Reklama

Reklama

Pałac Saski? Niepotrzebny. W Dreźnie już jest

Charakterystyczną cechą retoryki naszej opozycji stało się podejście, które najlepiej określa pamiętne hasło Krzysztofa Kononowicza "niczego nie będzie". Do jakiegoś stopnia można to zrozumieć. Niewątpliwie jest to prostsze i intelektualnie mniej mozolne niż patrzenie PiS na ręce i wyłapywanie błędów. Kwestia, planowanej od lat, odbudowy Pałacu Saskiego jest najlepszym przykładem.

W Berlinie już wkrótce będziemy mogli podziwiać odbudowany Berliner Schloss - zamek Hohenzollernów. Po siedmiu latach odbudowy pełne otwarcie zamku nieco opóźniła epidemia. Co ciekawe, rekonstrukcja w sercu stolicy Niemiec, symbolu dawnej pruskiej potęgi opartej w dużym stopniu na okupacji ziem polskich, a potem siedziby cesarza, który współrozpętał pierwszą wojnę światową, nie budzi nadmiernych kontrowersji. Tym bardziej w Polsce. Zapewne wkrótce nasi "demokratyczni liderzy" włącznie z najbardziej proeuropejską europosłanką w historii Europy będą z dumą podróżować do zamku nad Sprewą na odczyty i sympozja na temat przyszłości kontynentu, demokracji i Unii Europejskiej. Trochę to tylko dziwne, że im samym albo ich kolegom przeszkadza odbudowa w centrum Warszawy Pałacu Saskiego, który miałby pełnić zbliżone - kulturalne czy społeczne - funkcje.

Reklama

Żeby było jasne, odbudowy pałacu ani nie wymyślił PiS, ani Kaczyński. Dwóch okropnych Sasów na polskim tronie było wyjątkowo niewydarzonymi władcami, ale zbudowany przez nich pałac stał się integralną częścią Warszawy. Cóż, Włosi rekonstruują dawny pałac cesarza Nerona, mimo że też jawi się jako postać co najmniej kontrowersyjna. W drugiej RP fragmentem Pałacu Saskiego stał się Grób Nieznanego Żołnierza, gdzie złożono szczątki niezidentyfikowanego obrońcy Lwowa. Nie wiadomo czemu Niemcy grobu z resztą pałacu nie wysadzili, ale wiadomo, że w tym miejscu ogromną przestrzeń betonowego Placu Piłsudskiego zostawiono po wojnie specjalnie po to, by pałac odbudować. Miało to być elementem rekonstrukcji dawnej Warszawy, tak samo jak odbudowa Zamku Królewskiego, która - dla przypomnienia - skończyła się niedawno. Przyszłą odbudowę musieli uwzględniać architekci biurowca, który kilkanaście lat temu stanął obok.

Teraz nagle okazuje się, że pałacu nie należy odbudowywać. Podobnie jak nie należy przekopywać Mierzei Wiślanej, budować nowego lotniska, wspierać własnego przemysłu paliwowego, bo PiS rządzi. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że duży plac w centrum Warszawy można byłoby opchnąć deweloperom i postawić tam kilka biurowców lub galerię handlową. Skoro dało się tak zrobić w parkach Pole Mokotowskie czy Skaryszewskim to czemu by nie tutaj? Ale podstawa protestu to jednak chyba straszna władza, która pałac chce odbudowywać.

Myślę, że to za mało. Teraz należy domagać się nie tylko wstrzymania nowych inwestycji, ale także rozbiórek dotychczasowych. Skoro PiS rządzi to rozbierzmy Zamek Królewski, Muzeum Narodowe, Pałac Prezydencki i Belweder (nie będzie miał Andrzej Duda gdzie mieszkać), a także Wawel (dzięki czemu pozbędziemy się stamtąd niewygodnych grobów). A potem możemy zająć się koleją, drogami, mieszkaniówką. Na złość pisiorom rozbierzmy Polskę, potem będzie można kiedyś - przy ich protestach - odbudowywać. Albo pojechać pozwiedzać zamek, skorzystać z lotniska i zatankować jedyne sto kilometrów za Odrą czy Nysą Łużycką, w Berlinie lub Dreźnie, w którym saskich pałaców nie brakuje. Przecież to rzut beretem, po co nam cokolwiek tutaj.

Dowiedz się więcej na temat: Pałac Saski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje