Reklama

Reklama

​Meghan i Harry na dworze królowej Oprah

Po obejrzeniu wywiadu sezonu, który w bojaźń i drżenie wprawił setki milionów ludzi na co dzień borykających się z tak przyziemnymi problemami jak niewypłacalność, przemoc, choroby czy brak pracy, stwierdzam, że faktycznie są sprawy ważniejsze. Czyli dramaty życiowe pani Meghan Markle.

W sumie była to rozmowa królowej z księżniczką. Oprah Winfrey jest ostatecznie jedną z najbardziej opiniotwórczych postaci światowych mediów od czasów kiedy Ronald Reagan próbował przenieść "Gwiezdne wojny" ze szklanego ekranu wprost do budżetu wojennego USA, a ZSRR Michaiła Gorbaczowa postawiło przed sowiecką atomistyką nowe, jeszcze bardziej ambitne wyzwania, które przeszły do historii pod hasłem Czarnobyl. Niewiele jest dziennikarek, którzy zajmują taką pozycję przez niemal pół wieku. A właściwie jest taka jedna - królowa Winfrey. Meghan Markle, jak dowiedziałem się z wywiadu, jest księżniczką. Nie wiem czy formalnie, bo to zdaje się jest przedmiotem sporu, ale z ducha na pewno: kocha zwierzęta, małe dzieci i bliskie jej są zagadnienia związane z prawami kobiet. Taka osoba nie może mieć skaz. Księżniczka ducha. Niestety nieszczęśliwa.

Reklama

Te nieszczęścia przygniatają. Doświadczona, wykształcona aktorka hollywoodzka, rozwódka, jest tak słodko naiwna w swoim przekonaniu o tym, że wejdzie do pałacu z wiedeńskiego marcepana, iż nawet nie interesuje się jak naprawdę wygląda świat brytyjskiej monarchii. Nawet "Krainy lodu" nie ogląda, nie mówiąc o święcącym już w tym czasie triumfy serialu "Crown", czy popularnych biografiach Lady D. Nie wpada na to, że warto by to zrobić, by choć trochę ogarnąć, że życie w brytyjskiej rodzinie królewskiej odbiega od losów przeciętnej lalki Barbie w wersji "królewna". Przynajmniej tak to przedstawia, a jak zapewnia, jest osobą prawdomówną.

I dobrą. Meghan Markle w swojej dobroci nikogo nie chce krzywdzić. Dlatego nie ujawnia, kto jest rasistą na dworze królewskim. Po prostu rasizm jest. A to dlatego, że w rozmowie z księciem Harrym ktoś miał rozważać, jaki kolor skóry będzie miało dziecko. Czy będzie ciemniejsze czy jaśniejsze. Meghan Markle nie mówi kto - właśnie dlatego, by nie skrzywdzić. Oprah Winfrey nie chce także nikogo skrzywdzić. Zależy jej na prawdzie i tylko na prawdzie. Dlatego nie męczy już o kontekst pytania. Czy na pewno było rasistowskie, czy było to pytanie z gatunku: ciekawe czy będzie blondynek po tatusiu czy brunet po mamie? Rasizm w naszych czasach to paskudna sprawa. Szczególnie - na co przytomnie zauważa na chwilę już mniej odrealniona Madame Meghan - w takiej wieloetnicznej Wspólnocie Brytyjskiej. To tak jakby w Polsce prezydent stwierdził, że nienawidzi - dajmy na to - Ślązaków. Dyskwalifikujące. Dyskwalifikujące i na zewnątrz. Kto normalny będzie - w naszych czasach - po protestach Black Lives Matter zadawał się z rasistowską monarchią? Taką monarchię trzeba rozgonić, wysadzić jej pomniki, wydziedziczyć.

Wydawałoby się, że królowa, która już jako podlotek, podczas podróży do RPA potrafiła łamać panujące tam zasady apartheidu, wie o tym, i że wie od dziesięcioleci o tym jej otoczenie. Że z przyczyn pragmatycznych choćby, będą wystrzegać się tego jak ognia. Ale nie. Jednak są rasistami. Natura wzięła w nich górę. Skąd to wiemy? Bo ktoś, nie wiadomo kto, coś miał powiedzieć do skłóconego z rodziną księcia-nie księcia Harry’ego, a on miał to przekazać żonie. Oprah Winfrey nie wchodzi w detale zbędnymi pytaniami. Po prostu ilustruje to wszystko obrazami anonimowych rasistowskich wpisów w internecie, potem pomieszanych z nimi (choć jak się wczytać to już nie rasistowskich) nagłówków gazet, a na koniec obrazem tańczących, sympatycznych czarnoskórych dziewczynek. Są emocje? Są. Jest rasizm? Jest. Oto prawdziwa królowa. Nie żadna tam Elżbieta II, a królowa Oprah. Potem na moment wraca co prawda do tematu w rozmowie z Harrym, ale i jego nadmiernie nie ciśnie. Wszystko w końcu wiadomo, poza tym o co tak naprawdę chodziło.  

Jeszcze jeden szczegół przykuł moją uwagę, uwagę maluczkiego chcącego uczyć się od największych. W pewnym momencie Oprah Winfrey pyta księżniczkę-nie księżniczkę Meghan o zarzuty, że "jacyś ludzie" wylecieli przez nią z pracy, i że pokłóciła z księżniczką Kate Middleton o jakieś detale związane z sypaniem kwiatków przez dziewczynki podczas ślubu. Potem nastąpiła długa rozmowa o tym, która z pań była winna, która płakała, i która którą przeprosiła. Wątek pracowników, którzy mieli wylądować na bruku nie został podjęty, ale nie dziwmy się. Życie takich termitów jak my to nie jest świat prawdziwych, dzisiejszych arystokratek. Królowych dusz i emocji. My też takie mamy. Oczywiście nie emocje i dusze, a takie księżniczki i królowe, książąt i królów choć uszytych oczywiście na naszą, skromniejszą miarę. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy