Nie pomogły brawa i klepanie po dłoniach. Trump przeżywa bolesny zawód
Trump musi się zdecydować, czego naprawdę chce: bezpiecznego świata czy resetu z Putinem. Przyjazne gesty przywódcy USA wobec Rosji sugerują, że polska prawica powinna przeprosić się z Europą. Bo dziś to Europa - po latach złudzeń - lepiej rozumie sytuację po rosyjskiej napaści na Ukrainę.

O ile podczas nadzwyczajnego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ przedstawicielka Ameryki mówiła, że dronowy atak Rosji na Polskę "pokazuje ogromny brak szacunku dla wysiłków USA na rzecz zakończenia tego konfliktu", o tyle postawa samego Donalda Trumpa budzi same wątpliwości.
Polscy fani MAGA
Podczas gdy prezydencki minister Marcin Przydacz (podkreślając wciąż niepewny efekt waszyngtońskich rozmów prezydenta Karola Nawrockiego) wzywa rząd do tego, by stworzył warunki, "żeby Amerykanie chcieli ruszyć do nas w większej liczbie" - Trump powątpiewa w to, że Rosjanie celowo wdarli się w przestrzeń powietrzną Polski. - To mogła być pomyłka - oświadczył nonszalancko prezydent Stanów Zjednoczonych, choć europejscy członkowie NATO nie mają żadnych złudzeń, że był to celowy akt agresji.
Rząd może stworzyć dowolne warunki, ale to i tak nie zagwarantuje tego, że Trump zrealizuje złożoną w trybie przypuszczającym w obecności prezydenta Nawrockiego zapowiedź zwiększenia amerykańskiego kontyngentu w Polsce. Nieraz w równie poważnych sprawach zmieniał zdanie. Tego między innymi nie są w stanie przyznać otwarcie polscy fani ruchu MAGA, którzy czasami sprawiają wrażenie, jakby uważali, że jedynym sojusznikiem Polski jest administracja Trumpa, a nie także Europa (i Unia Europejska).
Rosję potępiła zwołana na prośbę Polski Rada Bezpieczeństwa ONZ, a szef Sojuszu Północnoatlantyckiego Mark Rutte oraz dowódca sił sojuszniczych w Europie generał Alexus Grynkewich zapowiedzieli nową inicjatywę Wschodnia Straż, która ma wzmocnić ochronę zagrożonej flanki. Widać jaskrawy rozziew między tymi działaniami a postawą amerykańskiego przywódcy w sprawie dronowej prowokacji i hybrydowych działań Rosji, zmierzających do rozbicia jedności Zachodu, zasiania lęku i chaosu, wprowadzenia wielowarstwowej dezinformacji.
Dość przypomnieć, jak został potraktowany w Białym Domu Wołodymyr Zełenski, gdy chciał przekonać Trumpa, że z Rosją nie da się uprawiać uczciwej dyplomacji. Wystarczy przeczytać najnowszą omalże miłosną wymianę zdań między Trumpem a Alaksandrem Łukaszenką, białoruskim wasalem Władimira Putina. Wystarczy w końcu prześledzić historię niekonsekwencji Trumpa wobec polityki wojennej Moskwy oraz nieustanne próby relatywizowania zbrodniczych działań rosyjskiego dyktatora.
Prawica w kropce
Polska prawica, w tym obóz prezydenta Karola Nawrockiego, zaczyna mieć z Trumpem poważny problem. Jest w kropce. Z jednej strony widzi w nim zbawcę na białym koniu, który ma wspierać jej wyborcze sukcesy i ideologiczne przekazy. A z drugiej musi nieustannie połykać własny język, gdy jej idol zachowuje się nieracjonalne, nieprzewidywalnie czy wręcz kompromitująco.
Trump niszczy całe zaufanie, jakim bałwochwalczo obdarowuje go antyrosyjska część polskiej opozycji. Przyjazne rozmowy z Putinem, czerwony dywan rozwinięty przed rosyjskim zbrodniarzem, nieustanne powątpiewanie w winę Rosji, brak stanowczych działań pośród gromkich słów, jawne zapowiedzi resetu gospodarczego, obietnice "diabelskich sankcji", które nie zostały wprowadzane - wszystko to pokazuje realny wymiar "procesu pokojowego" Trumpa.
W podcaście "Polityczny WF" Marcin Fijołek zwrócił uwagę, że w Pałacu Prezydenckim telefon Trumpa do Nawrockiego wywołał rozczarowanie, bo spodziewano się czegoś więcej, niż potwierdzenia "jedności sojuszniczej". Ale nikt nie powie tego głośno. W język nie gryzł się natomiast były ambasador Polski w USA Marek Magierowski, przecież też człowiek prawicy, który napisał w WP, że zabrakło stanowczej reakcji Trumpa, gdy świat już wiedział o rosyjskiej prowokacji. I że ta przedłużająca się cisza krzyczała, bo "milczenie jedynie ośmiela Putina". Podobnie jak "puste groźby, które stają się powoli groteskowe i których nikt już nie traktuje poważnie".
Wolność czy reset?
Amerykański przywódca właśnie przeżywa bolesny zawód, że Putin bezczelnie go ogrywa i ośmiesza na oczach świata. Nie pomogły ani brawa, ani klepanie po dłoniach, ani zaproszenie do amerykańskiej limuzyny. Rosyjski dyktator, doceniony na Alasce, rozzuchwalił się jeszcze bardziej i zaostrzył kurs, zawieszając negocjacje pokojowe z Ukrainą. Potwierdza to także skandaliczne wystąpienie przedstawiciela Rosji w siedzibie ONZ w Nowym Jorku.
Jeśli prezydent Nawrocki i PiS postawili na nieprzewidywalnego konia - a przyjazne gesty Trumpa wobec Rosji zdają się to sugerować - powinni szybko przeprosić się z Europą (i Unią Europejską), której tak nie lubią i nie cenią, choć to państwa europejskie wobec Rosji działają jednoznacznie i lepiej rozumieją sytuację po napaści Putina na Ukrainę.
A przywódca USA musi się zdecydować, czego naprawdę chce: bezpiecznego świata czy resetu z Putinem.
Przemysław Szubartowicz












