Trump wie, że Putin oszuka Zełenskiego. Pilnuje, by nie oszukał za bardzo
Ta wojna nie skończy się i nie mogła się skończyć klęską Rosji, Norymbergą dla Putina ani masowym pokajaniem skruszonych Rosjan i odbudową Ukrainy za ich pieniądze. Historia nie jest przypowieścią moralną ani serialem z Netflixa.

Wołodymyrowi Zełenskiemu udaje się na razie to, co niestety nie było dane wielu środkowoeuropejskim politykom w XX wieku, w tym premierowi Mikołajczykowi pod koniec wojny. Decyzje nie zapadają ponad jego głową, lecz w rozmowie z nim. W tle palm i złotych poręczy Mar-a-Lago, prywatnego klubu Donalda Trumpa na Florydzie, ukraiński przywódca prezentuje swoją podmiotowość, ale bierze też współodpowiedzialność.
Bez względu na inicjatywy przywódców krajów Unii Europejskiej ostateczna rozgrywka toczy się realnie bez nich, a ich wpływ jest znikomy. Liczy się trzech ludzi: Trump, Putin i Zełenski. Każdy musi przedstawić u siebie sukces.
Każdy będzie miał z tym jednak problem i to jest największa wątpliwość związana z tym kompromisem, jak z każdym innym, w którym jeden z graczy przypomina skorpiona ze znanej przypowieści. W końcu musi ukąsić wiozącą go żabę, bo taka jest jego natura, silniejsza niż układy, a czasem nawet niż interesy.
To nie bajka z happy endem
Sedno propozycji wygląda następująco: Ukraina zgadza się oddać część terytorium na wschodzie, sporny fragment Donbasu ma stać się zdemilitaryzowaną strefą wolnego handlu, a Kijów otrzymuje od USA koncepcję "NATO light". Gwarancje bezpieczeństwa zbliżone do artykułu 5, ale bez formalnego członkostwa w Pakcie. Te propozycje miały być też poruszane podczas niedawnych rozmów Trumpa z Putinem i spotkań z rosyjskim negocjatorem Kiriłłem Dmitrijewem.
Całość wygląda rozsądnie, choć - jak każdy kompromis - może oburzać. Ta wojna nie skończy się i nie mogła się skończyć klęską Rosji, Norymbergą dla Putina ani masowym pokajaniem skruszonych Rosjan i odbudową Ukrainy za ich pieniądze. Historia nie jest przypowieścią moralną ani serialem z Netflixa, lecz rachunkiem sił, potencjałów i okoliczności. Na tym tle plan porozumienia wygląda dobrze. Ostrożność nakazuje jednak doświadczenie.
Doświadczenie Rosji z czasów długiego panowania Putina jest jednoznaczne. Moskwa łamała kolejne ustalenia pokojowe, zwłaszcza porozumienia mińskie sprzed dekady. Złamała też gwarantowaną przez mocarstwa nienaruszalność granic Ukrainy, którą kraj ten uzyskał, naiwnie pozbywając się broni jądrowej w latach 90. (porozumienie z Budapesztu). Łamała porozumienia kończące wojnę gruzińską z 2008 roku i wiele innych.
Czy skorpion tym razem uszanuje strefę zdemilitaryzowaną, obserwatorów międzynarodowych i gwarancje?
"The Wall Street Journal" zwracał niedawno uwagę na zagrożenie wynikające z jednej z klauzul. Gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy mają być nieważne, jeśli Kijów bez prowokacji zaatakuje terytorium Rosji. Kto zna rosyjskie zamiłowanie do operacji pod fałszywą flagą, rozumie, jak szeroko otwarte są tu drzwi. Wystarczy jedna niewyjaśniona eksplozja po rosyjskiej stronie i zaczyna się dyskusja, czy to Ukraina, czy nie, i czy gwarancje nadal obowiązują.
Wszystko zależy więc od tego, czy Rosja w ogóle zacznie porozumienie respektować, czy nie skończy się na gadaniu i kolejnych turach negocjacji, ale też czy podpisany papier nie okaże się dla niej nic niewartym świstkiem. To zależy od drugiego czynnika - czy USA będą swoje gwarancje wobec Ukrainy realizować z żelazną konsekwencją. Choć jakiś stopień naruszeń ze strony rosyjskiej jest właściwie pewien.
Zełenski też gra
Dla Polski to porozumienie jest ostrzeżeniem na przyszłość i poważnym memento. Zasadą polityki zagranicznej nie są dawne gwarancje ani "mocarstwa moralne", lecz rachunek sił. Tak było zawsze.
Dziś Ukraińcy słyszą: "trzeba było być silniejszym, trudno, oddajcie część ziemi i będzie spokój". Nie ma żadnej gwarancji, że podobne "realistyczne" rozwiązania nie zostaną kiedyś zaproponowane gdzie indziej.

Jacek Dukaj w opowieści "Inne pieśni" pisał, że silnych w relacjach ze słabszymi nie obowiązują zasady honorowe, a jedynie możliwości, jakie daje forma tych słabszych i zdolność jej kształtowania. Ta reguła z alternatywnego świata opisuje w istocie świat rzeczywisty. Nie tylko Rosja przyjęła ją wobec Ukrainy, ale także USA i moralizujący Zachód. W tym europejskie instytucje finansowe, które nieraz wykorzystują złą sytuację gospodarczą Kijowa, wojnę i skorumpowanie oligarchów, co zresztą potem jest wyolbrzymiane przez rosyjską dezinformację.
Rozmowy o przyszłości Ukrainy to dziś koncert mocarstw: agresywnej Rosji, potężnej Ameryki i odsuwanych na bok Niemiec i Francji (samo "NATO light" wymyśliła ponoć włoska premier Meloni). Ale Zełenski z uporem doprowadził do tego, by koncert ten nie odbywał się bez udziału Ukraińców. Być może po raz pierwszy w ich historii. To istotny sukces, który rokuje na przyszłość, zawsze niepewną, a w tym przypadku szczególnie niepewną.
Wiktor Świetlik













