Reklama

Reklama

Zły ksiądz

Skutek i przyczyna. Skutki widzimy każdego dnia. Okazuje się, że tylko 54 proc. uczniów uczęszczało w minionym roku szkolnym na lekcje religii. A za Tuska, premiera Tuska, w roku 2010, na religię chodziło 93 proc. uczniów.

Pustoszeją też seminaria kształcące księży. Do niektórych w tym roku w ogóle nikt się nie zgłosił. Luźno jest też w kościołach, na niedzielne msze przychodzi coraz mniej wiernych, już nie jest problemem miejsce w ławce.

Tendencja jest więc jednoznaczna i gwałtowna, ona niesamowicie przyspieszyła w czasach PiS.

Przyczyny postępującej laicyzacji Polaków nie są więc takie, jak mówi to sam Kościół i polska prawica - że oto z zepsutej Unii przychodzi zgnilizna, plus różne inne pokusy, i one odciągają ludzi od wiary. I że gdyby byli chronieni przed Europą, to byliby wciąż tak oddani Kościołowi, jak 30-40 lat temu.

Reklama

Jak widać, tak nie jest. PiS chroni nas jak potrafi przed wpływem Zachodu, wspiera Kościół ze wszystkich sił, i nic to nie daje.

Tu nie chodzi o Pana Boga

Jest sporo badań na ten temat, dlaczego Polacy są coraz mniej religijni. Wynika z nich, że laicyzujemy się z następujących przyczyn: zmiana podejścia do wiary, złe doświadczenia z księdzem, zbytnie zaangażowanie Kościoła w politykę, jego zachłanność na pieniądze oraz skandale seksualne.  

Poza punktem pierwszym, "zmiana podejścia do wiary", który możemy przypisać świeckiej Europie, pozostałe dotyczą samych księży. Czyżby więc z ich powodu ludzie odchodzili od Kościoła? Świadomie piszę "od Kościoła", bo jak wskazują badania, spadek wiary religijnej w polskim społeczeństwie jest niewielki, na przestrzeni lat 1992-2021 spadła ona z 94 proc. do 87,4 proc. Czyli Polacy są tylko trochę mniej wierzący, za to bardzo krytycznie nastawieni do kleru.

Więc tu nie chodzi o Pana Boga, tylko o jego funkcjonariuszy.

Jeżeli spojrzymy na historię polskiego Kościoła na przestrzeni ostatnich 30-50 lat, to zauważymy wielką zmianę. W czasach Polski Ludowej Kościół zbudował sobie w społeczeństwie niezwykle mocną pozycje. Ale zbudował ją nie tylko w wyniku niepopularności ówczesnej władzy, ale też w wyniku siły swoich hierarchów. Ich powagi, umiejętności znalezienia się w życiu publicznym.

Po roku 1989 było już gorzej.

Co ksiądz Dębski chciał robić w gabinecie metropolity

Kościół wszedł w politykę, zaczął dyktować swoje prawa, i zachłannie upominać się o kolejne dobra. Kościół pomagający najsłabszym, niosący pocieszenie i pomoc - to wszystko zostało rzucone w kąt.

Pamiętam te nie tak dawne czasy, i kolegów, osoby wierzące, którzy - zawstydzeni butą biskupów, i ich szczególną obsesją dotyczącą praw kobiet - pocieszali się, że to minie, że przyjdzie młodsze pokolenie, i Kościół odzyska werwę.

No to mamy młodsze pokolenie - księdza Andrzeja Dębskiego, dr teologii, rzecznika kurii w Białymstoku (właśnie zawieszonego). Jego obsceniczne SMS-y do jednej z internautek zostały ujawnione, media cytują je z zapałem. Na przykład takie: "Idę sobie zw... do twojego zdjęcia, a potem na mszę". "Będziesz pierwszą kobietą w historii wy... w gabinecie metropolity białostockiego".

I tak dalej...

Czar pryska. Mieliśmy hierarchów-wielkich polityków, potem hierarchów-polityków formatu A4, a teraz, jak widzimy - idą za nimi postaci zupełnie karykaturalne. Jak czytam, wyczyny księdza D. były w Białymstoku tajemnicą poliszynela, on jawnie paradował ze swoimi paniami. I nic. 

Z tego wnioski wyciągać można dwa. Że albo białostoczanie są tak głęboko poddani Kościołowi, że uważają, że człowiekowi w sutannie wszystko wolno, albo przeciwnie - od człowieka w sutannie niczego się już nie oczekuje. Podejrzewam, że ta druga odpowiedź jest bliższa prawdy. Że duchowni stali się w wielkim stopniu funkcjonariuszami politycznymi, i tak są postrzegani. Donald Tusk wyzłośliwia się mówiąc, że dziś człowiek idąc do kościoła idzie na zebranie partyjne PiS-u. Ale przecież tak to wygląda. Gdy biskup włocławski Wiesław Mering mówi do Jarosława Kaczyńskiego - "Jesteśmy wdzięczni za wszystko, co pan robi i robił dla Polski. Pańskie sukcesy są naszymi sukcesami" - to jest hołd lenny.

Rydzyk? Księdzem Skargą to on nie jest

A jak oceniać pląsy premiera i członków rządu, w rytm muzyki, u księdza Rydzyka? Przecież to nie akt wiary, tylko polityczny pakt. Rydzyk nie jest atrakcyjny dla władzy głębią swego intelektu, ksiądz Skarga to on nie jest, tylko głębią swoich politycznych wpływów - że poprzez swoje rozgłośnie może mobilizować wyborców. A ci ministrowie są atrakcyjni dla Rydzyka, bo mogą dofinansowywać go z państwowych pieniędzy.

Oni się wzajemnie wspomagają, ale z Bogiem ma to niewiele wspólnego.

Polscy hierarchowie chętnie tłumaczą laicyzację wpływami zgniłej, trochę kupieckiej, trochę rozwiązłej Europy. Wygląda na to, że jeżeli ktokolwiek uległ tym wpływom, to przede wszystkim oni. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy