Wojna na prawicy
Jak pisał klasyk, "wraz z postępami w budowie socjalizmu walka klas zaostrza się". Podobnie jest z walką na prawicy: im teoretycznie bliżej władzy, tym bardziej biorą się za łby. Czy polityczny spór zamienia się w niekontrolowany konflikt? Czy przeszkodzi PiS i Konfederacji w odebraniu władzy obozowi Tuska?

Zgodnie z polityczną logiką: przeciwnik - wróg - potencjalny koalicjant - Prawo i Sprawiedliwość i Konfederacja, czy raczej Jarosław Kaczyński i Sławomir Mentzen nie szczędzą sobie złośliwości. Prezes PiS wyraźnie nie radzi sobie z faktem, że przyszłość prawicy wymyka mu się z rąk i nie jest w stanie traktować poważnie "smarkacza", który ośmielił się zaproponować mu spotkanie.
Konflikt opłacalny, czyli jak nie zostać przystawką
Kaczyński ułatwił zadanie konfederatom. Nie muszą się specjalnie starać, żeby udowadniać, że stanowią od PiS siłę zupełnie niezależną.
Dla wielu potencjalnych wyborców świadomość, że głos oddany na Mentzena i Bosaka oznaczać będzie powrót rządów Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, byłaby trudnym dylematem. Pozowanie przez Mentzena na siłę zdystansowaną do obu głównych partii dzięki Kaczyńskiemu zyskuje nową wiarygodność jako autentyczna "trzecia siła" na scenie politycznej.
Im bardziej konflikt polityczny dotyczy rozliczeń PiS i przypadków nadużyć takich, jakie zarzuca się Zbigniewowi Ziobrze, tym bardziej w naturalny sposób Konfederacja nie będzie grać w jednej drużynie z PiS. Ale również w takich sprawach, fundamentalnych dla prawicowej tożsamości, jak Zielony Ład, Unia Europejska, migranci, status Ukraińców - Konfederacja będzie z PiS rywalizować i atakować - już to robi - za grzechy z czasów rządów Morawieckiego.
Mentzen ma swobodę mówienia z dystansem o tematach wzbudzających kontrowersje - takich jak działania dotyczące przywracania praworządności w warunkach braku narzędzi pozwalających ominąć niezgodne z konstytucją ustawowe blokady PiS. Może też ostro pozycjonować się jako jedyny obrońca budżetowej racjonalizacji przy rozdęciu wydatków i napędzaniu deficytu, jak również trafiać w antypaństwowy resentyment Polaków, czy grać na niechęci do Ukraińców i lęku przed wojną.
Konfederacja odcięta od Janusza Korwin-Mikkego i Grzegorza Brauna, sięgająca coraz śmielej po poparcie 40-latków, jak również coraz częściej kobiet, jest partią pierwszego wyboru w młodszym pokoleniu, rozczarowanym lewicowością, etatyzmem i bezsensownym konfliktem dwóch głównych graczy, określających polską scenę polityczną od 20 lat.
Dla Konfederacji rezerwuarem głosów nie jest obecny elektorat PiS, ludzie starsi, przywiązani do Kościoła, tradycji i socjalnych transferów, ale elektorat młodszy, klasa średnia, ci, którzy jeszcze niedawno mogli głosować na umiarkowaną prawicę w tym dawne PO. Dlatego dla Mentzena konflikt z PiS jest opłacalny, tak długo jak zachowuje dystans do Tuska i nie sprawia wrażenia sojusznika PO.
Konfederacja stanie się tym, kim chciał... Trzaskowski?
Racjonalizacja krytyki Unii Europejskiej, pozbycie się asocjacji z brunatnymi i prorosyjskimi środowiskami, złagodzenie antykobiecej retoryki - to wszystko może prowadzić Konfederację w rejony nowe, jako alternatywy dla niewiarygodnej w swojej prawicowości PO, a nie jako przystawki PiS.
Konfederacja może być tym, kim chciał się stać Rafał Trzaskowski - kandydatem "zdrowego rozsądku". Dobre, bo polskie, sceptycyzm wobec obyczajowych nowinek, ograniczenie omnipotentnego państwa, wolność gospodarcza i wartość ciężkiej pracy. Ale też sprzeciw wobec neo-PRL-u, który fundował PiS, z Partią i jej Pierwszym Sekretarzem jako równoległą wobec państwowej strukturą władzy, tępą propagandą i scentralizowanym zamordyzmem.
Taka Konfederacja nie może z PiS stworzyć rządu, bo to oznacza jej anihilację, czy to z racji działań Kaczyńskiego, który nie toleruje podmiotowych partnerów, czy też elektoratu - ten odwróciłby się od partii, która ponosi odpowiedzialność za rządzenie, ale ma na nie ograniczony wpływ. Jedyna sensowna opcja to warunkowe popieranie mniejszościowego rządu PiS, z możliwością obalenia go w sprzyjających politycznie warunkach i zagranie już o całą pulę w następnym rozdaniu. Tu potrzebne będą dobre relacje z prezydentem i Konfederacja stara się je budować.
W układzie bez stabilnej większości parlamentarnej kluczowa będzie spójność partii. Czy klub liczący 60-80 w większości niedoświadczonych posłów będzie stanowić monolit? Czy sprzeczne interesy czy to po liniach ideowych: narodowców i Mentzenowców, czy też tych, którym spieszy się do władzy vs tych, którzy gotowi są jeszcze poczekać, nie rozsadzą Konfederacji? Można być pewnym, że Kaczyński, ale też Tusk, zrobią wszystko, żeby do takiej sytuacji doprowadzić, jeśli od tego zależeć będzie ich władza.
Nie ta Konfederacja zagraża PiS
Ciekawie na tym tle rysują się perspektywy Konfederacji Korony Polskiej. Ma ona szanse przekroczyć próg wyborczy. Jej antyżydowski i prorosyjski profil jak i specyficzne osobowości kazały Kaczyńskiemu, jak się wydaje szczerze, zadeklarować brak możliwości współpracy z Braunem.
Z drugiej strony profil wyborców Brauna jest jak najbardziej zbieżny z profilem wyborcy PiS. Starszy, religijny, o jednoznacznie prawicowej prowieniencji, tyle że z mocnym rysem antysystemowym i spiskowym.
Dla PiS to właśnie Braun jest głównym zagrożeniem, nawet jeśli początkowo wydawało się, że może być atrakcyjnym narzędziem do osłabiania roli Mentzena i Konfederacji. Trudno będzie jednak Kaczyńskiemu odwojować tych wyborców bez popadania w skrajności, z których ciężko będzie wybrnąć partii tej wielkości co PiS. Nie bardzo widać atuty, których partia tłustych kotów w rodzaju Mateusza Morawieckiego, Jacka Sasina, Marka Kuchcińskiego mogłaby przeciwstawić charyzmie Brauna i jego talentowi do kontrowersyjnych performance'ów.
PiS nie będzie w stanie łatwo odwojować swoich wyborców od KKP, a ataki na Brauna będą tylko podnosić jego rangę i budować wiarygodność.
Utalentowany pan Czarnek
PiS może oczywiście brnąć w antyunijne i narodowe skrajności, ma dość lojalną bazę wyborców i duża część zaakceptuje każdy zwrot, jeśli miałoby to oznaczać odebranie władzy nienawidzonemu Donaldowi Tuskowi i Waldemarowi Żurkowi. Ale żeby realnie powalczyć o głosy skrajnie prawicowego elektoratu, który nagle stanął przed kłopotami bogactwa, najważniejszą twarzą PiS, z perspektywą przejęcia przywództwa, musiałby zostać Przemysław Czarnek, bez wątpienia najbardziej utalentowany w tym środowisku polityk. A tego wewnętrznie podzielona i skłócona partia mogłaby nie wytrzymać.
Pytanie, czy Kaczyńskiemu bardziej potrzebne będą te dwa proc., które może urwać Braunowi czy większym zagrożeniem jest dwuprocentowa partia Morawieckiego, grająca na sentymentach nowoczesnego konserwatyzmu à la Jarosław Gowin, Igor Janke, Jadwiga Emilewicz, Klub Jagielloński etc.: gdzie jest wielu ciekawych polityków, za to nie ma elektoratu.
PiS nie będzie w stanie zagnać dżina alt-rightu do butelki, może go co najwyżej próbować wykorzystać, podzielić, zastraszyć, zwasalizować, gdy już posłowie Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej znajdą się w Sejmie. Wyścig między nimi - i goniących za prawicową retoryką Tuskiem i Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem - będzie pchał scenę polityczną w prawo, a tym samym uwiarygadniał co bardziej skrajne środowiska i postaci. Krzysztof Bosak jawi się już jako umiarkowany i wyważony polityk - państwowiec.
Zbliżenie ideowe
Poza Partią Razem, Nową Lewicą, i niewielką grupką posłów KO, w zasadzie wszystkie partie w Polsce są dziś prawicą.
Zbliżenie ideowe paradoksalnie oznaczać będzie jeszcze bardziej zaciętą walkę polityczną. Dlatego można być niemal pewnym, że w Polsce po 2027 rządzić będzie prawica.
Pytanie - w jakiej konfiguracji?
Leszek Jażdżewski














