Ślubowanie "wykrzyczeć", TK "zamknąć na klucz". Spór narasta, traci Polska
Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak najpierw był sceptyczny, ale później stwierdził, że Karol Nawrocki powinien przyjąć ślubowanie od wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Być może w ten sposób jeden z liderów Konfederacji podpowiada prezydentowi, że ten mógłby zachować się jak prawdziwy konserwatysta, który - wedle tradycyjnej definicji - na pierwszym miejscu stawia szacunek dla instytucji i państwa prawa.

Karol Nawrocki i otaczające go grono politycznych doradców, związanych z PiS, nie podjęli jeszcze decyzji, czy pozwolą na to, by nowo wybrani przez Sejm sędziowie Trybunału Konstytucyjnego złożyli ślubowanie - jak mówi ustawa - "wobec prezydenta".
Na razie słyszymy, że głowa państwa ma świadomość wyboru sędziów, ale wątpliwości budzi tryb, w jakim tego dokonano. Gdyby Nawrocki finalnie przyjął ślubowanie, okazja do kolejnej politycznej burdy w państwie frontowym w "czasach przedwojennych" zostałaby zduszona w zarodku.
Spór o TK. Prawda leży tam, gdzie leży
Gdyby jednak ośrodek prezydencki - posługując się rozmaitymi argumentami "swoich" konstytucjonalistów - postanowił również ten temat wykorzystać do rozgrywki z Donaldem Tuskiem, byłby to niezbity dowód, że część prawicy, stojącej dziś w blokach startowych do władzy, chce dojść do tego celu, poświęcając demokratyczne instytucje i przekreślając resztki szans na ich naprawę.
Pisząc, że opozycja ma "swoich" konstytucjonalistów, chcę pokazać, że również władza ma "swoich". I choć prawda leży tam, gdzie leży, czyli w konstytucji i ustawach, opinie i interpretacje prawników różnią się często diametralnie, więc politycy mają w czym wybierać.
Nie jest to jednak efekt jakiegoś merytorycznego pęknięcia i autentycznych trudności w rozumieniu przez wiele lat niebudzących wątpliwości przepisów, lecz wynik wieloletniej relatywizacji prawa, pogardy dla reguł, osłabiania umowy społecznej, igrania z wartościami, nakręcania polaryzacji.
Wina za to rozwibrowanie spoczywa na polityce i na politykach obecnej opozycji, którzy po przejęciu władzy w 2015 roku rozpoczęli świadomy, metodyczny i cyniczny demontaż Trybunału Konstytucyjnego z intencją trwałego zabetonowania swojej władzy.
Trybunał Konstytucyjny. Słabe alibi dla jazdy bez trzymanki
Oczywiście można dziś bez końca przypominać, że wszystko tak naprawdę rozpoczęła Platforma Obywatelska, która u schyłku swojej władzy w październiku 2015 roku wybrała nadmiarową liczbę sędziów. Wtedy Beata Szydło mówiła o wydarzeniu bez precedensu po 1989 roku i łamaniu zasad demokratycznego państwa prawa.
Tyle że ten fortel PO szybko został rozmontowany przez sam Trybunał Konstytucyjny, który 3 grudnia tego samego roku orzekł, że wybór tylko trzech z pięciu sędziów był legalny, a prezydent ma obowiązek przyjąć od nich ślubowanie.
Tego wyroku nie wykonała ani nowa wówczas władza Prawa i Sprawiedliwości, ani prezydent Andrzej Duda, a niemądrą gierkę PO potraktowano jako alibi dla antykonstytucyjnej jazdy bez trzymanki.
Efekty tego niszczenia państwa odczuwamy do dziś, gdyż Polska w zasadzie pozbawiona jest sądu konstytucyjnego. Przez dekadę prawnicy zdążyli podzielić się w ocenach, kto jest prawdziwym sędzią, a kto dublerem, które wyroki trzeba publikować, a które można ignorować, a także w jaki sposób odbudować z gruzów fundamentalną instytucję z punktu widzenia ustroju demokratycznego w Polsce.
O ile jednak sprawa Trybunału ożywia jeszcze gremia prawno-polityczne, o tyle nie budzi dziś niemal żadnych emocji społecznych.
Wykrzyczeć ślubowanie?
Trybunał stał się jak pachnący naftaliną płaszcz w starej szafie, który musi tam wisieć, jednak nikt nie chce go już nosić, więc pozwala się, by bezkarnie jadły go mole. A jeszcze dekadę temu był w centrum uwagi, zaś w jego obronie rozpętywały się akcje protestacyjne, które organizowane były w imię zasad i wartości.
W tym sensie to, co dziś dzieje się wokół Trybunału, obrazuje skalę upadku cywilizowanego państwa prawa oraz totalną erozję wrażliwości społecznej na kwestie symboliczne. I choć nawet prawicy "nasi" i "ich" zgadzają się, że według konstytucji sędziów Trybunału wybiera Sejm, a zgodnie z ustawą składają oni ślubowanie "wobec prezydenta", to już różnice zdań dotyczą wagi samego ślubowania. Jedni twierdzą, że jest ono niezbędne, inni wprost przeciwnie. Żyjemy w postpolitycznych czasach rozpadu fundamentów stabilnego państwa.
Mówiąc gorzkim żartem, można by sobie wyobrazić, że sześcioro nowych sędziów staje na Krakowskim Przedmieściu i wykrzykuje w stronę Pałacu Prezydenckiego treść ślubowania. Niewątpliwie byłoby to zrobione "wobec" głowy państwa. Można też sobie bez trudu wyobrazić, że Bogdan Święczkowski zamyka Trybunał na klucz i ignoruje wybór Sejmu, bo ma własną definicję słowa "wobec".
Spór o TK. Podpowiedź Krzysztofa Bosaka
Wicemarszałek Sejmu i jeden z liderów Konfederacji Krzysztof Bosak był początkowo sceptyczny, ale zmienił zdanie w tej sprawie i powiedział w Polsat News w "Punkcie widzenia Szubartowicza", że prezydent powinien przyjąć ślubowanie od wybranych sędziów, bo to wynika z przepisów.
Być może w ten sposób podpowiedział prezydentowi, że ten mógłby zachować się jak prawdziwy prawicowy konserwatysta, który - wedle tradycyjnej definicji - zawsze na pierwszym miejscu stawia szacunek dla instytucji i państwa prawa.
Przemysław Szubartowicz
















