Śmierć Łukasza Litewki. Dlaczego tak żałują go nawet wrogowie?
Reakcje na śmierć posła Łukasza Litewki, tragiczną i pechową zarazem, pokazały szerzej, że w polskiej polityce często ludzie drugiego planu okazują się bardziej wartościowi niż główni gwiazdorzy.

Wyrazy żalu po śmierci Łukasza Litewki wyrazili zgodnie m.in. Krzysztof Bosak, Przemysław Czarnek, Jarosław Kaczyński, Sławomir Mentzen, Mateusz Morawiecki i inni liderzy prawicy. Jak się jednak okazuje, oprócz symbolicznego "pomimo różniących nas poglądów", odnosili się z aprobatą i uznaniem do społecznej działalności posła. Kondolencje to działanie rytualne, ale czy tylko tak było w tym przypadku?
Niżej podpisany kilka godzin po tym, jak informacja o tragicznej śmierci posła obiegła Polskę, spotkał na promocji książkowej kilku polityków związanych z szeroko rozumianymi środowiskami prawicy, głównie Konfederacji. W prywatnej rozmowie także wyrażali żal, że tak wartościowego człowieka "zabrano od nas za wcześnie". Nie widzę przyczyn, by w autentyczność tych deklaracji nie wierzyć.
Łukasz Litewka mógłby być wszędzie?
Przypomnijmy też, że to Łukasz Litewka wraz z Dorotą Rabczewską i Krzysztofem Stanowskim prowadził rozmowy z prezydentem Nawrockim na temat zapobiegania znęcaniu się nad zwierzętami. Jak wiadomo, zbliżone do nich poglądy ma Jarosław Kaczyński, a także jego najbliższe otoczenie. Ale postrzeganie nawet dużej części prorolniczych posłów jako "przeciwników zwierząt" jest często niesprawiedliwym uproszczeniem.
Tym bardziej inne aktywności posła Litewki nie mogą być tematem sporu. Pomoc biednym, chorym i dzieciom raczej nie budzi sprzeciwu, nawet chyba ukrytych i jawnych zwolenników prywatyzacji służby zdrowia. Formalnie działania posła Litewki były akceptowalne przez wszystkich.
Ale i nie dość tego. Poseł Litewka, co nie zawsze było na Lewicy dobrze widziane, deklarował się, podobnie jak wicepremier Krzysztof Gawkowski, jako człowiek głęboko wierzący. Zarazem był krytykiem instytucji kościelnych, ale czy i z prawej strony krytyków nie brakuje?
A przecież ostatecznie Łukasz Litewka był politykiem Nowej Lewicy, a więc patrząc na rozkład polskiego parlamentu, partii bliskiej bieguna sejmowego. Zatem powinien budzić kontrowersje, sieć powinna być wypełniona ostrymi konfliktami posła z prawicowymi czy nawet liberalnymi oponentami. Niczego takiego nie ma. W końcu nie dziwi nawet, że teoretycznie najbardziej lewicowa formacja, czyli opozycyjna dziś partia Razem, tak często dogaduje się z prawicą.
Iluzja polaryzacji
Czy więc to wszystko oznacza, że nasza walka polityczna jest fikcją? Nie toczy się o nic? Absolutnie nie. Są obszary, gdzie nawet rozłożenie akcentów jest kluczowe, nie mówiąc o konkretnych kierunkach. Na przykład stopień integracji Polski w ramach UE, przyjęcie waluty europejskiej czy stosunek do imigracji.
Ale nawet gdy spojrzymy na te sprawy w obszarze faktów dokonanych, zauważymy, że PiS za swoich rządów nie był aż tak antyunijny, jak w dzisiejszych wojowniczych deklaracjach. Z kolei Donald Tusk gwieździste flagi pół roku przed wyborami kazał powymieniać na biało-czerwone i często zdarza mu się używać języka prymatu racji stanu przed unijnymi priorytetami. Na ile te deklaracje są prawdziwe, jest kwestią sporną, ale pokazuje to, że polaryzacja, jej skala, bywa mocno pozorna.
W polityce zagranicznej słabnie dziś frakcja ślepego euroentuzjazmu w rodzaju dawnej europosłanki Róży Thun, ale i radykalny postulat konsekwentnego, rzeczywistego polexitu zamknięty został w obrębie grupy Grzegorza Brauna. Dwie główne siły polityczne nie mają wątpliwości, że polski system sojuszniczy musi być oparty i o Zachód Europy, i o USA. Pozostaje pytanie, ile którego.
Podobnie jest ze zbrojeniami, dwa konkurujące programy deklaratywnie sprowadzają się do tego samego, różnych form skredytowania ogromnych zakupów zbrojeniowych. Charakterystyczny jest los programu firmowanego przez prezydenta i NBP, który był dla rządzących zły, ale po "tuningu" ze strony PSL, przede wszystkim zmianie podpisu autorskiego z Karola Nawrockiego i Adama Glapińskiego na Władysława Kosiniaka-Kamysza, staje się dobry.
Dochodzą ważne dla lewicy i części prawicy spory obyczajowe, etyczne i moralne. Ale tu znowu, awantura o związki partnerskie kończy się zmianą drażniącej nazwy na eufemistyczny "status osoby najbliższej", którego zarys tworzony jest w pałacu prezydenckim przy udziale polityków PSL i który ma zadowolić większość KO, PiS, PSL i wszystkie pozostałości po formacji Szymona Hołowni. Aborcja to temat rytualny, a po doświadczeniu PiS z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku w sprawie aborcji eugenicznej wszyscy wiedzą, że nie należy się tego tak naprawdę dotykać. Relacje z Kościołem zależą nieraz od poglądów konkretnych biskupów.
Wojna o logistykę
Spór polityczny w Polsce dotyczy także konkretnych spraw, rozwiązań, co bardzo ważne, jakości rządów.
Jeśli poziomy luki VAT-owskiej albo deficytu różnią się kilkukrotnie, jeśli uczniom oferuje się różne lektury i różne treści w podręcznikach szkolnych, to znaczy, że mamy do czynienia z autentycznymi różnicami i wyborem. Ale propaganda obu stron pokazuje ideologiczne podłoże tego konfliktu jako dużo szersze, niż jest rzeczywiście.
Mamy w gruncie rzeczy przede wszystkim do czynienia z konfliktem o charakterze dystrybucyjnym, a nie strategicznym. Kluczowe jest to, kto będzie rządził, jakie grupy władza dopieści, kto będzie cieszył się szacunkiem, a kto będzie pogardzany. O pieniądze, władzę i prestiż. Aby ukryć fakt, że głównie o to chodzi, tym bardziej buduje się iluzję fundamentalnych sporów ideowych w każdej z dziedzin. I spektakl trwa w najlepsze, aż do czasu, kiedy nie "zakłóci" go jakiś poseł Litewka, albo niestety jego śmierć, która wszystkich poruszy.
Wiktor Świetlik
















