Rekonstrukcja rządu nie zatrzyma prawicy w biegu po władzę
Wymęczona rekonstrukcja rządu nie zatrzyma prawicy w biegu po władzę. Jeśli Donald Tusk ma ambicje wygrać w 2027 roku, potrzeba czegoś innego poza planem na przetrwanie.

Publicystyka w Interii to pełen przekrój opinii: od lewa do prawa i z powrotem. Felietoniści portalu z różnych perspektyw komentują dla naszych czytelników to, co dzieje się tu i teraz. Więcej komentarzy znajdziecie w sekcji Felietony.
Góra urodziła mysz. Rodząca się w bólach, wymęczona rekonstrukcja nie ma podstawowego waloru, czyli efektu zaskoczenia. Od tygodni omawiana w mediach i wyczekiwana przez komentatorów miała być nowym otwarciem, słynnym "planem B" po przegranych wyborach prezydenckich.
A będzie raczej przepoczwarzeniem się rządu ze stanu zawieszenia w oczekiwaniu na Rafała Trzaskowskiego w stan nerwowego udowadniania, że bitwa z Karolem Nawrockim i prawicą jest do wygrania.
Wspólna lista czy zgniłe kompromisy
Rząd, który nie może liczyć na współpracę i oczekiwać przyjaznej kohabitacji, będzie musiał udowodnić, że stać go na sprawczość, zwłaszcza że za jej brak jest najbardziej krytykowany nawet przez swój najtwardszy elektorat. Być może przeniesienie ciężaru politycznego na gospodarkę i energetykę ma być próbą znalezienia obszaru, w którym sprawczość będzie można odnaleźć.
Donald Tusk nie zdecydował się na rewolucję, która dawałaby największe szanse na efektywne zagospodarowanie drugiej połowy jego rządów. Wybrał konsolidację wokół Koalicji Obywatelskiej. Doceniona została Polska 2050 pozostawieniem na stanowisku Pauliny Hennig-Kloski, nominacją dla Marty Cienkowskiej i obietnicą stanowiska wicepremiera po listopadowej rotacji marszałków Sejmu.
Narzekać nie może Nowa Lewica, bo Włodzimierz Czarzasty sięgnie po upragniony fotel w parlamencie, który ma być zwieńczeniem jego osobistej kariery. Polskie Stronnictwo Ludowe, które stało z boku, bo nie musiało nawet rozliczać się z wyborów prezydenckich, zostało wzmocnione dzięki poważnemu zadaniu, przed którym stanął Miłosz Motyka w nowym superresorcie.
Być może w planach szefa rządu jest stworzenie wspólnej listy w wyborach 2027 roku, być może będzie chciał przyłączyć Polskę 2050 do swojej partii, a być może musiał zawrzeć zgniłe kompromisy. Pozostawienie na stanowisku Barbary Nowackiej, krytycznie ocenianej minister edukacji, może świadczyć o tym, że rozpoczyna się konsolidacja wewnętrzna Koalicji Obywatelskiej.
Wyrzucenie z rządu innego współpracownika prezydenta Warszawy - Sławomira Nitrasa - pokazuje natomiast, że Tusk chce w ten sposób rozliczyć przegrane wybory i jednocześnie pokazał Trzaskowskiemu czerwoną kartkę. Oznacza ona, że albo przegrany kandydat na prezydenta utknie w Warszawie, albo wykona jakiś spektakularny ruch, by zostać w dużej polityce.
Delfin Sikorski, resentyment Żurka
O osłabieniu Trzaskowskiego w formacji kierowanej przez Tuska świadczy także potężne wzmocnienie Radosława Sikorskiego, niedoszłego kandydata na prezydenta, który przegrał w prawyborach, a być może miałby większe szanse w starciu z kandydatem PiS. Mianowanie go na delfina obozu rządzącego ma poważnie uzasadnienie, ponieważ jest to polityk z bogatym doświadczeniem, swobodnie czuje się w potyczkach z przeciwnikami politycznymi i ma duży autorytet jako minister spraw zagranicznych. Jeśli Tusk za rok uzna, że nie jest już w stanie prowadzić rządu w sposób efektywny, być może to Sikorski zostanie premierem i spróbuje złapać wiatr w żagle.
Nominacja dla Waldemara Żurka, sędziego silnie skonfliktowanego z obozem Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, i pożegnanie Adama Bodnara, który był krytykowany za brak decyzyjności, ma być próbą złapania tego wiatru wcześniej, zwłaszcza pośród rozczarowanych zwolenników tego obozu rządzącego.
Żurek przyspieszy rozliczenia, ale na pewno nie znajdzie sposobu na "okrągły stół" z opozycją, by znaleźć wspólny sposób na naprawę praworządności. To będzie minister konfrontacji, który uzbrojony jest w silny resentyment i ma niewiele do stracenia.
Nic zapewne nie zmieni dymisja Izabeli Leszczyny. Od dekad nie znalazł się w Polsce fachowiec, który poradziłby sobie skutecznie z problemami ochrony zdrowia. Nowa minister przez dwa lata też pewnie nie da rady, choć nadzieja umiera ostatnia. Reszta to zmiany kosmetyczne.
Rekonstrukcja to za mało
Jeśli ktokolwiek w obozie rządzącym sądzi, że ta rekonstrukcja jest receptą na zatrzymanie prawicy w biegu po władzę, to jest w poważnym błędzie. Zmieniły się niektóre figury na szachownicy, ale jeśli nie zmieni się strategia i taktyka - nie zmieni się też prognoza wyborcza. Aby wygrać w wyborach parlamentarnych w 2027 roku, trzeba zupełnie innych ruchów politycznych.
Przemysław Szubartowicz













