Żurek premiera Tuska, czyli polityka z rolki
Premier 36-milionowego kraju jedzący "żurek", bo kojarzy się z nazwiskiem ministra sprawiedliwości. Nie wszyscy byli zachwyceni. Tylko że niestety jest to wiodący polityczny i kulturowy trend. Polityka wczorajsza budziła emocje uproszczoną nieraz argumentacją, jak wpisy lub tweety z social mediów. Dochodziły memy - czyli szyderstwo, karykatura. Dziś doszliśmy do rolek. A rolki logiki nie znają.

"Cała Polska Kradnie" - tylko z tym już będzie Donaldowi Tuskowi kojarzyć się hasło CPK. Przynajmniej tak ogłosił. Uczciwie mówiąc, chyba tego skrótu nigdy nie lubił. To było pierwsze hasło, polityczny rekwizyt, idea, przedmiot sporu, który rozbił emocjonalny mur mający otaczać PiS-owców. Ich idee, ambicje, projekty miały być już tylko ograniczone do 30-procentowej bańki. Tymczasem wraz z CPK wyciekły, zaczynając trend, który doprowadził do zwycięstwa Karola Nawrockiego.
Ale przecież nie tylko o emocje szefa rządu chodzi. To rzucenie hasła, przybicie nalepki na plecach. Stara metoda propagandy politycznej. Bohaterom afery podsłuchowej sprzed dekady "ośmiorniczki" i "policzki wołowe" zaszkodziły bardziej niż interesy, które załatwiali. I to nawet pomimo tego, że nie są to ekstremalnie drogie potrawy, ale brzmią wyszukanie niczym zamówienie obiadowe Marii Antoniny tuż przed tym, jak radziła ludziom jeść ciastka, skoro brakuje chleba (było to zresztą propagandowe zmyślenie).
Czy coś się więc zmieniło? Może wykorzystywanie chwytliwych haseł, tworzenie prostych asocjacji, stygmatyzacja przeciwnika w celu wywołania lub podtrzymania nienawiści to metody stare, ograne, tylko środki przekazu się zmieniają? Nie jest tak, bo zgodnie z regułą nakreśloną przez klasyka teorii komunikowania Marshalla McLuhana, "przekaźnik jest przekazem".
Pionier Szymon Hołownia
Jeszcze kilka lat temu filmik z żurkiem nie przeszedłby, bo nie zaakceptowałby go sam premier Tusk. Podobnie jak dwie dekady temu nie miałoby szans pamiętne nagranie z Szymonem Hołownią płaczącym z konstytucją w ręku. Zresztą obecny marszałek Sejmu tę rolkową politykę komunikacyjną zapoczątkował.
Dziś stosują ją wszyscy, ale najbardziej konsekwentnie - o ile w tej sprawie można mówić o konsekwencji - robi to od dłuższego czasu szef rządu. Podstawowym jej wyróżnikiem jest to, że niekoniecznie musi być logiczna, spójna i konsekwentna. Podobnie jak rolka. Przyjrzyjmy się na moment jeszcze raz sprawie CPK, które przez Donalda Tuska zostało okrzyknięte wielkim PiS-owskim złodziejstwem.
Przecież jeśli przyjrzeć się faktom, skomplikowana i wielowątkowa sprawa działki pod port komunikacyjny akurat samego projektu nie obciąża. Zarządzający nim, w tym ówczesny minister Marcin Horała, wręcz ostrzegali przed transakcją. Zresztą i jej skutki są dziś różnie interpretowane, w miarę jak wychodzą kolejne fakty.
Czy działka musiałaby podlegać obowiązkowi odsprzedaży? Raczej oczywiste jest, że tak, i to bez względu na zawarte umowy, bo państwo, podobnie jak każde inne, dysponuje ustawą o wywłaszczeniach pod ważne cele publiczne. I skąd kwota rzekomych 400 milionów złotych podawana przez media?
Z drugiej strony, jeśli nic nie było na rzeczy, to czemu CPK odradzało kupno? I jak to jest, że PiS-owski minister Robert Telus nic nie wiedział, pomimo owych ostrzeżeń, a w dodatku bywał u biznesmena, który działkę kupił, ba, ponoć robił u niego zakupy gadżetów?
Dochodzi kwestia niepodejmowania tematu przez rząd PO i sponsoringu przez wspomnianą firmę Campusu Rafała Trzaskowskiego. A do tego jeszcze fakt, że media mamy, jakie mamy, więc występujący w sprawie biznesmeni są powszechnie myleni, a konsekwencje sprzedaży wciąż nie zostały jasno określone.
Jak rozplątać ten węzeł gordyjski? Potrzebny jest Aleksander, który przyjdzie z rolką i memem. I się znalazł. Na imię ma Donald.
Gdy rolka macha psem
Rolka to czysta emocja. Uzależniający strzał dopaminowy, który gwarantują dwie rzeczy. Po pierwsze, szybka nagroda za oglądanie. To nie stary western, gdzie dzielny szeryf męczy się dwie godziny ze zbirami, a i tak nie wiadomo, czy nie trafimy na antywestern i na końcu go nie zabiją. Tu w 30 sekund, minutę, dostajemy nagrodę za oglądanie. Suspens, śmieszną puentę, wzruszający obrazek, złość albo podniecenie.
Mechanika rolek zbliża je do gier losowych. Nie wiemy, co będzie następne. Dlatego dzieci lubiły jajka niespodzianki bardziej niż inne słodycze i zabawki, że nie wiedziały, co będzie w środku. I dlatego rolki nas wciągają, bo nie wiemy, jaka będzie kolejna. Nie ma w tym żadnej konsekwencji, logiki. Wręcz przeciwnie, zaburzyłyby one tylko przyjemność z oglądania.
W politycznych rolkach jest podobnie. Nadawca nie buduje tu skomplikowanej opowieści, systemu, który ma wytłumaczyć odbiorcy świat, jak kiedyś krytyka elit i układu Jarosława Kaczyńskiego albo dzisiejszy antyglobalizm i antykapitalizm Adriana Zandberga. Tu nie ma konsekwencji w obszarze znaczeń.
Jednego dnia małe reaktory jądrowe i inwestycja petrochemiczna w Płocku mogą być obajtkowym samym złem, drugiego - ambitnym planem rządu. Płot graniczny może być narzędziem nieludzkiej opresji i dumnym "murem Tuska". O cenach benzyny może decydować premier, a może niewidzialna ręka rynku. Tu ważna jest konsekwencja w obszarze emocji, czyli przede wszystkim podtrzymywanie ognia niechęci wobec prawicy.
Donald Tusk tego nie wymyślił ani pierwszy nie wdrożył, ale realizuje taką politykę najbardziej konsekwentnie. Daje ona spore możliwości. Pozwala na ucieczkę od problemów, nierozliczanie własnego obozu ze spraw takich jak KPO, odwracanie wzroku od nadużyć, nieustanną krytykę przeciwnika.
Czy jednak to wystarczy, by odbić kilka procent kluczowego utraconego elektoratu, a także nie utracić części własnego, który rolkowej komunikacji nie zaakceptuje?
Pojawia się jeszcze jedno zagrożenie - że ogon, a właściwie rolka, zacznie machać psem. Opisał to niegdyś socjolog Erving Goffman: aktor odtwarzający często jakąś rolę zaczyna się z nią utożsamiać. W polityce dobrym przykładem jest lekceważenie przeciwnika po tym, jak we własnej propagandzie ktoś w kółko udowadnia swoją intelektualną wyższość nad nim. Utożsamienie się ze światem rolek zaburza postrzeganie świata takim, jakim jest. A zarówno budżet państwa jak i jego bezpieczeństwo wymagają konsekwencji. Szczególnie w świecie, gdzie inni gracze zaczęli grać w twardą, konsekwentną politykę mocarstwową w stylu retro.
Wiktor Świetlik














