Odwołanie Miszalskiego zagrozi władzy Tuska
Krakowskie referendum odwoławcze wywołuje zdecydowanie mniejsze emocje w Polsce niż niedawne wybory na Węgrzech. Tymczasem jego skutki mogą być dużo, dużo poważniejsze. Nie dla Krakowa, a dla Polski.

Sukces Aleksandra Miszalskiego, jakim było załatwienie sobie spotkania z węgierskim premierem Péterem Magyarem, ma w sobie kabaretowy aspekt. Z wielkim wyborczym triumfatorem, facetem, który rozniósł w wyborach potężnego i wszechmocnego przeciwnika spotyka się prezydent miasta, którego jedyną nadzieją na przetrwanie jest to, że ludzie w ładną niedzielę wyjadą z Krakowa i nie pójdą głosować.
Jest jednak jeszcze drugi paradoks. Wybory na Węgrzech, niedużym kraju, z którym Polska ostatecznie nawet nie graniczy, traktowane były przez obie strony sporu politycznego niemal jakby chodziło w nich o władzę w Warszawie. Politycy i medialni influencerzy z obu stron wyruszyli wspierać swoich. Emocjonalnie przeżywali sondaże i zwroty akcji.
Kraków budzi mniej emocji społecznych. A to on może mieć poważny wpływ na dalsze losy polskiej polityki i obozu rządzącego. Zresztą nie jest to bez związku z umiarkowanym zaangażowaniem we wspieranie Miszalskiego ze strony Donalda Tuska - o co stronnicy prezydenta miasta mają pretensje o premiera.
Ale w sprawę przesadnie nie zaangażowała się i strona PiS-owska. Wszyscy trzymają karty przy orderach, bo boją się strat, które może wywołać zaangażowanie w referendum.
Kraków. Jak wygrać i przegrać
Krakowskie głosowanie to niebezpieczeństwo dla całej rządzącej formacji politycznej. I to powoduje, że obecna ekipa ewidentnie stara się pokazać, iż to sprawa "lokalna". Właśnie dlatego, że sprawa w istocie nie jest tylko lokalna.
Miszalski - w skali mikro - szedł dokładnie tą samą drogą co ekipa Donalda Tuska. Wojciech Mucha i Andrzej Gajcy w książce "Kampania. Jak wygrać wybory i nie dać się złapać" dość szczegółowo przedstawili zestaw chwytów, jakie zastosowano wobec konkurenta Miszalskiego Łukasza Gibały (którego zresztą wcale łaskawie też nie potraktowali). To przede wszystkim opis potężnej krakowskiej koterii, która wykorzystuje wszystkie narzędzia, wpływy i środki, by zdyskredytować przeciwnika. Książka wyszła na moment przed wyborami prezydenckimi w 2025 roku i była uważnie czytana przez sztabowców Karola Nawrockiego, którzy twierdzili, że identyczna metodologia jest stosowana w skali głosowania ogólnopolskiego.
Także dziś podobieństw nie brakuje. Odwoływanie się do elit artystycznych (jak Andrzej Sikorowski) zniechęcających do udziału w referendum, unijnych kontaktów, nowoczesności, kształtowania wizerunku uśmiechniętego miasta, chwytliwe rolki w mediach społecznościowych i w końcu śmiertelne zagrożenie, jakie stanowi "duch prawicy", "putinowskie wpływy" i tak dalej. Także argumenty krytyków zbliżone - zła polityka finansowa, lans, kolesiostwo, demagogia.
Zbyt to wszystko podobne, by władze Koalicji Obywatelskiej mogły spać spokojnie.
Ale dlatego właśnie, żeby nie było wrażenia, że referendum to kamień, który ruszy lawinę, Aleksander Miszalski nie może liczyć na taką pomoc, jakiej oczekiwał. Ostatecznie Donald Tusk zdołał już wyjść z jednego podobnego kryzysu rok temu, gdy pojawiały się spekulacje, że jeśli nie KO, to przynajmniej jego z funkcji premiera klęska Trzaskowskiego na pewno zmiecie.
Referendum w Krakowie. Zmieni się wszystko czy nic?
A co z PiS-em? Po mediach społecznościowych widać, że w walkę o odwołanie Miszalskiego zaangażowali się bardziej politycy Konfederacji. Tu tło jest lokalne z kolei. Klęska Miszalskiego raczej nie będzie oznaczać triumfu kandydata czy kandydatki (Małgorzata Wassermann?) największej formacji prawicowej w przyszłości.
Jarosław Kaczyński w ogóle nie przepada za partnerami niezależnymi od niego. Nie dość tego, w mieście o dominującym elektoracie liberalnym, zresztą podobnie jak w każdej innej polskiej metropolii, zamiana wyboru nad odwołaniem prezydenta w wybory pod hasłem: "Polska Tuska kontra Polska Kaczyńskiego" mogłaby dać skutek odwrotny do zamierzonego.
Co więcej, przykład Zabrza pokazuje, że czasem jest jak w słynnym cytacie z "Lamparta" Lampedusy: wiele zmieniono, by nic się nie zmieniło.
Jednym z najważniejszych powodów odwołania poprzedniej prezydent Agnieszki Rupniewskiej była obrona sprzeciwu rady przeciwko możliwej dyslokacji migrantów w mieście. Nowy prezydent także ten sprzeciw uchylił, powtarzając w gruncie rzeczy argumenty poprzedniczki (ośrodków u nas i tak nie będzie, a nie chcemy stracić środków unijnych).
Bitwa o Kraków. Bitwa o Polskę
Jeśli jednak Miszalskiego uda się odwołać, na co ostrożnie wskazują sondaże, to bitwa o Kraków i tak będzie postrzegana jako fragment bitwy o Polskę. Postulaty referendalne pojawią się w innych dużych miastach. Przeciwnicy rządu i władz w dużych miastach, sprawowanych przez tę samą formację lub jej akolitów, nabiorą wiatru w żagle. Część zwolenników popadnie w marazm.
Dzisiejszą bronią polityczną są w dużym stopniu mody: na anty-PiS i anty-Tuska. Anty-Tusk się wzmocni. Chodzi ostatecznie o miejski elektorat - społeczną podstawę rządów obecnej koalicji. Walczy o niego intensywnie dziś Konfederacja, pielgrzymujący po Polsce Mateusz Morawiecki czy Patryk Jaki, ale też choćby Partia Razem. Młode pokolenia, wchodzące na wyborczy rynek, niekoniecznie podzielają emocje swoich rodziców. Z innych źródeł czerpią informacje.
Warto w końcu pamiętać, że nic nie jest wieczne. Kiedyś, w latach 90. miasta połączone drogą numer 7, czyli Gdańsk-Warszawa-Kraków, niektórzy traktowali jako oś prawicy. Wszystkie one miały swojego czasu prawicowych prezydentów. Zresztą Paweł Adamowicz i Hanna Gronkiewicz-Waltz dawniej także prezentowali konserwatywną retorykę, nie mówiąc o ostentacyjnie pragmatycznym Jacku Majchrowskim, który przeszłość w PZPR potrafił łączyć z głoszeniem… monarchistycznych poglądów. Do tego dochodziła "czerwona Łódź", w której wygrywał katolicki konserwatysta Jerzy Kropiwnicki. Potem zaszła wielka zmiana. Nie może zajść znowu?
Jeśli Miszalski przegra, to pęknie mit nietykalności. Runie przekonanie, że metropolie są dane raz na zawsze, elektorat miejski jest automatycznie lojalny. Referendum stanie się wzorcem skutecznego buntu. To będzie miało dużo większy wpływ na polską politykę niż to, że na Węgrzech "kolegę Kaczyńskiego" zastąpił "kolega Tuska".
Wiktor Świetlik














