Zobacz, kto odebrał ci głos sprawie unijnych polityk klimatycznych
Demokracja fajnie brzmi na marszu poparcia KO. Ale już nie wtedy, gdy trzeba zapytać naród o zdanie w jakiejkolwiek konkretnej sprawie naszej wspólnoty.

Senat nie zgodził się na referendum w sprawie unijnych polityk klimatycznych. Czyli na to, by Polki i Polacy mogli powiedzieć, czy chcą dalszej realizacji ambitnych celów klimatycznych nawet za cenę dalszych podwyżek cen energii, dalszego wygaszania polskiej wytwórczości i likwidacji kolejnych dobrych oraz stabilnych miejsc pracy w przemyśle, który niknie nam w oczach.
Prezydent Karol Nawrocki na prośbę największego polskiego związku zawodowego "Solidarność" chciał tę kwestię poddać pod dyskusję i głosowanie narodu. W środę natomiast ulicami Warszawy przeszła zorganizowana przez "Solidarność" demonstracja z udziałem ponad 200 tysięcy ludzi pod hasłem: "chcemy referendum w sprawie polityki klimatycznej".
Ale usłyszeli "nie".
Zapamiętajcie te nazwiska
To ważne, by być tutaj maksymalnie precyzyjnym. Bo ta niezgoda na to, by Polki i Polacy wypowiedzieli się w sprawie polityki klimatycznej nie spadła nam z nieba. I nie jest mityczną winą całej klasy politycznej "od Morawieckiego po Tuska". Bo to nie jest prawda.
Za tym, że nie będziecie mogli zagłosować w sprawie polityk klimatycznych stoją bardzo konkretni ludzie. W tym wypadku znani z imienia i nazwiska senatorowie RP. Taki na przykład Adam Szejnfeld. Albo Bogdan Borusewicz. Albo Marcin Filip Libicki. Albo Kazimierz Michał Ujazdowski. Albo Adam Bodnar. Albo Magdalena Biejat. Albo Marek Borowski. Albo Waldemar Witkowski. Albo Stanisław Gawłowski. Albo Waldemar Pawlak. Albo Tomasz Grodzki. Czy Tomasz "wskakuję do kolejki do lekarza, bo jestem senatorem" Lenz. I jeszcze kilkudziesięciu innych.
Warto te nazwiska zapamiętać. I przypomnieć sobie następnym razem, gdy ktoś będzie próbował was przekonać, że w sumie to w sprawie tych wszystkich zielonych ładów i ETS-ów to wszyscy mają coś za uszami. Nie, nie mają. A nawet gdyby mieli, to w tym głosowaniu widać jak na dłoni, że to nikt inny jak rządząca Polską od 2023 uśmiechnięta koalicja swoimi głosami zablokowała Polkom i Polakom prawo do wypowiedzenia się w sprawie polityki klimatycznej.
Bo pytanie było złe
Oczywiście, że będą was teraz zwodzić i czarować. Ale ich zestaw argumentów jest więcej niż przewidywalny. Będą mówić, że pytanie sformułowane przez prezydenta było nie takie jak trzeba. W tym wypadku za bardzo sugerujące. Czemu więc nie zaproponowali wersji mniej sugerującej? To proste, bo nie chcieli tego referendum, bo boją się go jak diabeł święconej wody.
Inny zarzut, który usłyszycie, jest taki, że takie referendum i tak by nic nie dało. Bo się na politykę klimatyczną już dawno zgodziliśmy. I teraz nie można się z niej wycofać. Nie wierzcie im, bo to nie jest prawda. Polska nigdy się na politykę klimatyczną UE nie zgodziła. A to dlatego, że nie ma jednego aktu prawnego czy jednego traktatu pod tą nazwą.
I na tym właśnie polega antydemokratyczna perfidia całej klimaty stycznej agendy realizowanej przez Komisję Europejską. Jej wdrażanie odbywa się od lat wedle sprawdzonej logiki instytucjonalnej przemocy. Najpierw jakiś zestaw rozwiązań dekarbonizacyjnych (walka z gazami cieplarnianymi) staje na agendzie rozmów międzyrządowych. Ci, którzy mają zastrzeżenia, mamieni są przekonaniem, że "to na razie tylko takie przymiarki" i "jeszcze wszystko będzie w szczegółach ustalone". Potem eurobiurokracja przejmuje debatę i wypluwa po jakimś czasie konkretne rozwiązania. Nie można już jednak debatować nad ich zasadnością, bo "decyzje dawno zostały już podjęte". I teraz na dyskusję jest już za późno.
Ci, którzy się nadal sprzeciwiają, poddawani są ostracyzmowi i instytucjonalnemu mobbingowi (doświadczyła tego Polska w latach 2016-2023). I tak to od lat wygląda. Tak klimatystyczna agenda pchana jest do przodu i tak się ją metodą faktów dokonanych realizuje.
Czego nie uwzględnia unijna polityka klimatyczna
Czy można sprzeciwić wprowadzanym w tak ordynarnie pozademokratycznym rozwiązaniom? Owszem, można. A nawet trzeba. Można, bo jesteśmy nadal wolnym suwerennym narodem. Nasza władza ustawodawcza i wykonawcza nadal jest najwyższą władzą w Polsce. Nie są nią zaś ani Komisja ani Parlament Europejski. Tak jak najwyższym prawem RP jest nadal polska konstytucja. A nie prawo unijne.
A trzeba, bo unijna polityka klimatyczna niszczy życie Polek i Polaków. A dzieje się tak dlatego, że nie jest dopasowana do potrzeb i możliwości energetycznych polskiej gospodarki. Nie uwzględnia tego, jakie mamy surowce i skąd nasz przemysł i nasze gospodarstwa domowe biorą energię. Energię, której podrożenie zubaża obywateli naszego kraju, wygasza naszą wytwórczość, zabija przemysł, redukuje zatrudnienie i obniża perspektywy rozwoju Polski. I to właśnie w unikalnym momencie, gdy moglibyśmy w krótkim czasie nadgonić zawinione tragiczną historią zapóźnienia rozwojowe względem innych krajów Zachodu. Unijna polityka klimatyczna nam to okno możliwości jednak bezceremonialnie zamyka.
Co według mnie powinna zrobić Polska
Uważam, że Polska może i powinna jednostronnie wyjść ze zobowiązań klimatycznych, które nakłada na nas UE. To znaczy opuścić system ETS1 i nie wchodzić nigdy do ETS2. Porzucić także reżim zielonego ładu i logikę dekarbonizacji spod znaku FitFor55 i innych dyktowanych klimatyzmem rozwiązań politycznych.
Uważam, że mamy do tego zarówno prawo jak i potrzebne narzędzia. A nadto sądzę, że taki "greenexit" (pojęcie moje, ale chętnie pożyczę je wszystkim zainteresowanym) to jedyny sposób, żeby uniknąć w prospektywnie kilku lat innego "exitu". To znaczy wyjścia (czy też wypchnięcia Polski) z UE z powodu rosnącego niezadowolenia polskiego społeczeństwa z tego, że Unia nie jest tym, za kogo się podawała, gdyśmy do niej dwie dekady temu wchodzili. I z demokratycznego wehikułu do szybszego rozwoju zamieniła się w antydemokratyczny mechanizm do tegoż rozwoju mordowania.
Oczywiście mogę się mylić. Jestem w końcu ledwie jednym z 38 milionów Polaków. A pozostali mogą widzieć to zupełnie inaczej. A jak to widzą? Nic prostszego jak… sprawdzić. I dokładnie temu miała służyć propozycja referendum w sprawie polityk klimatycznych UE. Chodziło o to, by zapytać Polki i Polaków. Zapytać ludzi.
Ale referendum nie będzie. Przynajmniej nie za tej władzy. Dlaczego? To proste, bo władza boi się ludzi. Jak diabeł święconej wody. Albo raczej jak klimatysta referendum.
Rafał Woś












