Seria hucznych wet prezydenta. Konsekwencje mogą być globalne
Pałac Prezydencki zawetował projekty ustaw. Miał do tego prawo. Dlaczego jednak nie pomyślano o konsekwencjach międzynarodowych? Weta prezydenta już rozchodzą się po świecie. Dokładnie jak wtedy, gdy PiS próbowało rozwiązywać spory o historię za pomocą kodeksu karnego.

Po wojnie "za komuny" mieliśmy nad Wisłą Plan Trzyletni oraz Pięcioletni. Karol Nawrocki realizuje swój Plan Dwuletni. Skromniejszy w ambicjach, ale wykonalny. Korzystając ze swoich skromnych prerogatyw, w ciągu najbliższych miesięcy ma za zadanie maksymalnie zdestabilizować koalicyjny rząd Donalda Tuska.
W wersji optymalnej: rozbić koalicję i doprowadzić do przedterminowych wyborów parlamentarnych. A przy okazji, o ile to możliwe, przyciągnąć do PiS wyborców grymaśnej Konfederacji. Gdy Jarosław Kaczyński namaszczał pana Nawrockiego na kandydata, nie mógł o tym nie pomyśleć. Niejedną konkurencyjną partię już skonsumował na zimno, o czym najlepiej wiedzą Jarosław Gowin czy Zbigniew Ziobro.
No, to zaczęło się. Z Pałacu Namiestnikowskiego poszła pierwsza seria wet. Z projektów ustaw wyłuskano jak rodzynki tematy, które wyborcom mają się "ogólnie kojarzyć". Poruszamy się w "bezpiecznym" trójkącie: szowinizm - populizm - alkoholizm. O co chodzi? Zaatakowanie mniejszości uchodźców z Ukrainy. O brak zgody na obniżenie niedorzecznej kary. Wreszcie o sprzeciw wobec podniesienia cen napojów wyskokowych. Dlaczego w 2025 Polak nie miałby się napić dużo i tanio?
Przy takich hasłach detale naprawdę nie mają znaczenia, seria wet ma ostatecznie wybrzmieć w uszach wyborców niczym huk z armaty. To porównanie jest akustycznie równie karkołomne, co wejście Karola Nawrockiego na drogę siania ziaren niezgody w kraju i za granicą.
Nie mam jednak wątpliwości, że w sondażach poparcia uda się prezydentowi zauważyć wymierne korzyści. Na krótką metę to się zapewne opłaci. Zgodnie z Planem Dwuletnim walka idzie nie o cały kraj, ale o konkretne grupy wyborców, którzy wcale nie znajdują się w centrum.
Kto mieczem wojuje
Słusznie przypomina się, że od udziału w licytacji nacjonalistycznej nie wzbraniali się politycy Platformy Obywatelskiej. Znów nie chodzi o szczegóły. Rzecz w tym, że od czasu, gdy Donald Tusk wykonał skręt w prawo, głos PiS stał się jednak mniej wyrazisty. Brakowało partii Kaczyńskiego tematu, który ewidentnie dzieliłby Polaków. Co jak co, ale temu staremu kawalerowi nigdy nie brakowało talentu ani wigoru do wywoływania waśni między rodakami, rozbijania polskich rodzin itd. Oczywiście pod bombastycznymi hasłami miłości do Ojczyzny. Wielu próbowało, ale od 1989 on jest najlepszy.
Dziel i rządź jest jednak możliwe wtedy, gdy na stole znajduje się temat budzący emocje. Kiedyś udało się podzielić Polskę na solidarną i liberalną. Później - na patriotów i zdrajców z Brukseli. Obecnie te tematy mocno zwietrzały.
Atak na uchodźców z Ukrainy jawi się jako kolejny Złoty czy raczej Tombakowy Graal niezgody. Można, a nawet trzeba jątrzyć - albowiem mało kto pamięta, że w 2022 roku, gdy wybuchła wojna, Polacy ruszyli masowo pomagać. Ruch był oddolny. W ogóle nie oglądano się na partie polityczne.
U władzy był wtedy PiS. Przez długi czas nie wiedziano, co zrobić, nie dało się wyborców po prostu odgórnie rozgrywać. Albowiem pisowcy i niepisowcy ruszyli pomagać kobietom z dziećmi w potrzebie. O zgrozo, było to zgodne z wartościami chrześcijańskimi, ale nie z interesem partyjnym.
Po upływie trzech i pół roku wojny emocje społeczne musiały się zmienić. I rzeczywiście Konfederacja zauważyła, że Polacy aktualnie dzielą się na tych, którzy chcą dalej pomagać i na tych, którzy mówią "dość". Nie jest podział na dwie połówki, ale to bez znaczenia. To realny podział polityczny.
Ludzie potrafią o ten temat gwałtownie spierać. Obecnie PiS chce "ukraść" ten temat Konfederacji tak, jak wcześniej liberalny PiS dokonał zwrotu i skutecznie "ukradł" politykę socjalną z agendy lewicy.
Widziałem "ochy i achy" nad wetami. Można odnieść wrażenie, że liderzy Konfederacji jeszcze się nie zorientowali, iż ktoś próbuje wyprowadzić elektorat z ich obozu.
Weta parafialne
W niedzielę na ulicach Warszawy świętowano Dzień Niepodległości Ukrainy. Od 2014 roku Kijów broni Rosji militarnego dostępu do Europy Wschodniej. Codziennie na linii frontu ktoś ginie, ktoś traci kończynę, inni dorobek całego życia. To się w ogóle nie zmieniło.
Z badań wynika, że Polska jest atakowana przez rosyjskie trolle w specyficzny sposób. Nikt nie zachęca nas do putinizmu. Kreml gra na rozbijanie solidarności pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Korzyści z tego będzie miał oczywiste.
Karol Nawrocki ma konstytucyjne prawo wetować, co chce. Ma też niepisane prawo się zastanowić nad konsekwencjami międzynarodowymi. Jako szef IPN wiele podróżował i wiele się nauczył, ale najwyraźniej nie nauczył się jeszcze wszystkiego. Nie ma już tylko polityki krajowej. Nie ma też polityki wolnej od rosyjskiej propagandy.
Jeśli chciał przyłożyć rządowi Tuska, proszę bardzo, ale powinien był przygotować analizę konsekwencji i "plan B", a nie ex post odkrywać, że prawie milion ludzi w Polsce zostanie zastraszonych niezrozumiałym dla nich wetem.
Albo inaczej: zrozumiałe będzie jedno - odgórna niechęć do tych, którzy uciekli przed trwającą wojną. Część osób wpadnie w panikę. Przez około miesiąc znajdują się w próżni prawnej. Będą pisać do rodzin... A teraz zdradzimy Panu Prezydentowi sekret: najbardziej uderzy to w tych, którzy chcą się asymilować, w tych, którzy chcą postępować w Polsce zgodnie z prawem. Tych, których to nie obchodziło, weta nie zastraszą i tak.
Za Wielką Wodą
Karol Nawrocki szykuje się do wyprawy za ocean. 3 września ma być w Białym Domu. Tymczasem od poniedziałku trwa awantura, czy przez weta ustaną dostawy internetu dla walczącej Ukrainy. Czy system Starlink będzie działać dalej? Rząd mówi, że nie. Pałac Prezydencki, że tak. Do Kijowa i do Waszyngtonu dotrze sygnał ogólny: jest "jakiś problem". Może Donald Trump pokłócił się z Elonem Muskiem, ale gdy chodzi o interesy amerykańskiego biznesu, zawsze staje po jego stronie.
Na wsparcie dyplomatyczne Kijowa - gdyby przyszło do kolejnych rozmów międzynarodowych - Karol Nawrocki chyba nie ma co liczyć. Negatywny sygnał na pewno odebrano tam poprawnie. Przesłoni on całkowicie wsparcie i solidarność z Ukrainą, które wyrażono na ulicach Warszawy w Dzień Niepodległości Ukrainy.
Tak oto parafialne weta prezydenta rozchodzą się po świecie. Dokładnie jak wtedy, gdy PiS próbowało rozwiązywać spory o historię za pomocą kodeksu karnego, puścił w obieg internetowy to koszmarne sformułowanie "polskie obozy śmierci" i bezmyślnie obraził sojuszników z USA, Izraela oraz Ukrainy. Ile wtedy trzeba było się tłumaczyć, że nie o to rządowi chodziło. A jak Mateusz Morawiecki zaczął udzielać lekcji historii dziennikarzowi w Monachium, awantura wybuchła jeszcze większa. Chociaż to premiera wybrano do ugaszenia pożaru!
Kiedy zrozumiemy, że czasy są cyfrowe i polska polityka ma znaczenie globalne? W pewnych kręgach politycznych w Polsce chyba nigdy. Tam zresztą pod ręką znajduje się wyśmienite lekarstwo: można obrazić się na cały świat.
Jarosław Kuisz
















