Gdzie ten żyrandol? W Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego faktycznie nadal wisi, ogromny, piękny - mający niemal dwa wieki za sobą. Nagłośnił go kiedyś Donald Tusk. Gdy rezygnował z walki o prezydenturę w 2010 roku, stwierdził, że prezydentowi pozostaje "prestiż, zaszczyt, żyrandol, pałac i weto".
Oddał tym zresztą wilczą przysługę Bronisławowi Komorowskiemu, który kilka miesięcy później został prezydentem. Od tej pory o prezydencie złośliwie mówiono, że jest "strażnikiem żyrandola".
Miał być on symbolem pustego blichtru i stanowiska bez znaczenia. Stojącego w kontraście do premierowskiej sprawczości. O żyrandolu mówiono też złośliwie za prezydentury Andrzeja Dudy, podkreślając, że to nie w Pałacu Prezydenckim zapadają decyzje.
Ale od roku nikt już o żyrandolu nie mówi. Nawet przeciwnicy Karola Nawrockiego zarzucają mu wszystko, ale nie bierność czy brak podmiotowości.
Weto za wet
Najbardziej znane są weta, głośne medialnie, bo rodzące konflikty, a także będące jedną z podstaw rządowej narracji, że jak coś nie idzie, to przez prezydenta. Ostatnio dotknęło to nawet cen paliwa, co pokazało, jak bardzo władza stawia na tę narrację.
Rzeczywiście Karol Nawrocki wetował 41 razy. Oczywiście powtarzana przez rządzących polityków na antyprezydenckich rolkach fraza "prezydent wszystko nam blokuje" jest mocno na wyrost. Karol Nawrocki podpisał 255 ustaw, ale faktem jest, że prezydent wetował więcej w pierwszym roku niż którykolwiek z prezydentów.
Wedle rządzących weta to złośliwa działalność człowieka określanego najgorszymi przymiotnikami (politycy reprezentujący Donalda Tuska programowo nie używają tytułu "prezydent" w odniesieniu do tej głowy państwa).
Z perspektywy obozu prezydenckiego to twarda obrona poglądów i wartości, jak choćby w przypadku ustawy wiatrakowej, ale też odrzucenia projektu o "osobie najbliższej", pomimo że PSL liczył na porozumienie w tej sprawie mające być elementem nienajgorszych relacji z Pałacem Prezydenckim. W tym przypadku poglądy prezydenta wygrały z polityczną pragmatyką. Ale i to jest rys charakterystyczny tej prezydentury.
Pole walki
Równie imponująco wyglądają jednak inne liczby, na które mniej się zwraca uwagę. Prezydent zgłosił projekty 22 ustaw, w tym reformy projektu CPK (przywrócenie połączeń kolejowych), PIT, emerytur, ochrony rynku żywności i produkcji rolnej. Więcej niż prezydenci Kwaśniewski, Komorowski i Duda razem wzięci.
Lech Kaczyński zgłosił 15 ustaw. Oczywiście przy wrogiej sobie większości sejmowej mają one małe szanse, ale pokazują kierunki myślenia Karola Nawrockiego, a także rysują program prawicy, kreując głowę państwa na jej naturalnego lidera.
Dość charakterystyczne, że pomimo niedawnego podziału w PiS i walk o elektorat, ale też różnic programowych między wszystkimi formacjami prawicy, wszystkie one dziś odnoszą się z respektem do głowy państwa jako naturalnego przywódcy.
Dochodzi wysoka aktywność prezydenta w nominacjach profesorskich, generalskich, ale i blokowaniu niektórych nominacji, odmawianiu podpisywania awansów czy nieodbieraniu przysiąg i ślubowań od niektórych osób, czego najbardziej spektakularną i dziwaczną konsekwencją było ślubowanie sędziów Trybunału Konstytucyjnego w sali sejmowej przed marszałkiem Czarzastym mającym "reprezentować" głowę państwa.
Także wtedy Karol Nawrocki pokazał, że w Polsce prezydent może dużo więcej niż tylko pilnować żyrandola.
Oczywiście wyjątkową aktywność tej prezydentury, jej zdecydowanie, czasem konfrontacyjność, można tłumaczyć częściowo także wyjątkowymi okolicznościami. W Polsce zdarzał się ostry konflikt kohabitacyjny, czyli sytuacja, gdy prezydent i premier pochodzą z wrogich obozów politycznych.
Ale żaden prezydent nie rozpoczynał w takich warunkach. Bez względu na nie, jest to zdecydowanie prezydentura inna niż poprzednie.
Karol Nawrocki, Donald Trump i "walka kogutów"
Karol Nawrocki okazał się politykiem potrafiącym w maksymalnym stopniu wykorzystywać dostępne mu narzędzia albo okoliczności. W języku strategii finansowych określono by to jako zdolność stosowania dźwigni i optymalizacji. I chodzi o dużo więcej niż tylko weta, nominacje czy projekty ustaw.
Najważniejszą okolicznością, z której Karol Nawrocki wyciska, ile się da, są relacje transatlantyckie i w ogóle możliwość kształtowania czy współkształtowania przez prezydenta polityki zagranicznej. W ciągu ostatniego roku prezydent odbył 29 wizyt zagranicznych i aż cztery razy był w USA.
Relacja z Donaldem Trumpem polskiego prezydenta jest bardzo dobra, właściwie chyba nigdy nie zdarzył się aż tak silny rapport - porozumienie między polską głową państwa i przywódcą najpotężniejszego mocarstwa świata.
Równocześnie, i sądzę, że jest to mocno doceniane przez polski elektorat, ale też budzi respekt samego Trumpa, nie ma w tym częstego niestety w polskiej polityce zagranicznej nadskakiwania. Symbolem może być "walka kogutów" podczas powitania Trumpa i Nawrockiego, kiedy obaj trzymali dłoń przy ciele i ostatecznie musieli się spotkać pośrodku.
Widać to też w mniej symbolicznym obszarze. Karol Nawrocki trzyma roztropny dystans w sprawie wojny USA z Iranem, nie pakuje się w wewnętrzne konflikty amerykańskie ani w napięcia na linii Waszyngton-Bruksela czy Berlin, co często zdarza się premierowi Donaldowi Tuskowi.
Prezydent skupia się na ścisłej domenie obejmującej bezpośrednie interesy Polski. Przynajmniej na tym poziomie rozmów, który znamy.
Lider czy nemezis?
No i w końcu jeszcze jeden element. Słuch społeczny, bliskość ludzi, bezpośredniość. Jest to dla Karola Nawrockiego dość naturalne i bardzo dobrze wykorzystuje te cechy, równocześnie nie przekraczając granic fraternizacji.
Jest w tych relacjach społecznych raczej lubianym, równym kapitanem, a nie tylko kumplem z boiska. O ten widoczny element przywództwa, pokazywania własnej sprawczości, siły, prezydent bardzo dba i nie odpuszcza.
Dlatego głośne skarcenie dziennikarza podczas konferencji (warto tu jednak zwrócić uwagę, że dziś rządzącym zdarzało się wprost grozić dziennikarzom) raczej nie było spontanicznym wybuchem złości, a wystudiowanym "nieodstawianiem nogi", nawet jeśli mającym jakiś krótkotrwały koszt wizerunkowy, to budującym obraz polityka mocnego i gotowego wchodzić w starcie.
W pewnym sensie Karol Nawrocki w ciągu pierwszego roku swojej prezydentury nikogo nie rozczarował. Na pewno zadowoleni mogą być, i są, głosujący na prezydenta, ale i straszący nim przeciwnicy, także ze świata historycznego, śmiało mogą z gorzką satysfakcją pochwalić się: a nie mówiliśmy?
Wiktor Świetlik

















