Włodzimierz Czarzasty powinien być sprawdzony. A nie będzie
Afera wokół rosyjskich związków biznesowych marszałka Czarzastego pojawia się w wojennym czasie. On wymaga jedności, do której ta awantura nas nie przybliży. Ale wymaga także pewności, czy któryś z ważnych polityków nie kombinuje na boku z siłami, które nam dobrze nie życzą.

Zamiar prezydenta Nawrockiego, aby poświęcić część zwołanego przez niego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego na dyskusję o biznesowych uwikłaniach marszałka Włodzimierza Czarzastego, jest dla rządzącej koalicji oczywiście drażniący. To skądinąd kolejny przejaw rozszerzania prezydenckich uprawnień w praktyce.
Obrady Rady Gabinetowej i Rady Bezpieczeństwa Narodowego zależą wyłącznie od głowy państwa. A przecież żadnemu z poprzednich prezydentów, w tym Lechowi Kaczyńskiemu i Andrzejowi Dudzie, nie przyszło do głowy, aby poświęcać je swoistemu osądzaniu konkretnego polityka. Zarazem trudno twierdzić, że jest to z konstytucją niezgodne. Artykuł 135 konstytucji nie precyzuje, czym RBN ma się zajmować, nie zakreśla jej żadnych granic.
Czarzasty odmawia odpowiedzi
Punktem wyjścia dla dyskusji o Czarzastym jest publikacja "Gazety Polskiej". Dowiadujemy się z niej, że marszałka i jego żonę łączą biznesowe więzy z Rosjanką, zatrudnioną w domu aukcyjnym związanym z największym rosyjskim bankiem kontrolowanym przez Kreml. Kobieta posiada zarazem udziały w hotelowej spółce, której wiceprezesem jest Małgorzata Czarzasty. Zarówno ona, jak i jej mąż Włodzimierz Czarzasty, są akcjonariuszami większościowego udziałowca tego podmiotu.
Czy to realny problem, że druga osoba w państwie pojawia się w takiej biznesowej konstelacji? Można by odpowiedzieć choćby obserwacją, że w ostatnich czasach to strona rządowa szafuje oskarżeniami o samo wrażenie, że kogoś coś łączy z Rosją.
Dopiero co rzecznik rządu Adam Szłapka atakował adwokata Bartosza Lewandowskiego za to, że jego kancelaria została umieszczona przez rosyjską ambasadę na liście podmiotów mogących obsługiwać jej obywateli. Lewandowski tłumaczył, że nawet o tym nie wiedział. Po prostu w tej kancelarii są ludzie mówiący dobrze po rosyjsku.
Kiedy Marcin Romanowski i Zbigniew Ziobro skorzystali ze schronienia na Węgrzech, rządowa propaganda zaczęła przypominać, że gospodarzem jest tam Viktor Orban, zaprzyjaźniony politycznie z Władimirem Putinem.
Na tym tle ewentualne związki Czarzastego są potencjalnie dużo konkretniejsze. Służby ustami swojego rzecznika zapewniają, że wszystko jest w porządku, ale powstaje pytanie, na jakiej podstawie. Sam Czarzasty nie odniósł się ani słowem do meritum zarzutu. Poprzestaje na przedstawianiu siebie w roli ofiary oraz kontrataku, czyli żądaniu, aby na posiedzeniu RBN badać przeszłość prezydenta Nawrockiego.
Nie znamy jego wersji. Nie wiemy, jaką naturę mają według niego samego jego związki z wpływową Rosjanką. Pamiętajmy: w Rosji biznes bardzo często bywa narzędziem autorytarnego państwa. Inaczej niż w Polsce.
W podobnym stylu wypowiadają się o sprawie politycy koalicji i komentatorzy przyjaznych jej mediów. Czytam tekst Jakuba Majmurka w internetowym "Newsweeku". I dowiaduję się, że sprawa była już wcześniej znana, a na dokładkę jest "dęta". Chyba dość uważnie obserwuję polską politykę, ale o tego typu biznesowych uwarunkowaniach Czarzastego nigdy wcześniej nie słyszałem. A dlaczego ma być "dęta"? Publicysta nie tłumaczy.
Krótko mówiąc, jest jak zawsze. Jedna strona atakuje (prawica z jej prezydentem na czele), druga (rządząca centrolewica) idzie w zaparte. Wyjątkiem okazuje się nagle były prezydent Bronisław Komorowski przecież bliski rządzącym. Po raz kolejny przypomniał o roli Czarzastego w aferze Rywina, pytając, skąd taka jego kariera. Mówił to już wtedy, kiedy polityk Lewicy awansował na drugą osobę w państwie. Taki głos jednak zaskakujący wyjątek od reguły.
Koniec Rady Bezpieczeństwa Narodowego?
Oczywiście obrońcy Czarzastego mają rację, kiedy twierdzą, że to jest część politycznej wojny obozów, a marszałek szczególnie prezydentowi dokuczył. Czy to jednak unieważnia pytania o jego zaangażowania i kontakty? O których mówić nie chce. W polityce na ogół oskarża się o coś swoich przeciwników. Czy to jednak zawsze podważa merytoryczną treść oskarżeń?
I nie ma tu symetrii ani z ustawkami kibicowskimi Nawrockiego, ani z jego pracą w sopockim Grand Hotelu, o czym chce rozmawiać, przywołując rewelacje z kampanii, Czarzasty. Tamto jest tylko przypowiastką o odległej przeszłości kogoś, kto był kilkakrotnie sprawdzany przez służby. Za to więzy łączące Czarzastego ze Swietłaną Czestnych poprzez hotel Mościcki w Spale dotyczą bardzo konkretnej teraźniejszości. Na ile wrażliwej? A kto to przy takim zabetonowaniu politycznego podziału realnie sprawdzi?
Oczywiście postawienie tej sprawy na ostrzu noża może mieć swoją realną polityczną, ba, nawet społeczną cenę. Czarzasty wspierany przez Donalda Tuska i partie koalicji nie ma prawnych podstaw, aby dodawać jakiś punkt do porządku dziennego prezydenckiego organu doradczego. Może za to w teorii na posiedzeniu RBN w ogóle się nie pojawić, a jego sojusznicy wraz z nim. Byłby to pierwszy taki przypadek.
Politycy koalicji mogą też wywołać awanturę, krzycząc, że nie chcą rozmawiać o tym, chcą za to o tamtym. To także nigdy do tej pory się nie zdarzyło.
Oznaczać to może w praktyce unicestwienie RBN jako jednego z ostatnich forów realnej rozmowy, wymiany informacji dotyczącej polskiego bezpieczeństwa, między politycznymi obozami.
Ten polityk skądinąd zawsze był człowiekiem rozmaitych biznesowych zaangażowań, a pomimo obecnej antyrosyjskiej politycznej poprawności, do której i on się przyłączył, patrzy na Rosję zapewne jak rasowy PZPR-owiec, czyli do bólu pragmatycznie. Pytanie tylko, czy ten jego pragmatyzm naraża w jakikolwiek sposób szczelność naszego państwa wobec oczywistych wrogów.
My, Polacy, przeżyliśmy niby już wszystko, łącznie z oskarżeniem w roku 1995 polskiego premiera Józefa Oleksego o szpiegostwo na rzecz Rosji. Tyle że wtedy działo się to w atmosferze międzynarodowego spokoju. A teraz czas mamy wojenny. On wymaga jedności, o którą coraz trudniej. Ale on wymaga także pewności, czy któryś z ważnych polityków nie kombinuje na boku z siłami, które nam dobrze nie życzą.
Piotr Zaremba















