Po roku od zaprzysiężenia widać wyraźnie, że Karol Nawrocki nie jest - dawniej często używano tej formuły - prezydentem wszystkich Polaków. Jest prezydentem spraw prawicy i swojej długoterminowej kariery politycznej. I wcale się z tym nie kryje.
Walka o rząd dusz
Wizja prof. Andrzeja Nowaka, który doradza prezydentowi i jest jego mentorem, by zjednoczona prawica zarządzała nie tylko państwem, ale także przejęła rząd dusz w Polsce, napędza głowę państwa. Stąd blokowanie kluczowych ustaw koalicji rządzącej, która ma związane ręce i nie może przeprowadzać najważniejszych reform. Stąd ostentacyjne lekceważenie konstytucji, na przykład w sprawie obsady Trybunału Konstytucyjnego. Stąd wstrzymywanie nominacji ambasadorskich, co wprawdzie ośmiesza państwo, ale przede wszystkim nie służy rządowi.
O ile za czasów prezydentury Lecha Wałęsy prawo i procedury były wirtuozersko naginane dzięki sprytowi słynnego, nieżyjącego już prawnika Lecha Falandysza (stąd określenie "falandyzacja prawa"), o tyle teraz nie istnieją już żadne skrupuły i robi się to bezceremonialnie. Ten styl - wzmocniony przekonaniem o własnej racji moralnej i słuszności osobiście wyznawanego światopoglądu - niewątpliwie imponuje wyborcom Nawrockiego.
Ma on dziś, jak zresztą każdy prezydent w poprzednich latach w czasie urzędowania, bardzo wysokie notowania w rankingach zaufania. Choć trzeba pamiętać, że w okresie swojej krótkotrwałej świetności Szymon Hołownia także osiągał wybitne wyniki. Nie jest to więc znak sukcesu, ale fotografia chwili, która jest dla prezydenta korzystna.
Karol Nawrocki. "Równy gość"
Między wetowaniem ustaw a przemawianiem do obywateli, by obudzić w nich narodowego ducha, Nawrocki buduje wizerunek "równego gościa". I tym skutecznie zjednuje sobie sympatię wśród ludzi. A to wyjrzy przez okno ubrany w podkoszulek, by pomachać do przechodniów, innym razem wybierze się na kebab, a jeszcze kiedy indziej ułaskawi "Starucha", co wywołuje sprzeciw polityczny, ale budzi entuzjazm pośród kibiców i kiboli, którzy są naturalnymi sprzymierzeńcami prezydenta.
A to, by prawicowi wyborcy wszystkich partii politycznych po tej stronie stali przy prezydencie, będzie mu potrzebne za cztery lata, kiedy rozpocznie się bój o drugą kadencję. I choć dziś nie wiadomo na pewno, czy zmierzy się wtedy z Radosławem Sikorskim, czy z kimś innym, pewne jest, że szanse Nawrockiego na porządny wynik są duże, choć niepewne. Polityka bywa przecież bardzo kapryśna.
Każdy ruch Nawrockiego podporządkowany jest jednak rozpisanemu na rozdziały scenariuszowi. Nawet to, by frustrować Tuska specyficzną, wziętą z boksu metodą ataków i odskoczeń. Prezydent chętnie wchodzi w zwarcia z premierem, ale tylko na chwilę, by potem znów usunąć się w cień. W tym sensie jest to niezwykle trudny i niewygodny przeciwnik dla Tuska, który lubi mieć stałego i przewidywalnego sparingpartnera, jakim przez lata był Jarosław Kaczyński.
Obalanie Kaczyńskiego. Pod tym względem nie ma sobie nic z Andrzeja Dudy
A dziś detronizowaniem prezesa Prawa i Sprawiedliwości zajmuje się właśnie Nawrocki, który pod względem zależności politycznej nie ma w sobie nic z Andrzeja Dudy. Gdyby nie ciche wsparcie prezydenta Mateusz Morawiecki nie odważyłby się na opuszczenie PiS. Ale Nawrocki gra już w inną grę niż legendarny "genialny strateg" z Nowogrodzkiej, który traci pozycję prawicowego hegemona.
Niedawno w "Debacie politycznej" w Polsat News Polityka były rzecznik rządu Jerzego Buzka Tomasz Tywonek postawił tezę, że Nawrocki i Morawiecki właśnie rozpoczęli przygotowywanie tego, co będzie działo się w polskiej polityce za 10 lat, więc aktualne kłótnie na prawicy to tylko przedszkole bez większego znaczenia.
Liczy się plan, który ma dać Nawrockiemu dwie prezydenckie kadencje, po których stanie się liderem dużego obozu politycznego, a Morawieckiego ustawić w roli polityka przejmującego schedę po Kaczyńskim, a potem kandydata na prezydenta w 2035 roku. Nawet jeśli jest to wielka fantazja, to w poważnej polityce, w polityce wagi ciężkiej takie długoterminowe ustawienia zawsze są brane pod uwagę.
Waga ciężka
I Nawrocki - choć łamie zasady praworządności, próbował storpedować korzystny dla Polski program SAFE i nie pali się do potępiania antyukraińskich aktów przemocy, do czego wezwał go Tusk - chce być politykiem wagi ciężkiej.
Ostatni rok pokazał, że jest na dobrej drodze, by tak się stało. Pytanie tylko, czy taką szarżę wytrzyma polskie państwo targane wojną domową, w której prezydent wyraźnie opowiedział się po jednej stronie, drugą traktując jak śmiertelnego wroga. Ale to już inna historia.
Przemysław Szubartowicz















