Reklama

Reklama

"Stranger Things" po polsku. Staliśmy się bohaterami serialu

Zło powraca. Zarówno w popularnym serialu, który właśnie ma nową odsłonę, jak i w realnym świecie. Znowu powracające na Zachodzie traktowanie Rosji jako "trudnego partnera", ciekawej, acz innej kultury, równoprawnego uczestnika gry, w której normy są nieco inne, doprowadziło do zbrodni w Buczy i zniszczenia Ukrainy. Niestety, wygląda na to, że świat, jak bohaterowie "Stranger Things", może być skazany na kolejne serie.

Twórcy serialu "Stranger Things" bazowali na sentymencie do lat 80., kolorowych, ale przepełnionych lękiem przed inwazją mrocznego świata zza żelaznej kurtyny. Można było oczywiście udawać, że źli imperatorzy z "Gwiezdnych Wojen" czy "Diuny", widma zagłady atomowej lub atakujących "Obcych" nie mają nic wspólnego z Sowietami. Ale odbiór społeczny w USA, narażonych na sowiecki atak za sprawą coraz doskonalszych środków przenoszenia głowic jądrowych, mówił swoje. 

Oglądając te produkcje, ludzie mieli gdzieś w tyle głowy Breżniewa czy Andropowa. Dlatego też, między innymi, głosowali na twardego Ronalda Reagana. Tak samo zresztą jak kilkadziesiąt lat wcześniej czytelnicy "Władcy Pierścieni" Tolkiena nie mieli raczej wątpliwości, że Mordor to Trzecia Rzesza. Wolałbym, oglądając produkcje filmowe ze współczesnych platform streamingowych, nikogo w tyle głowy nie mieć, ale jak się okazało, zła macocha historia najnowsza szansy na to nie daje.

Reklama

Polska po dobrej stronie portalu dzielącego światy

Serial mówiący o czyhającej na zwykłe życie strasznej alternatywnej rzeczywistości i związanych z nią wprost nazwanych Rosjanach nagle w Polsce Anno Domini 2022 okazał się wyjątkowo aktualny. Na pociechę mamy to, że dziś i my mamy komfort pozostawania po dobrej, komfortowej, szczęśliwej stronie portalu dzielącego światy. Nawet jeśli jest ta nasza rzeczywistość nie jest różowa. Jest niekiedy szarpana inflacją, epidemiami, obrażającymi ludzki rozsądek awanturami politycznymi i podziałami społecznymi.

Ale to po tamtej stronie portalu jest naprawdę inny świat. Mówią o tym młodzi Rosjanie masowo uciekający do Armenii (nie obowiązują ich tam wizy). Mówią o tym badania opinii publicznej społeczeństwa spragnionego krwi tym bardziej, im więcej trupów wraca z frontu. Mówi o tym babuszka śpiewająca w rosyjskiej telewizji radosne, infantylne piosenki własnego autorstwa o jądrowym bombardowaniu i mordowaniu kolejnych narodów. 

Rosja to nie jest taki sam gracz tylko siedzący po drugiej stronie szachownicy, jak chciał i chce wiecznie się mylący i wciąż za to doceniany Henry Kissinger. Rosja to zupełnie inny gracz, który ma obsesję tego by zgarnąć całą szachownicę, bo tak się źle urządził u siebie, że obsesyjnie żyje drugą stroną. A nawet jak przez chwilę udaje kulturalnego faceta, to za chwilę znowu będzie próbował mordować i gwałcić.

Można jak Michnik

Alternatywny, zły świat z drugiej strony portalu zarówno w serialu jak i w świecie rzeczywistym żywił się i żywi słabościami świata, który chce podbić. Te słabości to przede wszystkim brak zdecydowania i koniunkturalizm. Próby włączenia "tamtej strony" do gry, wykorzystania jej w ramach małych, wewnętrznych rozgrywek. Przecież Rosja to dla Francji partner, dzięki któremu można osłabić USA. Dla Niemiec taki, który powstrzyma nadmierny rozrost Europy Środkowej, która i tak już tyle niemieckiej ziemi zabrała i wciąż się wzmacnia, tworząc konkurencyjną gospodarkę i politykę. 

Dzięki Rosji i jej tanim surowcom można nie ryzykować obniżania komfortu życia obywateli, co mogłoby stwarzać ryzyko, że wybory wygra ktoś inny. Dzięki Rosji można w końcu obskoczyć posady w spółkach gazowych, dokapitalizować padające biznesy, sprzedać broń przez trzecie państwa. Niestety, także na gruncie krajowym można - jak swojego czasu Adam Michnik - ogłosić, że w gruncie rzeczy od Rosji gorszy jest ten straszny Kaczyński. I jak dziś Adam Michnik, stwierdzić, że właściwie to nie Rosja jest straszna, nie Rosjanie, a Putin. Trochę jak naziści we współczesnych narracjach o drugiej wojnie światowej, którzy nie wiadomo skąd się wzięli i jakiej narodowości byli. 

Można też jak Komorowski

Można także, jak dzisiejsza opozycja z byłym prezydentem Komorowskim niestety włącznie, domagać się osłabiania własnego kraju w newralgicznym momencie, w imię rzekomej walki "o praworządność". Można jak prawicowi "realiści" już wprost powtarzać tezy Kremla, mówiąc o koszcie wojny i "inwazji" Ukraińców na Polskę. Można jak część obozu władzy kombinować, co tu jeszcze można ugrać za niewysadzanie w powietrze planu finansowego niezbędnego dla sprawnego funkcjonowania naszej ekonomii. Jak widać każdy się pożywi, jeśli uwzględni tylko swoje małe interesy.

Z podobnych przyczyn nie zamykano portalu do złego świata w serialu i z podobnych utrzymuje się tak wiele przejść i łączników do niego w rzeczywistości prawdziwej. A z okazji Dnia Dziecka najmłodszym należałoby życzyć, żeby choć oni w przyszłości nie musieli się z tym problemem użerać. I jeśli chcemy im ten najważniejszy prezent dać, to naprawdę odpuśćmy sobie porady tych, którzy dostrzegają masę innych, ważniejszych lub pilniejszych problemów, których realizacja - akurat tak się składa - będzie w pełni na rękę Kremlowi.       

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy