Reklama

Reklama

​Plucie na polskie mundury - klub Frasyniuka nie odpuszcza

U nas zawsze wszystko musi być na odwrót. Na świecie to mundurowi mordują czy prześladują niewinnych cywilów przy okazji toczonych przez siebie wojen. W Polsce wojsko, policja, straż graniczna padają ofiarą naparzanki, którą toczą między sobą cywile, a ci ostatni pokazują, że nie ma granic, których by nie przekroczyli i poziomów dna, których by nie przebili.

Paliwo napędzające tę maszynę jest zawsze to samo - to emocje. Trzeba dostarczyć odpowiednią ilość taniego moralizatorstwa, wskazać wroga, odczłowieczyć go. A przecież wróg umundurowany, uzbrojony, zamaskowany nadaje się do tego idealnie. Trzeba jeszcze to wtłoczyć w kalki, schematy, które buduje kultura masowa, media. Źli żołnierze - dobrzy aktywiści. Drut kolczasty elementem opresji. Nieszczęśni emigranci i militarne roboty kierowane przez cynicznych facetów w garniturach.

Znacie? Teraz tylko trzeba dolewać emocji. Dolewać, dolewać, a wtedy maszyneria bezrozumnej agresji rusza i nic jej nie straszne. Ani fakty, ani logika, ani zdrowy rozsądek. Roznosi je w pył pędząc torami wytoczonymi przez równie jak ona rozszalałych motorniczych.

Reklama

Nikogo - z tych agresorów - wtedy już nie obchodzi, że funkcjonariusze Straży Granicznej wykonują tylko rozkazy, zresztą zgodne z zaleceniami Komisji Europejskiej. Że nie mogą inaczej, bo chronią granice państwa. Że posła nie można, ot tak, przepuścić przez granicę Unii Europejskiej w dowolnym miejscu, tylko dlatego, że ma legitymację i immunitet. Że inne kraje, Ukraina, Litwa, robią dokładnie to samo i tam dla wszystkich jest jasne, że padamy ofiarą putinowsko-łukaszenkowskiej prowokacji.

Nikogo też nie obchodzi, że wojsko, które tak jest lżone, poniżane, zbiera tyle gróźb, naprawdę nie zrobiło w ciągu ostatnich sześciu lat nic, co można by uznać za jakiekolwiek zagrożenie dla praw człowieka, demokracji, państwa prawa. Do tego to ono stawiało szpitale covidowe. Ono woziło szczepionki. Ono ratowało nam wszystkim tyłki w czasie epidemii.

Widzieliśmy w tym czasie przede wszystkim Wojska Obrony Terytorialnej, ale za nimi stała gigantyczna robota całej armii - tysięcy żołnierzy, których angażowano i którzy, za przeproszeniem, zapieprzali po cichu, kiedy ich obecni wrogowie głośno urządzali uliczne dyskoteki po jesiennych demonstracjach. Ci żołnierze wcale z władzą nie mają lekko. Byłą i tą.

Gdzieś w swoich początkach PiS chociażby zlikwidował zewnętrzną ochronę jednostek. Efekt? Żołnierze oddziałów specjalnych, zamiast się nieustannie szkolić, marnują czas na wartach. Dodatkowo, mogą teraz patrzeć na globalne poniżenie w Afganistanie, które zafundował im wielki brat zza Oceanu. To naprawdę nie jest prosta i miła robota. Tym bardziej, kiedy dzieje się to co dziś.

Dziś, kiedy opozycyjnemu gwiazdorowi plującemu na ludzi w mundurach w sukurs idą kolejni przedstawiciele elit medialno-politycznych. Niespełniony polityk i dziennikarz, a także - o ironio - zięć Leszka Moczulskiego, Krzysztof Król grozi im w mediach społecznościowych sądami. Paru dziennikarzy z mediów, które zarabiają na szczuciu pod hasłem "nieustannej walki ze szczujnią", podpisuje się pod wypowiedzią Frasyniuka, a wręcz żałują, że nie dość ostro. I nieoceniona posłanka - happenerka Jachira, która mundurowych porównuje do morderców Żydów, za których zdaje się uważa Armię Krajową, o ile o niej w ogóle słyszała.     

Oczywiście, to bezrozumne plucie na polskie mundury może wyjść opozycyjnym gwiazdorom bokiem. Przecież wojsko, straż graniczna, policja, to ogromna grupa elektoratu. Posiadająca rodziny, bliskich, do tej pory dumnych z tych mundurów w rodzinie, a dziś obrażanych, okładanych groźbami, tylko dlatego, że się napatoczyli, że w plemiennej wojnie nie bierze się jeńców, że można to robić bezkarnie, że ktoś przestał odróżniać niechęć do PiS-u od niechęci od Polski.

Zapewne teraz Donald Tusk, choć konfliktem chciał się politycznie żywić, niezbyt cieszy się widząc rozwój sytuacji. Zapewne teraz niektórzy pisowcy zacierają ręce - żołnierz, strażnik czy policjant, który odda głos na dzisiejszą opozycję spod znaku PO to musi być już zupełny kamikadze.

Ale cenę za to w pewnym momencie zapłacimy wszyscy. Najlepsi po prostu odejdą. Po co mają służyć państwu, którego prominentni przedstawiciele, grożą im, a potężne media wzbudzają do nich pogardę. Przecież zawsze ważnym elementem służby w tych formacjach były etos i duma, których nie dawało nic innego. Przecież można iść do biznesu, zająć się ochroną, logistyką albo znaleźć pracę za granicą. I zaręczam, bo tego jednego jestem pewien, że winni tej sytuacji będą wciąż z siebie zadowoleni. Tak zadowoleni jak tylko zadowolony z siebie może być człowiek w pełni bezrozumny.     

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje