Reklama

Reklama

Jak nie znaleźć się w świecie posła Sterczewskiego

Nie maluj mnie na kolanach, maluj mnie dobrze – miał powiedzieć Pan Bóg malarzowi Styce i warto zadedykować to wszystkim politykom, którzy debatują o nauce historii w polskich szkołach. Lewica by ją najchętniej wycięła w ogóle, prawica jest momentami na dobrej drodze ku temu samemu planując historyczną inwazję.

Lewicę i liberałów rozumiem. Rozumiem przewodniczącego Koalicji Obywatelskiej, który swojego czasu mówił o "przemyśleniu" dalszego finansowania nauczania historii. Polityków i publicystów lewicowych mówiących o tym, że trzeba patrzeć w przyszłość, a nie w przeszłość. Posłankę Lubnauer zmartwioną planowanymi zmianami. Efekt będzie korzystny dla tych środowisk politycznych, także tych wędrujących teraz do partii Szymona Hołowni, bo wtedy ignorancji nie będzie widać. W świecie samych ignorantów ignorantów nie ma.

W takim świecie poseł Franek Starczewski tłumaczący wyborcom, że odbudowa Pałacu Saskiego na warszawskim Placu Piłsudskiego doprowadzi do zniszczenia Pomnika Nieznanego Żołnierza, który w tym miejscu postawiono w miejsce dawnego pałacu budynku, będzie się czuł idealnie. Nikt mu nie powie, że pomnik wbudowany w pałac, był jego częścią, a to dlaczego niemieccy saperzy nie wysadzili go z resztą do dziś jest zagadką. Ci, którzy wierzą w ludzkość uważają, że nawet Niemcy nie chcieli wysadzać innych pomnika żołnierzy. Ci, którzy nie wierzą, uważają że po prostu nie zdążyli, albo nie przywiązali wagi do małego fragmentu zabudowania i nie umieścili materiału wybuchowego w już wydrążonych otworach. Z powszechnym brakiem jakiejkolwiek pamięci historycznej nowy świat będzie idealny dla pana Sterczewskiego i jego przemyśleń. Będzie też idealny dla polityka, niegdyś SLD, a potem PO, Dariusza Jońskiego z Łodzi, który Powstanie Warszawskie umiejscawiał w czasie w 1988 roku. No i jakiż raj dla Barbary Zdrojewskiej, co by nie gadać żony ministra kultury i dziedzictwa narodowego w rządzie Donalda Tuska, która z mgły historii spowijającej Mieszka I była w stanie wydobyć jedynie to, że to był pewnie "gwałciciel i zabijaka". Mógłbym takie przykłady mnożyć. Mnożyć do jutra. Ale po co. Nie dla wiedzy historycznej ich wybrano, tylko dlatego, że się uwijali sprawniej niż inni. Jak ktoś się tak cały czas uwija to na książeczki nie ma czasu. Potem te luki wychodzą więc najlepiej społeczeństwo zrównać do siebie. W dół.

Reklama

Zresztą to trend globalny. Niech ludzie wiedzę historyczną, jej fragmenty nabywają tylko z politycznie poprawnych seriali i wypowiedzi polityków. Wtedy i obozy śmierci będą polskie, średniowiecze będzie mrocznym okresem, w którym nic się nie rozwijało, historia Europy historią opresji, a przedwojenna Polska tak sama jak hitlerowskie Niemcy. Problem z tym, że nie jestem przekonany, czy ci, którzy chcą temu przeciwdziałać, na pewno nie wyleją dziecka z kąpielą.

Dwie godziny historii w szkole tygodniowo - tak jak było kiedyś - powinny być normą. Powinno się też oddzielać historię powszechną od polskiej. Pełna zgoda. Ale przekraczanie tego limitu, przeładowanie programu lekcjami, wpakowanie do niego jednostronnej własnej interpretacji wydarzeń z historii najnowszej, takich choćby jak okres po 1989 roku, o który tak lubimy się spierać, to prosta droga do wywołania efektu odwrotnego od zamierzonego. Skąd się wzięła popularność wśród młodych ludzi tematyki żołnierzy wyklętych? Między innymi z tego, że postkomuniści i politycy wywodzący się z dawnej Unii Wolności wraz ze swoim organem prasowym chcieli ten niewygodny temat przemilczeć, zakopać. W czasach rozwiniętej archeologii nic nie da się całkiem zakopać i oponenci wyżej wymienionych też powinni o tym pamiętać.  

Myślę, że przede wszystkim historię należy pokazywać, a to dziś szwankuje, jako proces linearny, logiczny, w którym jedne rzeczy wynikają z drugich, i co najważniejsze: ciekawy, wciąż aktualny, pomagający w życiu i rozumieniu świata. Wiem, że to banał, ale marzyłbym by ten banał przede wszystkim uwzględniano pisząc przyszłe podręczniki i planując zajęcia, bo inaczej wszyscy znajdziemy się w zaczarowanym świecie posła Sterczewskiego, gdzie wszystko mogło się zdarzyć i nie zdarzyć.

               

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy