Zaczęło się od rozmowy Przemysława Czarnka z Ewą Bugałą w Telewizji Republika.
Tę swoją deklarację powtarzał też w mediach społecznościowych.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński sam miał kilka mocnych wypowiedzi dotyczących Ukrainy, upamiętniania przez nią UPA i konsekwencji tej polityki dla relacji Kijowa z Polską. Zarazem można było odnieść wrażenie, że nie chce grać w antyukraińskim chórze pierwszych skrzypiec. Bo w ostatnich tygodniach politycy PiS mówili o tym dużo i bardzo wojowniczo.
Czy Czarnek był błędem?
Teraz nagle Kaczyński zabrał głos.
Co to tak naprawdę oznacza? Rozmawiam o tym z ważnym politykiem PiS bywającym w centrali na Nowogrodzkiej. - To chyba oczywiste, że misja Przemysława Czarnka dobiega końca - mówi mi. Sam jest bliższy frakcji Mateusza Morawieckiego, ale ma dobre relacje przede wszystkim z samym Kaczyńskim.
Mój rozmówca przypomina, że to nie pierwsza rozbieżność stanowisk między prezesem i profesorem z Lublina. - Kiedy Jarosław Kaczyński ogłaszał, że Grzegorz Braun to de facto rosyjski agent, Czarnek miał w Radiu Wnet kłopot z odcięciem się od tegoż Brauna, i to nawet w sprawie jego szokujących wypowiedzi, że Niemcy nie używali podczas II wojny światowej komór gazowych. Prezes był wtedy na niego wściekły. Tak jak teraz - opowiada o niedawnej przeszłości.
Zarazem to już po tamtej kolizji Kaczyński postawił na Czarnka jako na kandydata na premiera. Pytam, skąd ta sprzeczność. - Był przekonany, że ten polityk pozyska elektorat odchodzący od nas w kierunku obu Konfederacji. Okazało się, że nie jest cudowną receptą, jego wypowiedzi zbyt często pomagały w sondażach właśnie naszym konkurentom - tłumaczy mi ważny polityk PiS.
Jednak Kaczyński długo zdawał się tego nie zauważać. Nie tylko bronił Czarnka przed wewnętrznymi i zewnętrznymi krytykami, ale wzmocnił jego stronników. Dziś to oni dominują w komitecie politycznym, który powinien się w teorii zająć wypowiedzią kandydata na premiera. Skąd ta konfrontacja właśnie teraz?
- Dla prezesa tematy związane z wojną, z powstrzymywaniem Rosji, są kluczowe. Jest przeciwny graniu nimi dla pozyskania procenta czy dwóch - słyszę odpowiedź.
Na razie ta kontrowersja w PiS wywołała szydercze uwagi polityków obecnej koalicji, w stylu "wiedziały gały, co brały" (to minister Tomasz Siemoniak). Z kolei Sławomir Mentzen wyśmiał Czarnka, uznając go za polityka niesamodzielnego, którego każdą decyzję może odwołać Kaczyński.
Co ciekawe, sam Przemysław Czarnek nie wycofuje swoich słów. - Otóż jeśli pan przypomina moje zdanie, to proszę powiedzieć, co jest kontrowersyjnego w tym, że można na chwilkę wstrzymać pomoc dla Ukrainy? Czyż pan Kosiniak-Kamysz nie wstrzymał dostawy migów na Ukrainę? - pytał retorycznie w rozmowie z Wirtualną Polską. Dopytywany, czy powtórzyłby swoje kontrowersyjne słowa, odparł: "Bez najmniejszego zahamowania".
Twierdzi, że "pan prezes w tej sprawie nigdy nie był przeciwny mojemu zdaniu". Stwierdził przy tym, że Kaczyński zamieścił swój wpis, "żebyście państwo, w tym również pan i powiem to osobiście, bezczelnie nie upatrywali w nas prorosyjskich ludzi".
Ta kontrowersja nie wzmocni PiS
Kluczowe dla tłumaczenia Czarnka jest twierdzenie, że chodziło mu o ewentualne przerwanie pomocy "na chwilkę". Zarazem jego upór pokazuje, że PiS dopiero staje przed podstawowymi wyzwaniami. Przecież ostatnio większość jego polityków przyłączyła się do chóru zawziętych krytyków Ukrainy. Pytany w Polsacie News o tę samą kwestię pomocy, faworyt Kaczyńskiego Mariusz Błaszczak w zasadzie kwestionował sens dalszego zasilania Kijowa sprzętem. Choć nie zaszedł tak daleko, aby zapowiadać, że Polska powinna przekonywać do zaniechania pomocy inne kraje.
W tę stronę wahnęła się także zdecydowana większość elektoratu PiS. Takie w każdym razie można odnieść wrażenie, obserwując media społecznościowe. To rodzaj nakręcającej się histerii. Trudno się potem zatrzymać i wytyczyć granice emocjom. Powiedzieć: permanentnie atakujemy Ukrainę, a zarazem jej kibicujemy. Tę sprzeczność wychwytuje Konfederacja, i bez tego wypominająca PiS-owi dawne bezwarunkowe wspierania państwa broniącego się przed Rosją.
Kaczyński będzie naturalnie próbował znaleźć tu jakąś równowagę. Już próbuje. Na pochwały ambasadora Ukrainy Vasyla Bodnara zareagował tak: "Panie Ambasadorze, oczywiście, że jestem za tym, by to Rosja poniosła sromotną klęskę w wywołanej przez siebie wojnie, ale mój sprzeciw wobec banderyzmu i obecności Ukrainy w UE, kultywującej tego rodzaju ludobójczą ideologię, podtrzymuję. Wbrew pozorom moje zdanie w tej sprawie od lat się nie zmieniło".
To stanowisko, dla mnie słuszne, może się jednak wydać wielu Polakom zbyt skomplikowane. Zwłaszcza gdy współczesna polityka staje się do bólu stabloidyzowana.
Zarazem jeśli Kaczyński spróbuje się pozbyć wychwalanego do wczoraj kandydata na premiera, zafunduje partii kłopot. Z jednej strony wywoła wrażenie przyznania się do błędu. Z drugiej, zantagonizuje skrzydło wyraziście konserwatywne, flirtujące z nacjonalizmem. Mające ostatnio osiągnięcia także w podsycaniu nastrojów antyukraińskich w samej Polsce.
Jest przesadą twierdzenie, że nie wolno polemizować z polityką Kijowa, choćby w kwestii pomników Bandery czy Szuchewycza, bo w naszych miastach dochodzić będzie do aktów agresji, tak jak ostatnio w Bielsku-Białej wobec dzieci. Ale niektórzy politycy PiS wyraźnie zasmakowali w budowaniu swoich karier na podburzaniu przeciw ukraińskiej społeczności, by wymienić Dariusza Mateckiego czy innych ludzi z dawnej Suwerennej Polski.
Poza wszystkim ten ewentualny spór podzieli PiS, który nie jest już autorskim tworem Jarosława Kaczyńskiego, który może on sobie modelować do woli. Z otoczenia Mateusza Morawieckiego popłynęły sygnały, że on i jego ludzie popierają w tej kwestii prezesa. Dopiero co na niego narzekali, że ich dyskryminuje.
A jeśli zwolennicy Czarnka, tak zwani "maślarze", stawią opór marginalizacji jednego ze swoich liderów? Kaczyński może nie znaleźć skutecznego sposobu na uśmierzenie buntu. Możliwe więc, że skończy się na połajankach. A jeśli nawet znajdzie, wewnętrzne awantury w obliczu nadciągającej kampanii wyborczej grożą kolejnymi ubytkami elektoratu...
Piotr Zaremba
















