pozwolę sobie - także w tym wypadku - mieć do nich spory dystans.

Wszystko to nie zmienia faktu, że kilka spraw wydaje się oczywistych. Po pierwsze to, że do sytuacji dojść nie powinno i wina musi leżeć także po stronie komendanta lub jego podwładnych. Po drugie, że o przyszłości komendanta Szymczyka powinien zdecydować całokształt jego dorobku na tym stanowisku. Po trzecie, że brak jakiejkolwiek reakcji i wytłumaczeń nie jest dobrą ścieżką w myśl znanej zasady, że wcale nie jest tak, iż strusia z głową zakopaną w piasku wcale nie widać.

Reklama

Więzienie lub struś

Obie strony zachowały się w tej sprawie zresztą bardzo przewidywalnie. Polityczni i medialni kibice ekipy Donalda Tuska rzucili się na "pierwszego policjanta", jakby intencjonalnie ostrzelał on przedszkole albo działał na zlecenie Al Ka'idy. Temat od kilku dni jest wałkowany nieustannie. W nieocenionej w takich sytuacjach gazecie pojawiły się nawet głosy, że generał Szymczyk powinien zostać za incydent z granatnikiem uwięziony. Co zresztą nie dziwi, bo kwestią dyskusyjną w tym wyimaginowanym świecie za chwilę będzie już tylko to, czy "pójdą siedzieć" wszyscy ci, którzy w "pisowskiej" administracji pracują, czy też cały wraży redakcji elektorat z rodzinami.

Z drugiej strony mamy strusia. Zakulisowe narady odnośnie przyszłości komendanta i publiczne milczenie. W tej sytuacji, wizerunkowo, to - by zacytować klasyka - rzecz gorsza niż zbrodnia, bo błąd. Generał Szymczyk w związku z tym, że w jakiś sposób wystrzelił z granatnika nie na terenie strzelnicy sportowej, a swojego gabinetu, powinien zostać z miejsca zawieszony do wyjaśnienia sprawy. A potem? Być może równie szybko odwieszony. Teraz nawet dymisja zostanie odebrana jako wymuszona. W dodatku dziś może faktycznie zostać wymuszona, pomimo że być może mogłoby się bez niej obejść.

Poznałem osobiście Jarosława Szymczyka i sprawił na mnie wrażenie bardzo dobrego fachowca. Ostatnio, w związku z pisaną przeze mnie książką, odbyłem sporo rozmów z mundurowymi i też zebrałem sporo pozytywnych opinii o komendancie. Przeprowadził polską policję przez falę protestów, kryzys graniczny, w końcu wojnę na Ukrainie i napływ emigracji. Wraz z tą policją przeprowadził przez to nas, społeczeństwo. Zrobił to w taki sposób, że Polska nadal jest bezpiecznym i spokojnym krajem, a nie wszędzie to się w Europie udawało. Myślę, że to powinno przeważyć nad niefortunną zamianą pokoju na komendzie w poligon, ale to nie oznacza, że ta ostatnia sytuacja nie powinna zostać wyjaśniona i nie powinny zostać wyciągnięte żadna konsekwencje. A przede wszystkim opinia publiczna powinna jednak parę słów usłyszeć.

Nie pijmy za błędy

Angielskie porzekadło mawia, że małe błędy pozwalają uniknąć dużych, myślę jednak, że w pewnych sytuacjach te duże zastępują. I tak postrzegam rozbuchaną przez media, ale też medialnie nader efektowną, bo wybuchową, historię z granatnikiem. Próba ucieczki, przeczekania, mataczenia, zastój komunikacyjny to błąd. Nie jedyny w ostatnim czasie.

W piątek w Sejmie miano zmieniać ustawę o Sądzie Najwyższym, w ramach pakietu legislacyjnego, który ma doprowadzić do szybszego przelania wreszcie Polsce przyznanych jej pieniędzy z KPO. Sprawa jest dla nas kluczowa w obecnej sytuacji i obecny rząd stawał przez rok na głowie oraz dokonywał niewiarygodnych szpagatów, by ją dopiąć. Robił to w warunkach konfliktu z Brukselą, wychodzącej z założenia "im gorzej, tym lepiej" opozycji spod znaku PO, a także blokującego ją ambitnego koalicjanta. 

A na koniec? Okazało się, że głosowanie przesunięto, bo wszystkiego nie przegadano z pałacem prezydenckim. Padają argumenty merytoryczne, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że i kwestie ambicjonalne po stronie prezydenta miały znaczenie. Z drugiej strony, trudno się temu dziwić i chyba należało sprawę skonsultować na Krakowskim Przedmieściu, zanim się ją proceduje?

Małe błędy potrafią przynosić poważne konsekwencje. Początkowo przecież ze sporawy granatnika się śmiano. Mam nadzieję, że zostanie wyjaśniona, ale mam też nadzieję, że komendant, dobry policjant, który popełnił ewidentny błąd, przetrwa. A w sprawie KPO na miejscu całego rządzącego obozu, szczególnie Solidarnej Polski, przypomniałbym sobie bajkę Jana Brzechwy o warzywach, które toczyły swoje swary głupie, a potem skończyły jak skończyły. 

Dowiedz się więcej na temat: Jarosław Szymczyk | wybuch granatnika | Wiktor Świetlik

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy