Wczoraj migranci, dziś drony. Ale wojna przecież ta sama
Rząd Tuska ma obowiązek odpowiedzieć na atak dronów co najmniej tak samo sprawnie i skutecznie jak cztery lata temu odpowiedział rząd Morawieckiego na hybrydowy atak na polską granicę przy pomocy migrantów.

Cztery lata temu rząd Morawieckiego poradził sobie z pierwszą fazą wojny hybrydowej, gdy wróg próbował wywołać na wschodniej granicy NATO kryzys strategiczno-humanitarno-polityczny. Teraz rząd Tuska ma obowiązek zareagować na nową odsłonę tej samej przecież wojny hybrydowej przynajmniej równie sprawnie oraz skutecznie. Po owocach ich poznacie.
Polska w obliczu "ataku hybrydowego"
Dla nikogo nie ulega chyba wątpliwości, że nocny atak dronów na Polskę to nic innego jak nowa faza wojny hybrydowej między NATO a Rosją. Zjawisko konfliktu prowadzonego - by tak rzec - nie wprost znamy już całkiem nieźle i nie powinien być on dla nas żadnym zaskoczeniem. Pierwszy raz doświadczyliśmy go na pełną skalę w roku 2021, gdy granicę polsko-białoruską zaczęły forsować tłumy migrantów z Azji i Bliskiego Wschodu.
Wtedy też ani Rosja ani Białoruś nie wypowiedziały nam (i NATO) otwartego konfliktu. Oficjalnie Mińsk ani Moskwa głosiły jedynie, że nie chcą stawać tym tysiącom młodych Afgańczyków, Syryjczyków i innych na drodze do znalezienia swojego miejsca na ziemi. W istocie ludzie ci służyli jednak w realizacji bardzo wyraźnego celu jakim była destabilizacja wschodniej flanki NATO. Jednocześnie na poziomach strategicznym, politycznym i humanitarnym.
Polskie władze stanęły wtedy wobec nieznanego wcześniej na tę skalę wyzwania. Trzeba przyznać, że hamletyzowania nie było. Od początku rząd Morawieckiego stał na stanowisku, że traktuje to właśnie jako "atak hybrydowy". Natychmiast przystąpiono też do budowy infrastruktury fizycznych umocnień na naszej wschodniej granicy, których tam wcześniej nie było. Warto przypomnieć, że polityczna cena, którą rząd PiS za to zapłacił była olbrzymia.
Przez wiele miesięcy mieliśmy na naszej wschodniej granicy festiwal moralnego wzmożenia nakręcany przez ówczesną opozycję polityczną oraz sprzyjające jej media. Walczący o powrót do władzy liberałowie nie zmarnowali ani jednego dnia, by nie wykorzystać decyzji Morawieckiego o obronie granicy jako dowodu na autorytarne ciągoty ówczesnego rządu.
Jeszcze w roku 2023 film grający bez osłonek na tej samej emocji film Agnieszki Holland "Zielona Granica" święcił triumfy na europejskich festiwalach, utwierdzając wszystkie klisze i stereotypy jakie na temat rządów PiS miał zachodni establiszment.
Z dzisiejszej perspektywy widać jednak, że rację miał wtedy rząd PiS. Co swoimi czynami (a często i słowami) potwierdzają dziś wszyscy czołowi politycy obecnego układu rządowego. Ani premier Tusk ani minister obrony Kosinak-Kamysz po roku 2023 polskiej polityki wobec granicy z Białorusią nie odwrócili. Przeciwnie nawet. Oni dziś twierdzą, że są zwolennikami tejże granicy dalszego uszczelniania.
Najważniejszy test dla rządu
To jednak nie z tego przedmiotu będzie rozliczany "uśmiechnięty rząd" w najważniejszym teście ich kadencji. W kwestii granicy przyszli na gotowe i ich zadaniem jest tylko, by tego - pardon my French - nie spieprzyć. Ich najważniejszych egzamin w dziedzinie obronności właśnie się rozpoczął. To nocny atak dronów. To jest właśnie ich wyzwanie. To na nie muszą odpowiedzieć. I oby umieli to zrobić tak sprawnie i konsekwentnie jak zrobili premier Morawiecki i minister Błaszczak cztery lata temu.
Zaskoczenie i brak precedensów nie mogą zbyt długo robić za wygodne wytłumaczenie. Rozwój technologii dronowych w prowadzeniu działań wojennych to nie jest żadna nowinka ostatnich miesięcy wojny rosyjsko-ukraińskiej. Ta wojna tak właśnie się toczy właściwie od samego początku. Było dużo czasu by przygotować się na scenariusz, w którym bezzałogowce zaczną penetrować wschodnią flankę NATO. Tak teoretycznie jak i praktycznie.
Wielkim wyzwaniem jest też stałe tłumaczenie obywatelom tego, co się dzieje. Bez histerii, ale i bez lekkomyślności czy fanfaronady. Od początku wojny na wschodzie słyszymy, że trwa wielki proces przekierowania środków finansowych i uwagi politycznej na modernizację polskiej armii. Obywatele mają więc pełne prawo oczekiwać, że w kraju NATO nie będą musieli bać się kłaść wieczorem do łóżka w obawie, że w nocy przerwie im sen dron, którego nasze systemy obronne nie widziały. Rząd, który takiego poczucia bezpieczeństwa Polakom nie da, odejdzie szybko i w niesławie.
Na razie wygląda na to, że przynajmniej pod jednym względem obecna władza będzie miała łatwiej niż PiS w czasach niepokoju na granicy z Białorusią. Trudno sobie dziś wyobrazić, by nagle największe siły polskiej opozycji w otwarty sposób podważały próby zabezpieczenia polskiego nieba przed kolejnymi atakami dronów. Żadna prawicowa Agnieszka Holland nie nakręci więc filmu "Otwarte przestworza", gdzie w oskarżycielskim tonie potępi politykę obronną rządu Tuska jako dowód na jego faszyzm i autorytaryzm. Tego możemy być pewni.
Ale tak czy inaczej egzamin dojrzałości uśmiechniętych rozpoczęty...
Rafał Woś













