Prawo azylu, czyli jak rozgrywać polskich polityków z zagranicy
Zbigniew Ziobro zostaje nad Dunajem a węgierski premier, Viktor Orbán, ewidentnie ma ubaw kosztem polskich polityków. Oni przychodzą na kolanach. On udziela im łaskawie azylu. I wtrąca się do polskiej polityki. W przyszłości przecież będzie oczekiwał dowodów wdzięczności.

"Ci, którzy podśmiewają się z ministra Zbigniewa Ziobry, że tchórzliwie się zachował, sami pewnie będą występowali o azyl i ci drudzy będą się z nich śmiali" - ostatnio stwierdził Marcin Mastalerek. Pokiwałem głową.
Rzeczywiście, nie jest to wykluczone. Zabawa w "Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni" w polityce może trwać bez końca. Wchodzić mogą do niej kolejne pokolenia. Koniec końców, nie wiadomo będzie, kto zaczął. Wiadomo jednak, że nikt się nie powściągnął.
Zbigniew Ziobro z azylem. Cofnijmy się do 2015
Jednak analiza wymiany ciosów pana Mastalerka chybia celu. Póki co jeszcze wiemy i pamiętamy, kto zaczął robić bałagan w 2015 roku. Otwarcie złamano polską konstytucję, w czym, niestety, wziął czynny udział prezydent Duda.
Następnie łokciem i kolanem wprowadzano zmiany, licząc, że - przy odpowiednio długich rządach - ostaną się siłą siły. Pomylono się i nie pomylono. W 2023 roku liczono na dalsze rządy i betonowanie zmian. Tu przekalkulowano, jak wiemy. Natomiast nie omylono się co do pewnej nieodwracalności zmian.
Ile byśmy nie wylewali łez nad chaosem prawnym, pewne rzeczy (orzeczenia, obsadę stanowisk itp.) trzeba będzie z zaciśniętymi zębami, jak mawia prof. Ewa Łętowska, zapewne "przyklepać". Pewne złamania już się nie zrosną prawidłowo.
Dlaczego to ważne przy sprawach azylu? Ano dlatego, że nasi "więźniowie polityczni" liczą na powrót do władzy - i uruchomienie "zmian roku 2015" od nowa. W tej chwili są one zamrożone, niektóre cofnięte, ale nie zlikwidowane. Do tego bowiem potrzebna byłaby zgoda ponadpartyjna na jakiś reset.
Nawet nie zamierzam tutaj rozpaczać nad światem polityki, w którym jest to niemożliwe. Nie będzie żadnego porozumienia, bo nie będzie. To się nie opłaca w polskim świecie słabych partii (vide ostatnie przygody Polski 2050). Dla szeregowych członków ideologią jest często zacietrzewienie. Niechęć do kogoś, kogo się nie lubi.
Jeśli w tle majaczą sprawy karne, niechęć może zamienić się w nienawiść. A to jest dla liderów bezideowych partii politycznych czyste złoto.
Zbigniew Ziobro zostaje na Węgrzech. O robieniu w konia i osła
Nie jest jednak tak, że wszystko powinno się tutaj zrównać ze wszystkim. Ktoś polski cyrk z łamaniem praworządności zaczął. Ktoś pasł się na państwowych posadach. Ktoś defraudował nasze pieniądze. Ktoś oszukiwał nas, że coś robi w naszym imieniu.
Polacy nie zauważają, że - gdyby rzecz skwitować popularnym (i mastalerkowym) stwierdzeniem, że: "wszyscy politycy są siebie warci" - przewiny mogą ujść na sucho. Obywatele machną ręką, bo wszyscy są tacy sami. Winni przestępstw zaś ręce będą zacierać. Nic lepszego dla nich niż powszechna obojętność.
Może jestem staromodny, ale kradzieże i inne wybryki nie powinny uchodzić płazem. Jednak świat polityki usilnie pracuje nad tym, aby wydostać się z naszego świata zwykłych śmiertelników. Immunitety w pierwszej kolejności odbierają rozum.
W drugiej - poczucie bezkarności. Obecnie narzędziem bezkarności stała się polaryzacja, co widać przy sprawie azylów "politycznych". Jak w ogóle można karać polityków za kradzieże, gdy każda sprawa jest polityczna? Jak dać po łapach za złamanie konstytucji? Wrzaski z ekranów mają odebrać Państwu możliwość osądu danej sprawy. Zanim jeszcze się zastanowimy, już mamy opowiedzieć się za jednym, drugim czy trzecim obozem politycznym.
I tu może najważniejsze: w ten bełkot wchodzi jak nóż w masło zagranica. W tym wypadku pan Viktor Orbán. Węgierski premier ewidentnie ma ubaw kosztem polskich polityków. Oni przychodzą na kolanach. On udziela im łaskawie azylu. Orban wtrąca się do polskiej polityki, bo w przyszłości przecież będzie oczekiwał dowodów wdzięczności.
Brak powściągliwości polityków i trzeźwego osądu, nas, obywateli ułatwia węgierskiemu politykowi zadanie rozgrywania Polaków. To bolesne - w chwili, gdy wszyscy deklarują chęć obrony suwerenności. O rozgrywaniu nas politycznie przez Trumpa czy Putina w ogóle tutaj zmilczę.
Reasumując: spór o udzielanie azylu załatwia się uwagami o małości tego czy innego polityka. Niesłusznie, bo rzecz urosła do większych rozmiarów. Oto w Polsce jednocześnie odpalony został mechanizm obniżania standardów wewnątrz oraz otwarcia na ingerencje z zewnątrz. Te dwa procesy postępują. I właśnie dlatego oskarżonych o przestępstwa, którzy będą biec po azyl zagraniczny, będzie więcej, a nie mniej.
Jarosław Kuisz














