Wybór Tuska: Polska czy partia?
Donald Tusk stanął przed najtrudniejszym wyborem w tej kadencji rządów. Od tego jaką podejmie decyzję zależy to, czy będzie w stanie zatrzymać marsz prawicy po władzę w 2027 roku.

Donald Tusk staje przed wyborem. Może dalej wypierać znaczenie afery, poświęcając nieistotne postacie swojego obozu, których nazwiska ludziom nic nie mówią i które z samą aferą i z partyjnymi nadużyciami nie mają wiele wspólnego, bo też w KO nie posiadają żadnych wpływów.
Albo może spróbować dokonać głębokiej sanacji państwa i moralności publicznej, de facto odcinając się od swojej partii. Stawiając się na kontrze do partyjniactwa i publicznych przywilejów. Stając po stronie ludu przeciwko elicie władzy.
Nie wiem czy Tusk był kiedykolwiek w Szpitalu Południowym i wątpię, żeby słyszał wcześniej o Dawidzie Kacprzyku. Jednak ta nieciekawa postać idzie na jego konto, podobnie jak Łukasz Mejza obciąża osobiście Jarosława Kaczyńskiego.
Gdy Tusk przejął władzę dopuścił, żeby partyjne kadry obsiadły państwo jak kruki padlinę, zapominając o tym, że wygrał nie w ramach zwykłego w demokracji płodozmianu między partiami, ale na fali moralnego oburzenia. Dlatego, że ślubował Polakom władzę inną, lepszą, szlachetniejszą.
To zobowiązanie obraca się dziś przeciw niemu.
Afera uderzyła w samo serce opowieści o moralnej odnowie, która miała odsunąć od władzy nieudolne i skorumpowane rządy PiS.
100 konkretów to były dość przypadkowe postulaty zapisane na chybcika na kartce papieru, żeby mieć produkt programopodobny na wybory. Ale obietnica moralnej odnowy była w kampanii 2023 dla PO tym czym dla PiS walka z elitami w imieniu ludu. Powodem istnienia. Jeśli tego zabraknie, wówczas nie zostanie nic z misji, której Tusk podjął się wracając z Brukseli do Polski niemal równo pięć lat temu.
Władza znów staje się przedmiotem moralnego oburzenia. Tylko tym razem to Tusk stoi na jej czele.
Za mało, za późno
Dalsze wypieranie afery nie musi przynieść natychmiastowych spadków sondażowych. Bo nie ma dla przeciwników PiS realnej alternatywy po tej stronie sceny politycznej. Ale będzie jak strzała, która utkwiła w ciele i powoduje powolne wykrwawianie i osłabienie.
Doprowadzi do porażki, w starciu z płynącą na fali nacjonalizmu i internetowego algorytmu prawicą, szczującą na Ukraińców, Unię Europejską i zagraniczne elity.
Nawet przypominanie o aferach poprzedników, ulubiona czynność polityków KO, nie pomaga. Bo kto został skazany albo chociaż ma zarzuty? Słabość rozliczeń, ograniczonych prawnymi normami i pisowskimi nominantami w instytucjach, idzie na konto tego rządu.
W Polakach narasta zniecierpliwienie partiami, które toczą ze sobą bezsensowną wojnę, używając do tego publicznego majątku, wypełniając szczelnie czas antenowy, wciskając widzom farmazony o tym jak straszni są ci drudzy, gdy ostatecznie chodzi im tylko o przywileje, stanowiska i kasę. Ten antypartyjny populizm jest w Polakach głęboko zakorzeniony i dziś obraca się przeciwko KO.
Tusk zna doskonale metody sprawowania władzy Józefa Piłsudskiego, pisał o nim pracę magisterską. Jeśli chce utrzymać władzę w Polsce musi wyciągnąć zakurzone książki z półki i przypomnieć sobie jak populistycznie i jak skutecznie marszałek potrafił grać z partiami i partyjniactwem, kosztem nawet najbliższych politycznych sojuszników, po to, żeby utrzymać po swojej stronie opinię publiczną.
Tusk może pokazać się jako mąż stanu, który staje ponad partiami i poza własną partią. Jak karząca ręka sprawiedliwości i trybun ludowy - który nie waha się dla dobra publicznego zaryzykować wszystkiego, w tym własnej władzy.
Premier powinien przy tym ogłosić "stan wyjątkowy" w służbie zdrowia, mobilizując nadzwyczajne środki do walki z patologiami. Nikt nie oczekuje cudów, ale elementarnej solidarności elit z ludem, który tkwi w coraz dłuższych kolejkach gdy politycy wożą się limuzynami do saloników VIP, a lekarze swoimi drogimi samochodami do prywatnych klinik.
Nawet przejściowa utrata większości w Sejmie nie będzie dla niego tak dotkliwa jak trwała utrata społecznego poparcia i przekonanie, że "PiS-PO, jedno zło". To najkrótsza droga do oddania władzy w niesławie antyeuropejskiej prawicy.
Jak pisał Cyceron: "Dobro republiki najwyższym prawem".
Tusk albo sam stanie na czele ruchu moralnej odnowy państwa, albo padnie jego ofiarą.
Leszek Jażdżewski














