Powrót starego imperium
Niemądra polityka militarna Władimira Putina oraz Donalda Trumpa sprawiła, że niedemokratyczne Chiny wizerunkowo umocniły się bardziej niż kiedykolwiek od 1989 roku.

W 2026 roku Imperium Środka rzeczywiście znalazło się w centrum świata. Najpierw do Pekinu przyjechał prezydent Donald Trump. Teraz zawitał tam prezydent Władimir Putin.
Dziwne, ale w Pekinie obaj wyglądają jak petenci. Biały Dom ciskał piorunami taryf celnych tak długo, aż okazało się, że strzelił w stopę amerykańskiego biznesu i sam musiał szukać kompromisu. Trumpiści snuli wizje upokorzenia Chin, tymczasem co najwyżej udowodnili, jak gospodarczo bardzo się wzajemnie potrzebują. Nikt nikogo nie rzucił na kolana. Nikt nikomu nie przytarł nosa. I deficyt handlowy USA w wymianie z Chinami, choć mniejszy, nadal przyprawia o zawrót głowy. Waszyngton nie ma na to żadnej recepty, zatem coraz częściej słychać tam resentymentalne głosy, że ostatecznie może to i dobrze.
Z kolei drugi gość - prezydent Putin - bez wsparcia Chin byłby w ogromnym kłopocie. Wojna miała podnieść rangę Kremla. Na razie tylko tę rangę obniżyła. Wzrostu gospodarczego Rosji w warunkach sankcji i trwającego konfliktu zbrojnego nie dało się podtrzymać. Wedle ostrożnych szacunków spada on w okolice 0,4 proc. Inflacja po cichu zżera rubla. Wydatki budżetowe rosną. Nie ma innowacji i brakuje rąk do pracy.
Moskwie pozostaje mieć nadzieję, że Chiny będą kupować ropę i gaz po wysokich cenach oraz że życzliwie lub neutralnie będą się przyglądać próbom podboju Ukrainy. W 2022 roku chronologia i choreografia dyplomatycznych wydarzeń wskazywała, że Putin o zamiarach wojennych uprzedził bezpośrednio Pekin.
Bliskość autokratów zresztą nie jest wyssana z palca. W 2001 roku zainicjowali Szanghajską Organizację Współpracy, do której dołączały kolejne państwa nastawione sceptycznie wobec dominacji Zachodu. Po inwazji na Krym współpraca tylko się zacieśniła - od sprzedaży broni po wspólne ćwiczenia wojskowe. Starsi panowie chętnie padają sobie w ramiona. Tyle że pan Putin jest coraz mniejszy, a Chiny coraz większe. Chiny to druga gospodarka świata, Rosja być może 12., jeśli nie dalej. W każdym razie wzrost PKB ma około 10 razy mniejszy. O różnicy w populacji nie ma nawet co wspominać.
Przegrana Rosji?
I oto "FT" donosi, że Xi Jinping miał powiedzieć Trumpowi podczas rozmów w ubiegłym tygodniu, iż Putin może jeszcze pożałować swojej inwazji na Ukrainę. Gdyby nie szacowne źródło tej plotki, można byłoby rzecz zlekceważyć. Albo podejrzewać przeciek kontrolowany - mający po prostu siać niezgodę i psuć atmosferę przed spotkaniem Xi z Putinem. Jeśli jednak to prawda, jak chce "FT", świadczyłoby to o tym, że Pekin dokonał bilansu wojny - i ocena jest jednoznacznie negatywna. Xi to nie Trump, zwykle trzyma język za zębami. Mówiąc po ludzku: wedle Pekinu wyglądałoby na to, że Putin może przegrać wojnę.
To dość zaskakujące oświadczenie także dlatego, że Chiny oglądają świat przez pryzmat Tajwanu. Skoro inwazja na Ukrainę się nie udała, czy da to coś do myślenia Pekinowi? Czy utknięcie Trumpa w cieśninie Ormuz schłodzi głowę Xi?
Na razie okazuje się, że chiński neoimperializm oparty na staromodnej - w dobie mediów społecznościowych - cierpliwości wygląda najbardziej okazale. Nigdy nie napisano tylu tekstów o tym, że Chiny prezentują się poważnie oraz wiarygodnie, szczególnie na tle spazmatycznej polityki Trumpa.
Stabilność działa zatem jak magnes. Ostatecznie można powiedzieć, że w Pekinie po prostu znów stosują starą maksymę Sun Tzu: "Osiągnąć sto zwycięstw w stu bitwach nie jest szczytem umiejętności. Szczytem umiejętności jest pokonanie przeciwnika bez walki."
Pozycja Chin może zatem rosnąć dalej. Oczywiście, pod warunkiem, że nie zaatakują militarnie demokratycznego Tajwanu. Ostatecznie w głowach Putina oraz Trumpa wola prowadzenia wojen przeważyła nad rozsądkiem.
Jarosław Kuisz










![Mam pytanie do Krzysztofa Stanowskiego: Serio? [OPINIA]](https://i.iplsc.com/000MWUDP7AXR4A2I-C401.webp)


