Reklama

Reklama

Ostrzał Zaporoża. Czy Polsce grozi kolejna katastrofa jądrowa?

Największa w Europie elektrownia jądrowa znalazła się pod obstrzałem. Sekretarz Generalny ONZ, Antonio Guterres, alarmuje, że każdy atak na elektrownię jądrową jest samobójstwem. W Polsce mało kogo to obchodzi. Pomimo gorzkiej jak płyn Lugola lekcji Czarnobyla o prewencyjnych szkoleniach dla obywateli nie słychać.

W naszym regionie groźba nowej katastrofy w elektrowni jądrowej powinna włączać wszystkie alarmowe guziki i pytania o procedury. Rok 1986 to rok Czarnobyla - i raczej mocno wrył się w pamięć. Strach, niepewność, głupotę ludzi, ale także gotowość do poświęcenia życia i zdrowia dla ratowania innych… Niedawno w popularnym serialu Johana Rencka przypomniano dramatyzm ówczesnych chwil. 

Tymczasem w 2022 roku panuje swoista beztroska. Można odnieść wrażenie, że z wybuchu w radzieckiej elektrowni wyciągnięto jakieś opatrzne wnioski. Jak gdyby fakt, że dalej żyjemy z pamięcią o wybuchu, miał się sprowadzić do średnio mądrej konstatacji: "Eee, to wcale nie było aż tak źle…".

Reklama

Tymczasem wówczas skażenie promieniotwórcze dotknęło gigantyczny obszar. Ewakuowano setki tysięcy ludzi. Radioaktywna chmura hulała po Europie lekceważąc granice państw i żelazną kurtynę. I mogło być znacznie gorzej, o czym pisała przejmująco Swiatłana Aleksijewicz.

Samobójcza wojna

A na Kremlu prezydenta Putina wszystkie chwyty wydają się dozwolone. Każdy rodzaj presji wywieranej na przeciwnika za linią frontu jest dobry. Kierowanie pocisków w elektrownie jądrową nosi zaś znamiona gry w cykora, zabawy spod znaku: "No, to postraszymy tych tchórzy z Zachodu!". 

Wydaje się, iż większość polityków i obywateli przyjmuje, iż Rosjanie nie są szaleńcami. Oni tylko tak wygrażają. A tak na serio nie mają zamiaru nic zrobić. 

Przebieg tej wojny skłaniać jednak powinien do ostrożności w przypisywaniu Rosjanom własnej racjonalności. O ile pamiętam głosy licznych ekspertów „od Moskwy”, do wybuchu wojny w lutym b.r. miało nie dojść, bo w Europie praw człowieka „czasy takich wojen minęły”. Ekonomiści podkreślali, że w świecie globalnych powiązań konflikt militarny nie przejdzie, bo zupełnie nie opłaca się ekonomicznie. Wreszcie wybuch regularnej wojny był także bez sensu z innych powodów, choćby dlatego że mógł skonsolidować narodową tożsamość ukraińską przeciwko rosyjskiej. Ile warte były te mądrości, sami dziś widzimy w 166 dniu wojny.

Sekretarz Generalny ONZ, Antonio Guterres, przypomina, że każdy atak na elektrownię jądrową jest samobójstwem. Cytat przeleci przez ekrany, to tu, to tam, ale tak naprawdę mało kto go słucha.

Katastrofa, ale "niechcący"

Wojna rozmazała granice wielu pojęć, przytępiła uwagę odbiorców. Jednak nawet, jeśli katastrofa jądrowa miałaby być tylko owym straszakiem, okrutną złośliwością w cieniu katastrofy w Czarnobylu - czy przez to jest mniej groźna?

Oto przecież druga strona ma się przestraszyć nieprzewidywalności Kremla, gotowości do wszystkiego, nawet spektakularnego samobójstwa - i to nie tylko Ukraińcy, ale cała Europa. 

A tego strachu nie widać. 

Można odnieść wrażenie, że tak jak Rosjanie urządzają sobie zabawy z "bronią z elektrowni", tak Europejczycy wygnali z głów świadomość dawnych grożeń. Na razie wakacyjna opinia publiczna odwraca się plecami do słońca i do Wschodu. Zza okularów słonecznych wydaje się odpowiadać Kremlowi: "eee, tylko tak straszycie". I ziewa.

Sekretarz Generalny ONZ ma rację, gdy zwraca uwagę, że wielkie niebezpieczeństwo wiąże się z tym, że po zimnej wojnie ludzie w zasadzie przestali się obawiać się katastrof jądrowych. Beztroska usypia czujność. 

Niedawno w Wielkiej Brytanii zwiedzałem ostatni bunkier przeciwatomowy. Zamknięty w latach 90., a obecnie zamieniony w ciekawe muzeum, przypomina o całej infrastrukturze na wypadek atomowego nieszczęścia. Nie, proszę, Państwa, obecnie nie istnieje żaden odpowiednik dawnych rozwiązań. Ich po prostu nie ma.

W rejonie Zaporoża nadal trwa regularna militarna wymiana ciosów. Jeśli Czarnobyl nasz czegokolwiek uczy, to tego, że katastrofa jądrowa może wydarzyć się z głupoty, niechcący. 

Przeglądam nagłówki prasy w Polsce, słucham polityków partii rządzącej. Można odnieść wrażenie, że w naszym kraju nikogo sprawa ostrzału elektrowni jądrowej specjalnie nie obchodzi.

Czy wzięli Państwo udział w jakimś szkoleniu od czasu wybuchu wojny? Zostali zawiadomieni o stosownych procedurach, adekwatnych do wydarzeń roku 2022, tak na wszelki wypadek? Nie? Cóż, ale nie wątpię, że o wojnie polsko-polskiej nie dano Państwu zapomnieć.

Jarosław Kuisz, "Kultura Liberalna”, autor podcastu "Prawo do niuansu”

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy