Plan Trumpa na zakończenie wojny: motywacje i konsekwencje
28 punktów, przedstawianych jako "Plan Trumpa", oferuje Rosji kontrolę nad terytoriami, które zabrała Ukrainie jak i tymi, których Ukraina wciąż skutecznie broni, przedmiotowo traktuje sojuszników, w tym Polskę, swobodnie dysponuje suwerennością Ukrainy. Oferuje też "gwarancje w stylu natowskim" na wypadek ponownej agresji rosyjskiej.

Plan Trumpa wychodzi z założenia, że wojnę należy zakończyć jak najszybciej, nawet kosztem Ukrainy czy Europejczyków, ponieważ wraz z trwaniem konfliktu pozycja Rosji tylko się wzmocni. Ukraina się broni, ale traci ludzi i - choć bardzo powoli - terytorium. Rosja, choć ma problemy budżetowe, nie jest w tak trudnej sytuacji gospodarczej ani politycznej, żeby miała zaprzestać ataków na Ukrainę. Dlatego, zdaniem Trumpa, to jest najlepszy moment, żeby Zełenski usiadł do stołu, a jeśli warunków nie przyjmie walczył dalej sam, bez wsparcia USA.
Po przegraniu lokalnych wyborów Trump przestraszył się, że sankcje na rosyjską ropę zwiększą ceny na stacjach benzynowych w przededniu wyborów do Kongresu (tzw. mid-terms). Mówił o tym otwarcie kilkanaście dni temu w Rijadzie Kiryłł Dmitrew, specjalny wysłannik Putina, który negocjował porozumienie z Jaredem Kushnerem i Stevem Witkoffem w Miami.
Trump zrobi wszystko, żeby pokazać, że skutecznie zabiega o niższe ceny i lepiej rozwijającą się gospodarkę, ponieważ od tego zależą losy polityczne jego obozu. Jeśli Trump straci większość w Kongresie i, co gorsza, będzie uznany za przegranego, nie będzie w stanie narzucać tak skutecznie swojej agendy, stanie się "kulawą kaczką" - prezydentem bez realnej władzy.
Plan pokojowy Donalda Trumpa. Perspektywa Ukrainy
Ukraina najwięcej traci na wojnie. Od 60 do 100 żołnierzy zabitych i może nawet 400 tys. rannych, co najmniej kilkanaście tysięcy ofiar cywilnych, około 20 tysięcy dzieci wywiezionych do Rosji, koszty odbudowy szacowane są na przynajmniej 500 miliardów dolarów - dwa i pół raza tyle co całe ukraińskie PKB. Nie skapituluje jednak tylko dlatego, że Trump postanowił ich postraszyć utratą poparcia.
Dla Kijowa kluczem jest utrzymanie suwerenności, której podstawą jest samodzielna silna armia. Proponowany limit 600 tys. żołnierzy wydaje się realistyczny, a być może nawet zawyżony w warunkach koniecznej odbudowy i możliwego uzupełnienia jednostek regularnych rezerwistami (szacuje się, że ukraińskie wojsko liczy aktualnie ok 850 tys. osób).
Drugi element to utrzymanie wsparcia Europy i USA: wojskowej, finansowej, w odbudowie kraju. Tu sytuacja może się skomplikować, bo Trump oczekuje daleko idących koncesji gospodarczych, podczas gdy Europejczycy mogą skoncentrować się na rozwoju własnych zdolności obronnych zamiast przeznaczać pieniądze na broń dla Ukrainy.
Amerykanie po raz pierwszy jednak zaoferowali gwarancje bezpieczeństwa na wzór natowskich. Coś, czego wcześniej bezskutecznie domagali się Ukraińcy. Gdyby były to gwarancje serio mogłyby znacząco zmniejszyć ryzyko powrotu wojny w przyszłości z jeszcze lepiej przygotowaną do tego Rosją. Trudno sobie jednak wyobrazić, żeby Trump, czy ktokolwiek inny wysyłał wojsko na Ukrainę.
Trzecim aspektem przyszłego zawieszenia broni jest utrzymanie integralności społecznej i politycznej Ukrainy. Ukraińcy jako naród nie zaakceptują wycofania się z kontrolowanego przez armię ukraińską terytorium i oddania go we władanie Rosjan. Jeśli nawet (w co wątpię) Zełenski przyjąłby te warunki, mógłby mu grozić bunt społeczny i kolejny Majdan.
Wojna na Ukrainie. Czego chce Rosja?
Być może właśnie o to chodzi Putinowi: żeby to na Ukrainę spadło odium zerwania rozmów pokojowych lub też, żeby zbuntowali się przeciwko władzy, która takie warunki przyjmie. Skoro nie udało się osiągnąć celu podporządkowania Ukrainy militarnie, trzeba osłabić ją od wewnątrz, pozbawić wsparcia międzynarodowego i rozbić sojusz, który utrzymuje ją w walce. I wrócić do działań ofensywnych gdy Rosja, odbuduje swój potencjał militarny, również dzięki zniesieniu sankcji. Jeśli Putin podpisze porozumienie, w którym gwarancje dla Ukrainy zrównane są z natowskimi, oznaczać to będzie wyłącznie, że nie traktuje ich do końca poważnie i że w przyszłości gotów jest je przetestować.
Putin, który niemal całkowicie kontroluje sferę informacyjną, może ogłosić całkowite zwycięstwo. W Rosji, poza środowiskami skrajnie nacjonalistycznymi, koniec "spec-operacji" przyjęty będzie z powszechną ulgą. Zyskuje również możliwość transferów socjalnych i uniknięcia obciążania ludności rosnącymi kosztami wojny, w tym ryzyka kolejnej, bardzo niebezpiecznej dla reżimu, powszechnej mobilizacji.
Putin dał do zrozumienia, że może walczyć dalej. Fakt, że jego własne żądania pojawiły się w obiegu w postaci "planu Trumpa" dają mu możliwość odejścia od stołu, jeśli ostateczne porozumienie odbiegać będzie od tego, co uzna za swój sukces.
Plan pokojowy. Gdzie jest w tym Europa i Polska?
Europejczycy nie mogą zgodzić się na żadne formalne uznanie granic, wymuszonych siłą przez Rosję. Byłoby to złamanie międzynarodowych traktatów i niebezpieczny precedens na przyszłość. Nie mogą też pozwolić na to, żeby o członkostwie Ukrainy w Unii Europejskiej decydowała Moskwa lub Waszyngton, a nie kraje członkowskie i Kijów. Ma to odzwierciedlenie w modyfikacji propozycji Trumpa przez tzw. E3: Wielką Brytanię, Niemcy i Francję.
Zamrożone rosyjskie fundusze w Belgii powinny być wykorzystane do odbudowy i uzbrojenia Ukrainy - czego nie udało się wciąż uzgodnić. Ale na pewno nie ma powodów do tego, żeby dawać kontrolę nad tymi środkami Trumpowi i Putinowi. To jest silny mechanizm nacisku. Drugim jest utrzymanie a nawet zwiększenie wsparcia dla Ukrainy: w taki sposób, żeby nie była zmuszona przyjąć dyktatu prezydenta USA.
NATO nie może z kolei zgodzić się na formalne weto Rosji w sprawie rozszerzenia. Choć tu akurat szanse Ukrainy na przyszłe członkostwo w przewidywalnej przyszłości przy sprzeciwie USA i innych krajów są żadne.
Plan zakłada również "dialog" między NATO a Rosją, "celem rozwiązania wszystkich kwestii, dotyczących bezpieczeństwa, tworząc warunki do deeskalacji". Co to może oznaczać w praktyce? Wskazuje na to punkt szósty porozumienia, który stwierdza, że "w Polsce stacjonować będą myśliwce europejskie". W domyśle nie-amerykańskie. Koncesje USA w kwestii statusu wschodnich członków NATO, co od lat było jednym z głównych postulatów Moskwy, dla Polski i naszych sąsiadów oznaczają zagrożenie podstawowych interesów bezpieczeństwa.
Pytanie do czego posunie się Trump, żeby doprowadzić do porozumienia? Z doświadczenia wiadomo, że nie jest gotów wywierać presji na Rosję, którą ocenia jako supermocarstwo i stronę zwycięską w wojnie. Zamiast tego skupia się na zastraszaniu słabszego, czyli Ukrainy. Potrafi też szantażować sojuszników z NATO.
Ostateczna decyzja w sprawie akceptacji warunków zawieszenia broni należeć będzie do Ukraińców. W naszym wspólnym interesie jest zrobić wszystko, żeby doprowadzić do trwałego pokoju. Co w tym wypadku może oznaczać konieczność kontynuacji walki. Już bez wsparcia amerykańskiego.
Leszek Jażdżewski














