W sumie to, z czym mieliśmy do czynienia dziś rano w Lubelskiem, w Tarnawie-Kolonii, w przybliżeniu już znamy jako schemat: obiekt wykryty, poderwano i naprowadzono myśliwiec, obiekt zniknął z radarów, odnalazł się w postaci huku i krateru. Ufff, znowu nikt nie zginął.
Ale nie zawsze tak będzie, że nikt nie zginie. Możliwy polityczny kontekst tego uderzenia jest oczywisty. Kilka godzin wcześniej w oddalonym o niecałą godzinę jazdy (66 km) Lublinie trwało spotkanie polskiego premiera i ukraińskiego prezydenta.
Amerykański Instytut Studiów nad Wojną we wrześniu 2025 roku, po masowym wtargnięciu rosyjskich dronów w polską przestrzeń powietrzną, opublikował analizę, z której wynikało, że jest to celowe testowanie możliwości obronnych Polski na rzecz przyszłego konfliktu z NATO, a także zastraszanie, zniechęcanie społeczeństwa do pomocy Ukrainie i demobilizowanie go poprzez wskazywanie na bezbronność własnej obrony. Niestety, bez względu na dzisiejszą krzątaninę polityków, test znowu kiepsko wypadł.
Zdolności, a nie tylko zasoby
Cofnijmy się jeszcze dalej. W grudniu 2022 roku rosyjska rakieta Ch-55 znalazła się najpierw w polskiej przestrzeni powietrznej, a potem rozbiła się w gęstym lesie pod Bydgoszczą.
Sprawa ujrzała światło dzienne cztery miesiące później. Rządzący wówczas politycy PiS tłumaczyli, że dopiero się dowiedzieli o sprawie, oczywiście mierząc się z morzem zrozumiałej krytyki i niedowierzania.
Pochodną sprawy było ogłoszenie przyspieszenia programu Wisła, opartego m.in. na słynnych bateriach Patriot, i Narew, oraz integracji obydwu systemów, a także wielu dalszych działań.
Minęły trzy i pół roku. W międzyczasie były wybory, a wybory to przecież reset, przynajmniej na jakiś czas, bo trzeba dowieść tezy, że wszystko, co robili poprzednicy, było złe. Do tego mieliśmy taką liczbę "incydentów" z dronami i rakietami naruszającymi naszą przestrzeń powietrzną, że zaczęliśmy się pomału przyzwyczajać. Tymczasem projektowane systemy, po wielu mniejszych i większych perypetiach, mają być gotowe po 2035 roku. O ile.
Irytująco kontrastuje to z zapowiedziami polityków o przygotowaniach do nieuchronnej wojny, liniach, tarczach, planowanych pasach umocnień, wizytowanych przez kolejnych ministrów i ministerki, które od niedawna odkryły zainteresowanie wojskiem. Także z kłótniami o programy zbrojeniowe i gigantyczne pieniądze, które już dziś wydajemy na obronność.
Nie można się oprzeć wrażeniu, że ma działać magia liczb, tak jakby to liczba zer decydowała o skuteczności obrony i zdolnościach bojowych. Zwykli ludzie wiedzą, że kluczowe jest nie tylko to, ile się ma środków, ale też jak się je wyda, czyli to, co w dokumentach NATO określa się jako różnice między zasobami (resources) i zdolnościami (capabilities).
Warto wspomnieć, że Izrael zbudował swoją Żelazną Kopułę w kilka lat za 2-3 miliardy dolarów. Jej testem nie była wysoka lub niska cena, a tysiące zestrzelonych do tej pory pocisków, dronów i rakiet.
Tarnawa-Kolonia. Ciężka noc Kosiniaka-Kamysza
W sprawie "incydentu w Lubelskiem", jak to nazywają media i politycy, być może się nieco dowiemy więcej z czasem, a może dowiemy się mniej, bo zadziała dezinformacja i wszystko przykryją polityczna propaganda i pyskówka.
Ale w tej chwili można stwierdzić, że wszystko niby zadziałało, ale częściowo. Rakietę wykryto, ale zgubiono. Syreny wyły, ale alertów nie było.
Ale co w ogóle zrobić, gdy syrena zawyje? W Warszawie, gdzie mieszkam, od czasu do czasu wyją syreny, i nie tylko w zbliżającą się godzinę W, czyli rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. To jakieś testy, próby, nikt się tym nie przejmuje, ja też.
Dochodzi kwestia tradycyjnych już ścieżek komunikacji w takiej sytuacji - przecieki do dziennikarzy. Może by to sformalizować i zrobić grafik zastępujący rzecznika rządu i konferencje prasowe?
Nie ma zintegrowanego systemu, który rozpoczynają przepisy, gotowość, zdolność do wykrywania, śledzenia wroga (bo realnie o to chodzi) i w końcu informowania społeczeństwa na ten temat, tak by unikać w przyszłości paniki i chaosu informacyjnego.
Władysław Kosiniak-Kamysz podsumował sytuację słowami: "to była bardzo ciężka noc dla naszej obrony powietrznej". Nie słychać w tym triumfalizmu ani chwalenia się kolejnym sukcesem. I to akurat należy pochwalić.
Wiktor Świetlik















