Wzloty, spadki i pułapki. O nowym sondażu IBRiS dla Polsat News [KOMENTARZ]
Utrzymanie poparcia połowy Polaków to sukces politycznego debiutanta, jakim jest prezydent Karol Nawrocki. Choć nie w każdej sprawie współbrzmi z większością, choćby w kwestii związków partnerskich. W tym akurat idzie wbrew cywilizacyjnym trendom. Ale w wielu tematach jest na czasie.

Mamy ocenę prezydenta Karola Nawrockiego w sondażu IBRiS dla Polsat News. Warto podkreślić, że od początku swojego urzędowania ten jeszcze niedawno nieznany, a podczas kampanii mocno atakowany, świeży polityk znajduje się w czołówce rankingów zaufania. Wpływ na to miała zapewne zarówno jego polityczna aktywność, ustawianie się w roli wyraziciela woli zwykłych Polaków, choć i niekonwencjonalny, osobisty styl.
Dopiero co w badaniach IBRiS i innych sondażowni zaufanie do prezydenta lub pozytywną ocenę (w zależności od pytania) deklarowało nieco ponad 50 procent Polaków. W tym przypadku padło pytanie o jego działania.
Wzloty, spadki i pułapki
Dobrze oceniło go 48,1 proc. (zdecydowanie dobrze - 24,9). Źle myśli o jego dokonaniach 47,9 proc. (zdecydowanie źle - 24,5). Jest to więc wręcz modelowany przykład polaryzacji. Nawrocki dzieli Polaków dosłownie na pół, tak zresztą jak w wyborach sprzed roku.
Charakterystyczny jest niewielki odsetek pozbawionych zdania - tylko 4 proc. Prezydent i wojny wokół niego mało kogo pozostawiają obojętnymi.
Zarazem jest to lekki spadek w stosunku do poprzednich pomiarów. Co do przyczyn tych przesunięć, na razie nieznacznych, można spekulować. Czy prezydent zmęczył jakąś grupę Polaków swoją gorączkową aktywnością, zwłaszcza wetami? Wydał im się hamulcowym machiny państwowej? Czy na kogokolwiek wpłynęły oskarżenia obozu Donalda Tuska o osłanianie wetami nadużyć związanych z kryptowalutami?
Warto mieć świadomość, że wybierając model prezydentury szczególnie aktywnej, Nawrocki wypowiada się na niemal każdy polityczny temat, a w wielu zdarzeniach uczestniczy lub próbuje uczestniczyć. Ma więc szczególnie dużo okazji, aby się narażać na oceny. Choć przeważnie jest, można by rzec, konwencjonalnie prawicowy, ma okazję do różnych zderzeń, także ze swoimi stronnikami z finału ostatniej kampanii.
Niektórym gorliwym pisowcom naraził się, mianując na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego sędziego Zbigniewa Kapińskiego. Choć ten prawnik bliski jest opozycji w dzisiejszych ocenach tego, co dzieje się z prawem i praworządnością, dla Jarosława Kaczyńskiego i Sławomira Cenckiewicza (i Telewizji Republika) był tym, który oczyszczał 26 lat temu Lecha Wałęsę z lustracyjnych oskarżeń.
Z kolei niektórzy zwolennicy obu Konfederacji uważają Karola Nawrockiego za zbyt uległego Ameryce. Choć sięga po antyukraińskie emocje, można się nawet spotkać z oskarżeniami skrajnej prawicy, że tak naprawdę nie blokuje skutecznie ani wydatków na pomoc Ukrainie, ani rzekomych przywilejów Ukraińców w Polsce.
Oczywiście nie wiadomo, czy to ci wyborcy się od niego odwracają. Podstawowa polaryzacja dzieli go przecież z obozem liberalnym i lewicowym. Tu z kolei najskuteczniejszą pułapką, jaką na niego zastawił Tusk, był problem jego weta wobec unijnego programu SAFE. Premier z KO świadomie wpuścił go w dylemat: podpisać czy nie podpisać, choć potem oznajmił, że da się ten projekt przeprowadzać bez ustawy.
Suwerennościowe argumenty prezydenta, połączone z obawami o nadmierne zadłużenie wobec UE, brzmią przekonująco. Ale filozofia rządu jest bardziej czytelna dla wyborców: dają nam wielkie pieniądze na obronność, jak ich nie przyjąć?
Na scenę wchodzą artyści
Oczywiście są i pułapki zastawiane na samego Tuska. Czasem jego ekipa funduje je sobie sama. Można się zastanawiać, czy wyjście z pomysłem fundowania emerytur pozbawionych dochodów artystów jest słuszne czy nie. Ale na pewno Polakom się to nie spodoba, nawet części elektoratu partii koalicji, zwłaszcza w obecnej katastrofalnej sytuacji finansów publicznych. To nie jest tylko kwestia libertariańskiego podejścia polityków Konfederacji. To uderza w poczucie społecznej sprawiedliwości.
Po co Tusk funduje sobie ten kłopot? Czy ściślejsze związanie ze sobą artystów, grupy widocznej, ale niewielkiej, i już teraz w większości liberalnej, jest tego warte? A może wartością samoistną jest po prostu kolejna awantura odwracająca uwagę od poważniejszych wyzwań? Tak mi to tłumaczył człowiek bliski temu rządowi. W każdym razie jeśli procedura prac nad projektem minister kultury zakończy się jego przyjęciem, Nawrocki będzie miał okazję do weta wyjątkowo popularnego. Zwyczajowe, chóralne ataki na niego liberalnych celebrytów będą od tej pory jeszcze mniej skuteczne.
W drugim przypadku sam prezydent zastawia pułapkę, choć niejako przy okazji. Możliwe, że sam zwróci się do premiera Tuska o kontrasygnatę aktu pozbawienia Wołodymyra Zełenskiego Orderu Orła Białego. Jeśli Tusk jej odmówi, będzie przeciw nastrojom większości społeczeństwa. Premier zna te nastroje. Nieprzypadkowo dopiero co jego rząd wyrzucał z Polski ukraińskiego youtubera za błahe wykroczenie, czyli zajazd na Morskie Oko. Dlaczego więc w tym przypadku i sam Tusk, i jego ministrowie (minister Kierwiński w tradycyjnie nieelegancki sposób) wzywają, aby głowa państwa nie zakłócała dyplomatycznych relacji z Ukrainą?
Na pewno jakąś rolę odgrywa tu logika obecnej linii rządu codziennie przestrzegającego Polaków przed Rosją i przedstawiającego prawicę jako prorosyjską. Ten argument zdążył się już zresztą pojawić przy okazji wrzawy wokół orderu. Ale chyba podstawowa jest tu sama logika polaryzacji. Skoro Nawrocki pomaszerował energicznie ku większej twardości wobec sąsiada, my nie możemy maszerować za nim. Bo wyjdzie na to, że w czymkolwiek ma rację. Taka jest - niestety - dzisiejsza polska polityka.
Czasem przeciw nastrojom
Że Nawrocki nie w każdej sprawie kontroluje rząd dusz Polaków, wynika z drugiego badania. 53 procent wzywa go do podpisania ustawy o statusie osoby najbliższej (zdecydowanie - aż 33,8 proc.). Zdania przeciwnego jest tylko 37,4 procenta.
W tej sprawie nie ma w Polsce konserwatywnej większości. A wiemy już, że Karol Nawrocki zamierza tę ustawę zawetować. Dla niego, zadeklarowanego i tradycyjnego katolika, legalizowane związki partnerskie dublują instytucję małżeństwa.
Często sprowadza się ten spór do problemu praw i samopoczucia ludzi, którzy zawarli związki jednopłciowe. Prawda, Polacy zdążyli się z nimi oswoić. Niemal każdy ma takich ludzi jak nie wśród znajomych, to w sąsiedztwie. Ja skądinąd uważam, że jeśli komuś się takie uprawnienia należą, to właśnie im, bo małżeństwo jest dla nich prawnie niedostępne.
Ale kluczem do takich nastrojów jest perspektywa zawierania związków heteroseksualnych. Mają dostać podstawowe przywileje wynikające z małżeństwa (prawo do dziedziczenia bez podatku spadkowego, a przede wszystkim do wspólnego opodatkowania), ale bez wszystkich obowiązków. Łatwiej będzie taki związek zerwać niż małżeństwo, a sprawę alimentów regulują umowy cywilno-prawne. To może być atrakcyjne w młodym wieku na początku dorosłego życia. Dopiero potem pojawia się obawa o różne zabezpieczenia.
Prezydent i jego urzędnicy mają rację, twierdząc, że wprowadzenie takiej konstrukcji prawnej może odwodzić od zawierania małżeństw. Dodatkowo, bo już dziś odwodzi od nich cywilizacyjny klimat. Tyle że te argumenty są, tak jak w przypadku SAFE, bardziej skomplikowane niż obietnica nieskrępowanej, a jeszcze finansowanej z budżetu (podatki) wolności. Taki jest niestety obecny społeczny klimat.
W tej kwestii Karol Nawrocki reprezentuje więc emocje mniejszości Polaków. Ale w innych już nie. Pytanie, co będzie dla ogółu wyborców ważniejsze przy przyszłych kampaniach Forsowanie, choćby przy pomocy niezręcznego pytania referendalnego, tematu obaw przed polityką klimatyczną to jeden z przykładów, kiedy prezydent reprezentuje zwykłych Polaków. Na pewne dotyczy to i ewentualnego weta wobec dodatkowego zabezpieczania artystów, i - zwłaszcza - zimnej wojny z Ukrainą wokół polityki historycznej.
Piotr Zaremba













