Żurek Nawrockim Tuska. A może i następnym Tuskiem?
W Waldemarze Żurku zmęczony, poobijany i coraz słabiej uśmiechnięty rząd Donalda Tuska znalazł wreszcie trochę pokrzepienia. Po laniu, jakie sprawił im w wyborach prezydenckich Karol Nawrocki, liberałowie mają wreszcie… swojego Nawrockiego. W KO to odpalenie Żurkowej rakiety nie wszystkim się musi podobać.

W polskiej polityce weszliśmy w ciekawy etap. Polaryzacja wydaje się nie do ruszenia a wszelkie rojenia o trzeciej drodze i czwartej nodze można między bajki włożyć. Jakaś część wyborców i komentatorów czasem jeszcze bąknie o "zmęczeniu polaryzacją", ale nawet i to już coraz rzadziej. Wybory prezydenckie posłały do stu diabłów tych wszystkich, którzy twierdzili, że nie są ani od mamusi, ani od tatusia. Wszystko, co się rodzi w ostatnich latach w opozycji do PiS-u i Platformy (Donalda Tuska, KO, antyPiS-u, jak zwał, tak zwał), zawsze po pewnym czasie kończy w ten sam sposób.
Ale nawet w tym dobrze znanym i po stokroć opowiedzianym krajobrazie pojawia się ostatnio jakby więcej nowinek. To właśnie nietypowo ekspresowe kariery nowych gwiazd polskiej polityki.
Warto zauważyć, że nie pojawiają się one bynajmniej poza duopolem PiS-PO. One go otwarcie nie kontestują. Raczej się w niego wpisują. Stanowiąc dowód na to, że nasz duopol posiadł duże zdolności zasysania talentów spoza swojego grona i spoza ustalonej latami kolejności dziobania.
Jedna nóżka bardziej
Niesamowita kariera Waldemara Żurka jest najbardziej widocznym przykładem tego zjawiska ostatnich miesięcy. Najbardziej widocznym oczywiście od czasu pojawienia się na scenie Karola Nawrockiego. A pewnie jest na Nawrockiego rodzajem odpowiedzi. Polityczny gamechanger Tuska na gamechangera Kaczyńskiego sprzed paru miesięcy.
Dziś mam wrażenie, że Waldemar Żurek już wyrósł na pierwszoplanową postać rządu Tuska po panicznej rekonstrukcji z lata tego roku. Pełni w tym gabinecie kilka ról jednocześnie. Jest oczywiście twarzą rozliczenia PiS. Czyli tego podstawowego (a może i jedynego prawdziwego) postulatu, z którym Tusk szedł do wyborów 2023 roku. A który to postulat utknął w okopach wojny pozycyjnej z rzeczywistością dokładnie tak samo jak Niemcy utknęli kiedyś nad Sommą i pod Verdun. A potem pod Stalingradem.
Żurek przyszedł i zaczął nową ofensywę - nie oglądając się ani na konstytucję, ani na demokrację, ani na przyszłość polskiego państwa - i na razie na tym wygrywa. Przynajmniej politycznie.
Silni Razem są wreszcie zadowoleni, choć Tuskowi groziło, że po uznaniu wyniku wyborów prezydenckich najbardziej nieprzejednani antyPiS-owcy od niego oddryfują. A symetryzujący tuskoskrętni? No cóż, oni przecież nie pójdą głosować na Jarosława Kaczyńskiego, Konfederację albo Grzegorza Brauna. Może i nie będą się cieszyć, że Żurek dewastuje wszystkie te zasady, które oni sami mieli w latach 2015-2023 na sztandarach ("kons-TY-tu-cja"!). Ale cóż im pozostaje, jeśli nie spuszczenie głowy, zaciśnięcie zębów i szukanie pociechy w odwiecznych racjonalizacjach, że "gdzie drwa rąbią..."?
Nowe zagrożenie dla polityków KO
Ale Żurek szybko wyszedł poza rolę pierwszego łowczego nagonki na Zbigniewa Ziobro i innych. On na ochotnika zgłosił się do naparzanki z prezydentem Karolem Nawrockim. I to w momencie, gdy wydawało się, że prezydent wsiadł na rząd i go swoimi inicjatywami oraz wetami już z narożnika nie wypuści. Pod tym względem Żurek odciążył poważnie samego premiera Tuska, dając mu możliwość robienia tego, co Tusk lubi robić najbardziej. Czyli patrzenia na przebieg wydarzeń nie z pierwszej linii boju - tylko z bezpiecznego dystansu.
To oczywiście sprawiło, że akcje polityczne Żurka mocno wzrosły. W przeciwieństwie do wszystkich innych tuskowych ministrów-eksperymentów z tego i obecnego gabinetu. Marta Cienkowska? Jolanta Sobierańska-Grenda? Wojciech Balczun? Ktoś poza zawodowcami w ogóle kojarzy te nazwiska?
A z Żurkiem jest zupełnie inaczej. W międzyczasie przestał on być minister ze stuprocentowej łaski premiera. On ma już swój dorobek i swoją pozycję. Nie dałoby się go już po cichu wymienić. A i on sam pewnie tak łatwo by się wymienić nie dał.
Taki Żurek jest oczywiście coraz bardziej poważnym wyzwaniem dla pierwszego szeregu polityków Koalicji Obywatelskiej. Dla Radosława Sikorskiego, dla Marcina Kierwińskiego. No i oczywiście dla Romana Giertycha też. Tym pierwszym zaczyna zagrażać, gdy idzie o przyszły awans za kierownicze stery, gdy zakończy się (zostanie zakończona) epoka króla Donalda. Popularnego "Konia" Żurek też czyni niepotrzebnym. Na lidera Silnych Razem nadaje się nawet lepiej, bo nie ciągną się za nim wszystkie te wizerunkowe obciążenia, co za Romanem Giertychem.
Co dalej? Żurek na wicepremiera? Żurek następca Tuska? Żurek kontra Nawrocki w wyborach roku 2030?
A czemu nie?
Rafał Woś















