Przez lata mówiło się, że mamy w Polsce dwa obozy, które zupełnie inaczej podchodzą do suwerenności. Był ponoć obóz suwerenności absolutnej (kojarzony z PiS-em). I był obóz oskarżany przez prawicę o "rezygnację z suwerenności", który stawiał na wzmocnienie Unii Europejskiej.
Prawica robiła wyjątek dla zasady suwerenności absolutnej w postaci kibicowania Ameryce. O ile rządzili nią prawicowi prezydenci, bo jeśli wybory wygrywał tam demokrata, wtedy dla suwerennościowej prawicy także USA stawało się "przedłużeniem eurokołchozu".
Stronnictwo suwerenności ograniczonej (choćby przez średni potencjał Polski - terytorialny, ekonomiczny, instytucjonalny) stawiało na wzmocnienie Unii Europejskiej i mocniejsze zakotwiczenie w niej Polski. Także ono miało jednak swoje skrzydło głupsze, które używając Brukseli, popełniało kardynalny błąd.
Wojna głupich i współpraca mądrych
Oba stronnictwa miały swoje skrzydła mądre i głupie. Mądrzejsi przedstawiciele dwóch stronnictw potrafili czasem ze sobą współpracować (choć musieli się z tym mocno kryć), podczas gdy głupsi prowadzili barwny publiczny spór.
Mądre skrzydło obozu suwerennościowego też wiedziało (choć rzadko dzieliło się swoją wiedzą ze swym namiętnym zapleczem), że Polska ma średni potencjał, potrzebuje sojuszy. Głupsze skrzydło po prostu kibicowało ideologicznie Ameryce, żeby dokopać "postępowcom" w kraju.
Mądrzejsze skrzydło obozu prounijnego uważało, że Unia - o ile sama nie przesadzi z ideologią, a poświęci się budowaniu siły i rozwiązywaniu problemów - jest narzędziem polskiej polityki, które można wykorzystać dla zwiększenia dobrobytu i bezpieczeństwa Polaków.
Głupsze skrzydło tego obozu uważało jednak, że wejście do Unii to nasz mały koniec historii i koniec polityki. Unia nie była dla nich narzędziem rozwiązywania problemów, ale instrumentem dokopania "rodzimej reakcji".
Najgłupsza część polskiej lewicy i obozu liberalnego, w miarę przegrywania w Polsce wszystkiego, od realnej władzy politycznej po prawa kobiet, z coraz większym entuzjazmem wypisywała na śniegu i w mediach "Bruksela wam zaraz pokaże!!!". Mnożąc wykrzykniki w miarę narastającego poczucia bezsilności i braku wpływu na polską politykę i polskie społeczeństwo.
Małe narody zginą w globalizacji
Próba użycia "Brukseli" jako pałki przez coraz bardziej bezsilną lewicę (szczególnie kulturową) sprawiła, że to hasło nie tylko przestało lewicy pomagać w sporze z "czarną rodzimą reakcją", ale zaczęło zużywać wizerunek Unii w oczach Polaków.
Unii, która nie do ideologicznych rozgrywek na własnym podwórku czy na własnej klatce schodowej służy, ale służy wzmacnianiu potencjału małych europejskich państw wobec coraz bardziej otwartej globalizacji (także Trump, jak pokazuje choćby jego zabawa z Tik-Tokiem, wcale nie "kończy globalizacji", ale rozpoczyna jej najbardziej radykalny, najbardziej ryzykowny etap "globalnego koncertu mocarstw"; "mocarstw" rozumianych zarówno jako państwa, jak też jako globalne korporacje i oligarchowie).
Przypomnijmy bowiem, że pojęcie "średniego potencjału" wobec otwartej globalizacji, wobec Chin, Rosji, Ameryki, Indii, wobec świata islamu, a szczególnie tej części owego świata, która jest wyposażona w religijny fundamentalizm i ropę naftową - przestało mieć sens.
Europa małych, pokłóconych ze sobą narodów jest przeznaczona na pożarcie przez globalizację. Europa narodów współpracujących ze sobą na planie gospodarczym, militarnym, instytucjonalnym ma (albo mogłaby mieć) szansę przetrwania w globalizacji ze swoim stylem życia, ze swoją formułą cywilizacyjną, nie tak odległą od formuły USA, pozwalającą pozostawać z Ameryką w bliskim sojuszu, o ile oczywiście Ameryka i Europa nie popadają akurat w ideologiczne szaleństwa.
Nowi jakobini kontra nowi targowiczanie
Sojusz z Ameryką i przynależność do Unii Europejskiej jako narzędzia wzmacniające i uzupełniające polską suwerenność, jako narzędzia budujące dobrobyt i bezpieczeństwo Polaków wobec Chin, świata islamu, globalnych korporacji i Rosji Putina. Wydawałoby się, że nie ma rozsądniejszej formuły, która powinna jednoczyć w Polsce nawet konkurujące ze sobą partie czy ideowe obozy.
Niestety, od czasów Sejmu Czteroletniego nic się w Polsce nie zmieniło. Wtedy stronnictwo reformatorów (które wydało z siebie tak wspaniały i tak bezsilny dokument jak Konstytucja Trzeciego Maja) chodziło do ambasady Prus albo fascynowało się terrorem we Francji (żałośnie imitacyjna frakcja polskich jakobinów, którą ostatnio zachwycał się Jarosław Marek Rymkiewicz z racji jej maniakalnego przywiązania do "wieszania zdrajców"), dopytując się i zastanawiając, czy mogłoby liczyć na "postępowy Zachód", żeby zgnieść w kraju stronnictwo "rodzimej reakcji".
Z kolei obóz przyszłej Targowicy chodził do ambasady rosyjskiej, pytając ambasadorów carycy, czy można liczyć na jej pomoc w zgnieceniu stronnictwa "szalonego postępu" i obronie "tradycyjnych wartości".
Konsekwencje tej strategii powinniśmy wszyscy znać, a jednak spora część członków polskiej elity (politycy, liderzy opinii publicznej) tę strategię, która doprowadziła do zagłady Pierwszej Rzeczypospolitej, z entuzjazmem powtarza.
Jaki z tego wniosek? Czy mamy z rozdziawionymi gębami modlić się o "nowy okrągły stół"? Tak głupi to ja już nie jestem, może głupi, ale nie aż tak. Przecież widzę, że w polskiej polityce nie ma dziś żadnego marginesu korekty. Gdyby jakiś się jednak pojawił, musi zostać wykorzystany do zbudowania nieformalnych choćby kontaktów, nieformalnej choćby osłony polskiej polityki zagranicznej. Zarówno na kierunku Waszyngton, jak też na kierunku Bruksela.
Wyjęcie polityki zagranicznej z logiki naszej zimnej (choć rozgrzewającej się powoli) wojny domowej jest ostatnią szansą ocalenia ograniczonej suwerenności przez kraj średniego potencjału w otwartej globalizacji. Alternatywą są ambasadorowie (już nie tylko Ameryki, Rosji czy Chin, ale także portalu X, Boeinga, Facebooka...) zarządzający polską polityką i gospodarką. Przyjmujący żałosnych lobbystów z tytułem premiera, prezydenta albo lidera opozycji.
Cezary Michalski
-----
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 200 tys. obserwujących nasz fanpage - polub Interia Wydarzenia na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!
















