Trump uderza w Niemcy, rykoszet trafia w Polskę
Prezydent Donald Trump, bez konkretnego planu B, kontynuuje swoją agresywną politykę wobec Iranu, ale konsekwencje tej decyzji dotykają nie tylko Bliski Wschód. Zwiększenie ceł na samochody z UE i wycofanie amerykańskich żołnierzy z Niemiec to tylko początek. Rykoszet w postaci osłabienia odstraszania przed Rosją uderza także w Polskę.

Najgłupsza wojna USA trwa. Prezydent Donald Trump ściga się z Iranem militarnie i komunikacyjnie. Bije po oczach brak planu B - na wypadek, gdyby jednak fanatyczny Teheran nie uległ przemocy tak, jak Wenezuela.
Cieśnina Ormuz zatem nadal pozostaje zablokowana. Sojusznicy Ameryki z Bliskiego Wschodu zgrzytają zębami. Z wyjątkiem Izraela, nikt dokładnie nie wie, dlaczego akurat teraz i w tak nieprofesjonalny sposób wywołano wojnę.
Wojna z Iranem, wojna z Europą
My swoje wiemy, bo w Polsce swego czasu także walczono z imposybilizmem (czytaj: z twardą rzeczywistością). Ostatecznie u nas rozbito sobie parę razy głowę, aż przyszło pewne opanowanie.
Tyle że w przypadku Ameryki wolumen i stawka wyprawiania głupot jest inna. Nawet gdyby się bardzo chciało, trudno zupełnie zlekceważyć geopolitycznego półanalfabetę z Białego Domu. Chociaż sytuacja w cieśninie Ormuz wydaje się, póki co, patowa, rykoszet trafia w nas.
Co najbardziej zdumiewające, być może w połączeniu z agresjami Kremla właśnie uruchamia dynamikę, która zupełnie zmieni układ sił w Europie - uwaga: na naszą niekorzyść.
Ale po kolei: od dłuższego czasu prezydent Donald Trump atakował europejskie kraje NATO za brak wsparcia dla wojny, którą sam wywołał. Raz głośniej, raz jeszcze głośniej, groził konsekwencjami. Mocno postawiła się Hiszpania, której premier publicznie oświadczył, że wojna z Iranem jest bezprawna.
Jednak premier Włoch, Giorgia Meloni, rzekomo zaprzyjaźniona z Trumpem, także powstrzymała się od zaangażowania w wojnę. O dziwo, najbardziej nerwy puściły… Niemcom.
Kanclerz Niemiec się doigrał
Od początku kanclerz Niemiec Friedrich Merz gryzł się w język. Tylko dyplomatycznie ostrzegał, że wojna na Bliskim Wschodzie może nadszarpnąć relacje transatlantyckie. Wizyty Merza w Waszyngtonie były jednak podlane słodkim syropem dyplomacji. Wszyscy uśmiechali się do wszystkich.
Tyle że Merz ostatnio chlapnął językiem - jak się wydawało zupełnie nieistotnie - gdzieś tam podczas kameralnego spotkania z uczniami w szkole zaczął krytykować, że Trump nie naprawia Ameryki.
Co więcej, zdanie o tym, że to Teheran "upokarza" Stany Zjednoczone, a nie odwrotnie, przeleciało przez Atlantyk. Wpadło do ucha Trumpa - i nie wypadło. Dziwne, że w dobie mediów społecznościowych ktoś jeszcze myśli, że spotkanie z uczniami jest mniej ważne od spotkań w Białym Domu. Najwyraźniej kanclerz Merz tak pomyślał.
I doigrał się. Z dnia na dzień, bez żadnych konsultacji, Waszyngton ogłosił plany wycofania 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy z Niemiec oraz zagroził podniesieniem ceł na samochody z UE z 15 do 25 procent. Wszystko jeszcze w tym roku. Co gorsza dla krajów sąsiadujących z Rosją, USA przy okazji anulowały plan rozmieszczenia w Europie pocisków dalekiego zasięgu. To rozmontowywanie pomysłów na bezpieczeństwo transatlantyckie z ery Joe Bidena.
Ukarać Berlin
Oczywiste jest, że Trump chce zaszkodzić niemieckiej gospodarce. Wyższe cła zapewne przełożą się na wzrost gospodarczy naszego sąsiada. Tym samym uderzyć mogą w polską gospodarkę i osoby zatrudnione w motoryzacji.
Prezydent USA wydaje się po prostu nie lubić Berlina - i korzysta z nadarzającego się pretekstu. Zanim jednak ktoś się w Polsce ucieszy, niech zwróci uwagę, że rozmieszczenie pocisków dalekiego zasięgu uważano za kluczowe narzędzie dla odstraszania od agresji wobec krajów NATO wobec Rosji.
Tak oto mówienie prawdy Trumpowi uderzyło rykoszetem w wiele państw. Od stycznia 2025 wszystkie kraje europejskie kombinują, jak szybko i skutecznie podstawić na nogi własne zdolności obronne.
Tyle że i tu rzeczywistość daje znać o sobie: nawet gdy ktoś ma pieniądze, nie może z dnia na dzień nadrobić dekad opóźnienia oraz zaniechań technologicznych. Eksperci mówią, że Niemcom potrzeba całych lat. W tej chwili nie wiadomo, czy Trump w ogóle pojedzie na najbliższy szczyt NATO.
Choć Donald Trump w ogóle nie zwraca uwagi na szersze konsekwencje swoich działań w Europie, musimy pamiętać, że każdy jego krok w kierunku destabilizacji NATO to krok w stronę osłabienia naszego bezpieczeństwa.
Agresja wobec Ukrainy trwa. Codziennie giną ludzie. Mamy pod nosem głowice jądrowe w Kaliningradzie oraz na Białorusi. A system odstraszania Rosji od krajów NATO na naszych oczach jest osłabiany.
To niebywałe, ale nie można już mieć pewności, że w przypadku ataku rakietowego na Warszawę USA w ogóle by coś zrobiły. Oczywiście, my nie mamy własnych odpowiedników amerykańskich pocisków dalekiego zasięgu, trudno napinać muskuły. Naprawdę prezydentura Trumpa to czas, w który pan Putin, póki co, otwiera kolejne szampany.
Jarosław Kuisz















