Dla porównania: nad Kijów nadleciało kilka dni temu 800 dronów. Warto mieć punkt odniesienia. I może jednak czegoś się nauczyć od Ukraińców zamiast czekać aż przeproszą nas za Wołyń i zabiorą stąd swoje matki z dziećmi pod rosyjski ogień?
Rosjanie obnażyli słabość, w zasadzie nieistnienie, polskiego systemu obrony przed dronami. Jesteśmy może (?) przygotowani na konwencjonalny atak - choć i tu byłyby zapewne poważne problemy. Natomiast ewidentnie nie posiadamy środków na odpieranie masowych ataków tanich dronów - lub zmuszeni bylibyśmy wyzbyć się cennych i ograniczonych zasobów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej.
Sytuacja trochę jak w czasach Zimnej Wojny, gdy Zachód nie miał dostatecznych sił lądowych do odparcia konwencjonalnego ataku Związku Radzieckiego i cała doktryna odstraszania opierała się na broni nuklearnej. Ale co, gdy zagrożenie jest poniżej pełnej inwazji i trzeba wybierać między zniszczeniem ludzkości a zachowaniem bierności, bo nie posiada się odpowiednich środków na "drabinie eskalacyjnej"?
Swoją drogą wymowne jest to, że doktryna NATO, w tym i Polski, nie przewiduje zastosowania podobnych działań, będących w istocie demonstracją siły. Zachowujemy bierność, by nie prowokować przeciwnika, co tylko rozzuchwala Rosję, skoro nie spotyka się z żadną realną odpowiedzią. Najlepszą jest oczywiście użycie zasobów ukraińskich, pomoc w osiągnięciu istotnych dla obrony Ukrainy celów, w tym zaczepnych. Można też odpowiedzieć samodzielnie w niekonwencjonalny (w sferze cyber/sabotażu/uderzenia w cele zagraniczne, np. w Afryce czy Azji Środkowej), zachowując się przy tym jak Rosjanie: gdy złapią cię za rękę, mów, że to nie twoja ręka.
Strategiczne kalkulacje Rosji
Rosja ma to do siebie, że gdy trzeba rozpocząć negocjacje, podbija stawkę. Otwiera nowe fronty, po to, żeby całościowe rozwiązanie okazało się korzystniejsze, ponieważ wymusi ustępstwa na trudnych dla przeciwnika odcinkach, pozwalając uniknąć podobnych ustępstw w kluczowych strefach dla Rosji. Dlatego nie jest powiedziane, że eskalacja musi narastać. Choć biorąc pod uwagę łatwość osiągnięcia celów: wzbudzenie niepewności po stronie polskiego społeczeństwa, dominację w sferze informacyjnej nie jest wykluczone, że Rosja może pokusić się o bardziej namacalne i konkretne demonstracje siły.
Polska jest z punktu widzenia Kremla pionkiem. Co najwyżej laufrem. Prawdziwym celem jest NATO, czyli z punktu widzenia Rosji - USA. Każda oznaka słabości, braku twardej reakcji będzie wysyłać sygnał do całego regionu: "nie możecie być pewni pomocy, jeśli dojdzie do czegoś naprawdę poważnego".
Putin popełnił strategiczny błąd rzucając się do frontalnego ataku na przygotowanego i uzbrojonego przeciwnika - Ukrainę. Tymczasem strategiczny cel Rosji, czyli "zredefiniowane struktury bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej" (czytaj: wycofanie się faktyczne USA i przejście regionu do sfery wpływów rosyjskich) można było uzyskać w zupełnie inny sposób - podważając zaufanie do Amerykanów i artykułu piątego traktatu północnoatlantyckiego.
Im więcej zagrożeń poniżej progu odpowiedzi, im więcej wątpliwości w sprawie amerykańskiego zaangażowania, tym łatwiej osiągnąć swoje cele pośrednio, przez podnoszenie napięcia, obawy ludności, zmianę rządów na bardziej prorosyjskie (co zresztą zaszło na Słowacji i niedługo zadzieje się również w Czechach) i to wiele niższym kosztem, bo bez sankcji, gospodarki wojennej, strat ludzkich i przy zachowaniu pozorów bycia państwem "cywilizowanym".
Dziś być może zaczyna to do Putina docierać, że prezydentura Trumpa jest dla niego ogromną niewykorzystaną szansą i stąd takie "poszerzenie pola walki". Im bardziej Polacy widzą wroga w Ukraińcach i obwiniają za rosyjskie wrogie działania, im więcej Polacy mobilizują się przeciwko Niemcom, migrantom, kwestionują wiarygodność zachodnich sojuszników, tym bardziej Rosjanie są zwycięzcami. I to bez oddawania jednego wystrzału.
Polska odporna, Polska walcząca
Dlatego oczekiwałbym nie tylko tego, że nasze władze zachowają się odpowiedzialnie i nie pokłócą się o to czyją winą była ta rosyjska penetracja. To jest minimum, a za wypełnienie minimum nie ma ocen celujących, co najwyżej dostateczne. Teraz jest czas pokazania odpowiedzialności i konsolidacji. Zrozumienia gdzie jest prawdziwy wróg. Tym wrogiem jest Rosja.
Każdy kto odciąga uwagę od tego faktu, kto w imię swojego partyjnego interesu szczuje na migrantów, ten kto wojenną agresję Rosji miesza z uchodźcami uciekającymi przed wojną ten działa przeciwko polskiej racji stanu.
Dlatego PiS powinien - jeśli serio traktuje deklarację wspierania rządu w odpieraniu zewnętrznych zagrożeń - swoją antyimigrancką manifestację odwołać. To nie jest czas podziałów, ale konsolidacji. Jeśli Kaczyński tego nie zrobi, znaczy, że nad Polskę po raz kolejny przedkłada partię.
Kto szkodzi współczesnym relacjom z Niemcami w imię słusznych moralnie, ale nieosiągalnych politycznie reparacji, kto szuka wroga na zachodniej a nie wschodniej granicy, ten zachowuje się skrajnie nieodpowiedzialnie. Niemcy mogą dziś w istotny pomóc finansować ukraińską obronę (z użyciem amerykańskiej broni). Tam powinny iść miliardy euro.
Niech to będą polskie reparacje wojenne: wydane na obronę pokoju. Dzięki ukraińskim żołnierzom nie będziemy musieli podnosić się znów z wojennych zniszczeń. Czy wirtualnych bilionów nie lepiej zamienić na realne dziesiątki miliardów euro zainwestowanych w naszą wspólną obronę?
Kto zamiast pozyskiwać zdolności obronne od Ukraińców i wspierać ich wojenny wysiłek żąda uregulowania skomplikowanego rachunku wzajemnych krzywd ten de facto służy dziś Rosji.
Na wszystko jest czas i miejsce. Gdy grozi nam nieprzyjaciel, jedynym słusznym kierunkiem jest wspólna obrona i mobilizacja. Gdy Putin zostanie zmuszony do rozejmu, wówczas - z demokratyczną i bezpieczną Ukrainą - będziemy mogli rozmawiać do woli o przeszłości.
Oby zostało nam choć trochę wspólnej dobrej woli do zajęcia się przyszłością.
To jest moment do tego, żeby odpornością nie zajmować się tylko w licznych panelach dyskusyjnych - bo od tego jej nie przybywa - ale faktycznie dokonać całościowej mobilizacji społecznej i zacząć przygotowywać się, nie w opowieściach w programach telewizyjnych, ale w praktyce, na różne scenariusze, w których ludność cywilna musi po pierwsze być maksymalnie bezpieczna, po drugie nie panikować, po trzecie, musi wiedzieć jak się ma zachować. I żadne ulotki w pdfie na stronach z gov.pl w nazwie tu nie wystarczą. Tu potrzeba ćwiczeń, strategicznej komunikacji, przestawienia się na zupełnie inne tory.
Bez paniki, spokojnie i odpowiedzialnie. Odporność to nie tylko armia i środki odstraszania. Ani nawet sama infrastruktura... To zdolność społeczeństwa do adekwatnej i zdyscyplinowanej reakcji. To więź między władzą, administracją, samorządami i obywatelami. To, że każdy wie co ma robić, gdzie stać, gdzie się ukryć i gdzie stawić.
Stan przedwojenny mamy od kilku lat, może pora wreszcie zacząć traktować go poważnie. Nasza doktryna powinna być prosta i jednoznaczna. Szczególnie dla wrogów.
Polska nie ma armii. Polska jest armią.
Leszek Jażdżewski


















