Donald Tusk stworzył system, w którym nie można mieć do rządu żadnych pretensji. Nigdy i o nic. Bo odpowiedzialni są zawsze gdzieś daleko. To PiS, Trump, Nawrocki, Morawiecki, lekarze, samorząd, kibice, cykliści… Śmiało dopisujcie kolejnych. Byle nie rząd. A już na pewno nie Donalda Tuska. Bo przecież on jest tylko szefem władzy wykonawczej.
Winny zawsze się znajdzie
Kto jest odpowiedzialny za wysokie ceny benzyny i diesla na polskich stacjach? Oczywiście Donald Trump, który zaatakował Iran. Oraz Karol Nawrocki, który nie pozwolił na obłożenie koncernów paliwowych specjalnym podatkiem. Gdyby nie to, tankowalibyśmy za 5,19. Albo i taniej.
Kto ponosi odpowiedzialność za straty platformy Zondacrypto w roku 2026? Rzecz jasna politycy PiS oraz Konfederacji, którzy utrzymywali kontakty z szefem Zondy Przemysławem Kralem. Niektórzy nawet przyjmowali od niego korzyści. Inni występowali na imprezach, gdzie był jednym z partnerów. W zasadzie więc tak jakby też przyjmowali. No chyba, że impreza z udziałem pieniędzy Zondy gromadziła polityków liberalnych. To wtedy nie ma mowy o żadnej korupcji.
Jakiś obsesjonat logiki mógłby oczywiście zastanawiać się jak politycy od trzech lat siedzący w głębokiej opozycji, mogą ponosić odpowiedzialność za to, że zła Zondacrypto dwa i pół roku działała sobie najlepsze w państwie Donalda Tuska. Ale uśmiechnięta Polska to nie jest kraj dla obsesjonatów logiki.
Idźmy dalej. Kto jest winien aferze w Szpitalu Południowym? Albo ogólnie temu, że w publicznej służbie zdrowia miliardy publicznych pieniędzy gdzieś znikają. Zdawało się, że tlący się od wielu miesięcy skandal z młodym i rzutkim działaczem KO Dawidem Kacprzykiem prowadzi nas do (przynajmniej częściowego) rozwiązania tej zagadki. I że jest nim schemat wysysania pieniędzy z systemu poprzez mieszankę przywilejów, znajomości i politycznego patronatu.
Ale nic z tych rzeczy. Winę ponosi tu nie żaden działacz KO. Tylko zwykła chciwość. Tak niestety częsta w lekarskim środowisku, nad czym ubolewamy i coś z tym na pewno kiedyś zrobimy. Ale ta chciwość nie ma oczywiście barw partyjnych. A kiedy zrobimy to nie wiadomo. "Natychmiast" miało być wyjaśnione już lipcu. Ale mamy dopiero wrzesień.
Fit for 55 i pakt migracyjny. Magia unijnych podpisów
Jeszcze mało? To powiedzcie, kto winien temu, że polski przemysł musi wygaszać produkcję i zwalniać ludzi. Tylko w samym meblarstwie minus 30 tysięcy etatów od górki w roku 2022. Albo, że od początku trwania tej koalicji bezrobocie, otwiera się w nowym oknie zwiększyło się o około 140 tys. osób? Czy możemy mówić, że jest to konsekwencja znacznych podwyżek cen energii dla biznesu oraz wdrażanej unijnej polityki klimatycznej poprzez zaostrzanie systemu handlu emisjami czyli ETS?
I czy wolno nam mieć pretensje, że obecny rząd nie wywalczył na polu unijnym żadnego konkretnego rozwiązania, które by te niszczące polską gospodarkę unijne nadregulacje jakoś polskim podmiotom osłaniał? A może można iść jeszcze dalej i pytać, czy premier Donald Tusk, otwiera się w nowym oknie nie piastował przypadkiem najważniejszych unijnych zaszczytów dokładnie w tym samym czasie, gdy przygotowywano w Brukseli większość tych rozwiązań, które nas dziś tam bardzo bolą (na przykład unijny Pakiet Fit For 55)?
No przecież to oczywiste, że piastował. Donald Tusk był dokładnie wtedy najpierw szefem Rady Europejskiej a potem przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej. A jednak przekonuje się nas, że… to nic nie znaczy. Bo winien unijnej polityce klimatycznej jest premier Mateusz Morawiecki. Czyli dokładnie jedyny z ówczesnych szefów rządów państw UE, który plany takie jak Fit For 55 otwarcie kontestował. Za co był z resztą przez ówczesną opozycję w Polsce przedstawiany jako podpalacz planety i rozbijacz unijnej jedności.
I to ten Morawiecki, który postępy klimatyzmu najdłużej opóźniał (niestety w końcu i jego złamali), jest winien klimatyzmowi. Może nawet on te klimatyczne polityki razem ze swoją przyjaciółką Ursulą von der Leyen pisał. W śmiertelnie ze sobą skłóconych europejskich rodzinach partyjnych (ona w EPL on w ERK) byli tylko dla mylenia tropów, spryciarze. A Donald Tusk, który zasiadał w najwyższych władzach euroestabliszmentu niczemu winien nie jest. Proste?
Może jeszcze pakt migracyjny. Tu też winny Morawiecki. Nieważne, że to Donald Tusk nie zablokował tego na swoim pierwszym szczycie UE po objęciu urzędu premiera w 2023 roku. Przekonują nas, że to nic nie znaczyło. Czyli jak Morawiecki na Radzie Europejskiej nie użył weta wobec polityk klimatycznych, to był dowód jego winy. Ale gdy weta nie użył Tusk wobec paktu migracyjnego, to wcale jego winy nie dowodzi, prawda.
Czy są w tym sens, logika, konsekwencja i takie tam? A może mamy się tym po prostu nie interesować, bo kociej mordy dostaniemy i po co nam to? A tak w ogóle to powinniśmy raczej docenić, jak dzielnie Tusk walczy by nas z tego paktu zwolnić. Bo jego minister zgłosił przecież na Radzie Unii Europejskiej wiosną 2024 sprzeciw wobec Paktu.
Sęk w tym - i teraz odstawiam śmieszkowanie i piszę już zupełnie poważnie - że Rada UE to jest miejsce, gdzie sprzeciw jednego kraju nie blokuje całego procesu. Tak można blokować na Radzie Europejskiej. Czyli tam, gdzie Tusk w grudniu 2023 paktu migracyjnego właśnie nie zablokował. Mimo tego Tusk winien nie jest. Bo jakże mógłby być winien skoro on nigdy niczemu winien nie był, nie jest i nie będzie?
Sztuka odwracania kota ogonem
I tak jest proszę państwa ze wszystkim. Zawsze było. Pamiętacie jeden z pierwszych hasztagów polskiej polityki czyli #WinaTuska. Podobnie jak hasło "Polska w ruinie" nie puścili go w obieg żadni PiS-owcy. Te hasła zostały stworzone przez tuskowych spin doktorów. Właśnie na zasadzie klasycznego mechanizmu manipulacji polegającego na tym, że się bierze argument swojego przeciwnika. Potem się go celowo przerysowuje, tworząc pokraczną karykaturę. A potem pokazuje jako dowód na idiotyzm adwersarza.
Opisywał to już 200 lat temu gdański filozof Artur Schopenhauer w "Erystyce". W tym zaś wypadku #WinaTuska miała skutecznie uniemożliwić przypisanie obozowi liberalnemu jakiejkolwiek winy za cokolwiek. Wielu łyknęło tę manipulację jak młody pelikan.
Zaś Donald Tusk zaprojektował świat, w którym on i jego rząd nie ponoszą absolutnie za nic żadnej odpowiedzialności. Ich imprint ma tylko to, co oni sami aktualnie uważają za słuszne. Taki na przykład SAFE. Choć to się też może zmienić. Przypomnijmy, że pod unijną pożyczką zaciągniętą pomimo weta prezydenta Nawrockiego (co może stać się w przyszłości powodem pociągnięcia do odpowiedzialności dzisiejszych władców) nie znajdziecie podpisu premiera Tuska.
W świecie Tuska zawsze odpowiedzialny jest ktoś inny. Prezydent USA mąci w sprawach zagranicznych. Bywa, że czasem "nasi przyjaciele" z UE. Różnica tylko taka, że Trump robi to, bo jest zły. A Bruksela, bo nie zawsze rozumie.
W sprawach wewnętrznych teraz winny jest "wetoman" Nawrocki. Ale są też przeróżne pułapki zamontowane w systemie przez PiS-owców. Głęboko zakonspirowani prokuratorzy od Ziobry, którzy sypią Żurkowi piach w tryby. Nielegalnie wprowadzeni sędziowie, którzy czasem wydają nie takie jak trzeba wyroki albo decyzje. Są też ustawy, które przynoszą koszty-bomby z opóźnionym zapłonem. I to dlatego minister Domański nie może zrównoważyć budżetu, choć się bardzo biedak stara.
Taki świat skonstruował Donald Tusk. Puścił go w ruch a na jego straży postawił politycznych harcowników od formułowania przekazu dnia i jego moderowania. Czyni się to za pomocą zaprzyjaźnionych mediów prywatnych oraz przejętych (i niezlikwidowanych) publicznych. Ci, którzy ten stan rzeczy kontestują są głodzeni.
Jak dziś Trybunał Konstytucyjny czy konserwatywne media, od których odstrasza się reklamodawców. A wcześniej partia PiS, której aresztowano pieniądze na funkcjonowanie. Pozostałym można zaś pogrozić palcem. Sam przykład tych, co na pierwszej linii sporu z uśmiechniętym Tuskiem powinien działać dyscyplinująco.
Bańka premiera
I myślicie sobie może, że jest to szklana kula, w której premier zamknął tylko mitycznych Silnych Razem? Mylicie się. Jest to banieczka, w której znajduje się znacznie większa część polskiej opinii publicznej. W tym nawet ci, którzy uważają samych siebie za zdystansowanych albo nie stojących po żadnej ze stron. Ci ostatni powtarzają potem zdania zaklęcia w stylu "no może ten Giertych to obrzydliwa postać, ale przecież Ziobro..". Albo "no jadą po bandzie, ale prawica to w sumie była jeszcze gorsza".
I tak to się ma kręcić do wyborów. Taki jest plan Tuska. Bo Tusk wie, że nie musi i nigdy nie będzie kochany. Starczy mu jak ludzie machną ręką na jego cele oraz metody. A machną wtedy, jak uwierzą, że taki rząd to nie ponosi żadnej odpowiedzialności za nic.
Rafał Woś

















