Usunięcie Okrągłego Stołu z Pałacu Prezydenckiego i przeniesienie go do Muzeum Historii Polski miało być symbolicznym odcięciem się Karola Nawrockiego od znienawidzonej przez część prawicy III Rzeczpospolitej. Ufundowanej - jak powtarzają zwolennicy tej mniejszościowej teorii - na zdradzie i spisku.
Miało być poważnie i znacząco - oto coś "złego" odsyła się do przeszłości - tymczasem gest ten został obśmiany nie tylko przez przedstawicieli opozycji demokratycznej z czasów Polski Ludowej, ale także przez tych jej liderów, którzy na porozumienie z 1989 roku patrzyli w tamtym czasie bardzo krytycznie.
Operetkowy gest
Był wśród nich Bronisław Komorowski - przeciwnik paktowania z ludźmi PZPR - którego za komuny do więzienia wsadzał późniejszy minister Prawa i Sprawiedliwości, czyli PRL-owski sędzia Andrzej Kryże.
Były prezydent ocenił, że o ile on sam rzeczywiście walczył z ustrojem i zapłacił za to represjami, o tyle Nawrockiemu została już tylko walka z historycznym meblem oraz z dziedzictwem braci Kaczyńskich, którzy byli uczestnikami porozumienia z władzą PRL (śp. Lech brał udział w poufnych rozmowach w Magdalence, a Jarosław w zespole ds. reform politycznych).
W tym kontekście ogłoszenie przez Nawrockiego przy okazji rozbiórki stołu "końca postkomunizmu" (co było nawiązaniem do słynnego występu aktorki Joanny Szczepkowskiej, która w "Dzienniku Telewizyjnym" ogłosiła koniec komunizmu) wyglądało raczej na operetkowy gest naśladowcy Donalda Trumpa albo na celowe odcięcie się od twórców PiS, niż na wykreowanie znaczącego politycznie i poważnego aktu.
O co więc chodzi Karolowi Nawrockiemu? Oprócz prowadzenia otwartej politycznej wojny z rządem usunął z Pałacu Prezydenckiego nie tylko dla wielu pozytywny symbol bezkrwawej rewolucji, ale także zerwał z inną tradycją swoich poprzedników, czyli zapalaniem świec chanukowych.
Lekcje tolerancji czy Braun?
Akcja z wyniesieniem stołu może mieć znaczenie jedynie dla tzw. stadionowych historyków, czyli najtwardszego elektoratu obecnego prezydenta. Ta niewielka, acz głośna część kibiców piłkarskich chętnie powołuje się na patriotyczne symbole i bogoojczyźniany patos, wiesza transparenty z tego typu hasłami, jednak jak przychodzi co do czego, to miewa problemy z rozwinięciem np. skrótu AK, wskazaniem, kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie, a zwłaszcza opowiedzeniem o skomplikowanych procesach, które doprowadziły do upadku komuny.
W przypadku Chanuki sprawa jest poważniejsza. Lech Kaczyński, a później Andrzej Duda kultywowali tę tradycję w Pałacu Prezydenckim, podkreślając wagę stosunków polsko-żydowskich w kraju doświadczonym przez II wojnę światową, pogromy, Marzec 68, haniebne przejawy antysemityzmu. Ale także pamiętając, że polscy Żydzi byli współobywatelami Rzeczpospolitej, a w okresie międzywojennym stanowili znaczącą mniejszość narodową.
Być może dla Karola Nawrockiego tego typu lekcje tolerancji są mniej istotne, niż ukłony w stronę elektoratu Grzegorza Brauna, a być może znów chodziło o dobitne odcięcie się od PiS-u i podkreślenie swoich związków z tymi czy innymi konfederatami.
Dezorientacja świata
Niektórzy eksperci zajmujący się sprawami międzynarodowymi wskazują, że największym błędem prezydenta Nawrockiego jest to, że postanowił prowadzić własną politykę zagraniczną bez porozumienia z rządem. Wśród przywódców Zachodu panuje więc dezorientacja, czy Polska ma jeszcze jedną rację stanu i jedną wersję polityki wobec Ukrainy, Rosji, Stanów Zjednoczonych i Europy.
Blokowanie nominacji ambasadorskich, kłótnie o koordynację polskiego udziału w szczycie G20, afera wokół samolotów dla Kijowa, odsunięcie polskiego attaché obrony od rozmów w Pentagonie - wszystko to odsuwa Polskę od wpływu na kluczowe decyzje w najważniejszych sprawach. I budzi coraz większe zdziwienie zachodnich partnerów.
Dziś prezydent Nawrocki ma dobre notowania. Przoduje w rankingach zaufania. Ale to się może szybko zmienić. Prezydent wszystkich Polaków - o ile umie nim być - chroni państwo i budzi większe zaufanie niż prezydent ograniczający się do "stadionowych historyków" i skrajnej prawicy. Zwłaszcza w "czasach przedwojennych".
Przemysław Szubartowicz















