Nowy Prezydent, czyli pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego zaczyna rządy
Sam Karol Nawrocki nie ma pojęcia, jakim będzie prezydentem. Każdy dzień urzędowania będzie odkrywaniem mechanizmów władzy zarówno dla niego samego, jak i dla obywateli. Jako że Polacy w polityce nie lubią nudy, to nie będą się nudzić. Albowiem z obu stron Nawrockiego jako prezydenta będzie dodatkowo cisnąć duopol.

W Polsce prezydentem może zostać każdy. Pod jednym warunkiem, że kandydata wskaże Jarosław Kaczyński lub Donald Tusk. Od 20 lat wygrywali kolejno: Lech Kaczyński, później Bronisław Komorowski, wreszcie Andrzej Duda. Teraz przyszedł czas na rządy pana Karola Nawrockiego.
Jak widać, szala zwycięstwa wyraźnie przechyliła się na korzyść lidera PiS-u.
Ważne, aby zrozumieć, jaki to tajemniczy mechanizm od dwóch porusza dekad kołami polskiej polityki. Otóż zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Donald Tusk należą do najbardziej niepopularnych polityków w kraju. To cena bycia agresywnym liderem wielkiej partii w Polsce. Cena, którą obaj politycy gotowi są zapłacić. Ostatecznie brak popularności sondażowej nie przeszkadza w dostaniu się do parlamentu.
Kłopot zaczyna się przy okazji wyborów prezydenckich. Trzeba przekonać do wyjścia z domu w niedzielę i wrzucenia głosu do urny ponad połowę głosujących rodaków. Brak sympatii jest przeszkodą, o czym przekonali się obaj politycy: Donald Tusk wystartował w 2005 i przegrał. Z kolei Jarosław Kaczyński podjął próbę w 2010 - z tym samym rezultatem.
Pochwała niespodzianki
Obaj panowie przekonali się, że lepiej niż samemu zaryzykować, wystawiać kogoś innego na kandydata - jak gdyby pełnomocnika własnej partii. Z całym ryzykiem. I teraz, gdy pan Karol Nawrocki ma przejąć Pałac Namiestnikowski, w całej krasie oglądamy konsekwencje takiej polityki personalnej.
Nikt nic nie wie i nikt nie jest niczego pewien, łącznie z Kaczyńskim oraz Nawrockim. Gra z samymi niewiadomymi na szczytach władzy to raczej beznadziejna sytuacja. Ale, cóż, gremialnie wyborcy sami jej chcieli. Widocznie w polityce wolimy niespodzianki niż stabilność.
Oczywiście w kampanii wyborczej pan Karol Nawrocki uraczył nas lawinami obietnic. Co wiadomo dokładnie? Nic. Znamy tylko ogólne kierunki: nacjonalizm, tromtadracja, krytyczny stosunek do polityki historycznej Ukrainy, zdjęcie z prezydentem Donaldem Trumpem.
W praktyce to nic konkretnego nie znaczy. Nawet wróżenie z fusów pierwszych nominacji niczego nam nie powie, jak chcieliby komentatorzy, albowiem w ciągu dekady skład kancelarii Andrzeja Dudy zmieniał się szybciej niż pani prezydentowa rękawiczki.
Wielu ludzi było mocno rozczarowanych panem prezydentem na co dzień, zaczynając od błyskotliwego Marka Magierowskiego. Rozziew pomiędzy bombastycznymi słowami Andrzeja Dudy a czynami (raczej ich brakiem) nie był wcale mały.
Dość szybko doszło także do rozejścia się dróg Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim, albowiem ten pierwszy domagał się minimalnego uznania jako głowa państwa. Z kolei dla tego drugiego Andrzej Duda był i pozostawał tylko "pełnomocnikiem partii PiS na urząd prezydenta". Człowiekiem, którego bez wsparcia PiS w polityce po prostu nie ma.
W 2025 roku będziemy oglądać podobną dynamikę, chociaż może nie od razu. Na razie nienawiść do Donalda Tuska będzie zbliżać Nowogrodzką do Pałacu Namiestnikowskiego. Ostrożnie można obstawiać, że Nawrocki z Kaczyńskim raczej oddadzą się przyjemności torpedowania statku z napisem "rząd koalicyjny". Na co dzień i od święta z sadystyczną radością będą wyprowadzać kolejne ataki. A to z Pałacu Namiestnikowskiego, a to z Nowogrodzkiej. Warto podkreślić jednak, że to scenariusz wydarzeń najbliższy Jarosława Kaczyńskiego.
Rozrywki nie zabraknie
Albowiem w gruncie rzeczy pan Nawrocki będzie odkrywał sam siebie na szczytach władzy dokładnie tak, jak Andrzej Duda. Czy przez dwa lata rzeczywiście będzie energicznie niszczyć wysiłki rządu Tuska-Sikorskiego? Domagać się uznania na obszarze prerogatyw prezydenckich z zakresu wojskowości i dyplomacji? Nie wiadomo. Bo może się szybko rozleniwi w przestronnych pokojach?
Dwa bite lata do wyborów parlamentarnych oraz rys osobowościowy pana Nawrockiego sugerują nam raczej wariant bokserski. Cios za cios. Walka o uwagę medialną. Obrzucanie błotem cyfrowym. I znowu cios.
Rozrywki nam nie zabraknie, ale - powtarzam - równie dobrze nowy lokator Pałacu Namiestnikowskiego może doznać nagłego ataku paniki, skłócić wszystkich dokoła i następnie zamknąć się w pokoju - z saszetkami tego czy owego. Równie dobrze może zacząć podróżowanie po całym globie na nasz koszt tak, jak to czynił w czasach trzymania sterów IPN. Dlaczego nie?
Właśnie taka jest cena wystawiania przez Jarosława Kaczyńskiego oraz Donalda Tuska jako kandydatów "pełnomocników partii", którzy mają pozostawać zresztą w cieniu ich sporu i ich osobowości. Jeśli ów "pełnomocnik" będzie chciał wybić się na minimalną samodzielność wobec duopolu, ostro oberwie. I to z obu stron.
O, w najbliższym dwuleciu na pewno nie będziemy się nudzić. Polityczna zabawa zaczyna się teraz.
Jarosław Kuisz
















