Ukraina wygrywa wojnę o niepodległość
Ukraina prowadzi swoją drugą wojnę o niepodległość. Pierwszą przegrała w 1920. Dokonał się jej podział między Rosję Radziecką i Rzeczpospolitą Polską. Drugą wojnę o niepodległość, która trwa już dłużej niż I wojna światowa, Ukraina wygrywa.

Ukraina walczy o niepodległość, ale o co walczy Rosja?
Rosja wojnę z Ukrainą prowadzi z resentymentu. Na cały europejski i globalny porządek po upadku Związku Radzieckiego, w którym Rosja uważa, że nie miała nic do gadania. Niepodległość i niezależność Ukrainy, wyrażoną w Majdanie, który wymusił ucieczkę Wiktora Janukowycza, który ręce unurzał we krwi protestujących, Putin odebrał jako bezpośredni atak Zachodu na Rosję. To, że wyboru dokonali sami Ukraińcy, przy dość biernej postawie Europejczyków, którzy starali się raczej tonować nastroje, Putinowi nie mieściło się w głowie. W postsowieckim systemie politycznym Rosji rządzili technologowie władzy a nie demos.
Inwazja, która poprzez błyskawiczne zwycięstwo miała uczynić Ukrainę faktycznym rosyjskim dominium, niepodległym tylko na papierze, stała się mimowolnie wojną, od której zależeć będzie również przyszłość wewnętrznego rosyjskiego porządku. Władimir Putin stał się zakładnikiem własnej zwycięskiej narracji. Prowadząc wojnę "z NATO", nie może tak po prostu skapitulować, szczególnie, że coraz mocniej atakują go głosy z nacjonalistycznej strony.
Rosjanie mają mocno ograniczony dostęp do kolejnych usług internetowych, nie mówiąc już o swobodzie podróżowania i zagranicznych produktach. Ograniczenie w dostępie do internetu oraz rosnące koszty życia dotykają wszystkich, a nie przede wszystkim wielkomiejskich elit. Nieformalny kontrakt zawarty ze społeczeństwem przez putinowską Rosję: "wy się nie wtrącacie, my pozwalamy wam w miarę normalnie żyć", już nie obowiązuje.
Ukraina sprawnie niszczy kolejne cele w głębi Rosji. Moskwie trudno jest udawać, że "specjalna wojenna operacja" odbywa się wyłącznie rękami najemników gdzieś na rubieżach imperium, kiedy drony latają nad Moskwą i Petersburgiem. Wojna w coraz większym stopniu staje się doświadczeniem powszechnym. Propaganda musi znajdować co i rusz kolejne wytłumaczenia dla impotencji wojsk Federacji Rosyjskiej, co oznacza, że przekaz w coraz większym stopniu oderwany jest od rzeczywistości. O wojnie coraz trudniej jest w Rosji nie pamiętać.
Rosnące straty żołnierzy nie są na czas kompensowane dobrowolnymi kontraktami. Putin nie chce powszechnego poboru. Gwałtowne pogorszenie nastrojów i masowa emigracja najlepiej wykształconych Rosjan sprawiły, że władza nie zdecydowała się go powtórzyć. Tymczasem trzeba albo uzupełnić straty, albo też liczyć się z kolejnymi taktycznymi porażkami na froncie. Gospodarka nie jest wprawdzie wciąż na kolanach, ale mimo niskiego poziomu zadłużenia i wysokich cen ropy rosyjskie PKB się kurczy, a nie można liczyć na międzynarodowe finansowanie w sytuacji gdy sankcje wciąż obowiązują.
Czas nie jest sprzymierzeńcem
Te wszystkie negatywne elementy kumulują się w strategicznym pacie, z którego nie widać dla Rosji dobrego wyjścia.
Do niedawna czas sprzyjał Moskwie. To Ukraińcy wołali o zawieszenie broni, a Donald Trump podejmował prezydenta Rosji w Anchorage. Dziś Amerykanie mają inne problemy, a Zelenski pisze prowokacyjne listy do Putina, wiedząc, że wraz z kolejnymi płonącymi rafinerami w głębi Rosji to on nareszcie przejął inicjatywę. Wcześniej status quo wydawało się nie do utrzymania przez Ukraińców, więc Rosja mogła eskalować żądania. Dziś nie widać nikogo, kto byłby zainteresowany tym, czego Moskwa się domaga, a utrzymanie status quo staje się dla Rosji coraz bardziej kosztowne.
Kreml musi albo deeskalować, co oznacza zawieszenie broni i de facto przyjęcie warunków ukraińskich i europejskich albo eskalować, co wiąże się z dużym ryzykiem. Czy to wewnętrznym, czy międzynarodowym.
I tak wojna, którą Rosja zaczęła z resentymentu, którego uosobieniem jest Władimir Władimirowicz Putin, obecnie toczy się o jej mocarstwowy status. Zbigniew Brzeziński a wcześniej Jerzy Giedroyć popularyzowali ideę, że Rosja bez Ukrainy nie może być mocarstwem. Nie może być w swoim wyobrażeniu. Rosja nie posiada w swoim imaginarium wizji siebie jako kraju, który nie dokonuje ekspansji swojego wewnętrznego autorytarnego porządku na innych. To, co Rosję dotychczas powstrzymywało, to strach przed potęgą USA, dziś jest to walcząca Ukraina z finansowym i materiałowym wsparciem Europy.
Wojnę na wyczerpanie zwykle wygrywa koalicja dysponującą większymi zasobami i determinacją. Zasoby są po stronie sprzymierzonych (Ukraina i NATO), determinacja również (Ukraina). Najsłabszym ogniwem są zachodnie społeczeństwa i szczególnie klasa polityczna. Dlatego należy spodziewać się, że Putin, jeśli potrafi myśleć strategicznie, spróbuje je zastraszyć.
Jak mówią Anglicy: it will get worse before it gets better.
Leszek Jażdżewski










