Nawrocki wybrał konflikt
Karol Nawrocki zbyt długo się wahał. Po tylu dniach debaty decyzja o odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy nie spełni już podstawowego założenia. A rykoszetem uderzy w Donalda Tuska, który właśnie odbył w Brukseli konstruktywną rozmowę z Wołodymyrem Zełenskim. Być może zresztą o to chodziło, by w ramach prezydenckiej walki z władzą rząd został nie tylko z "salonikiem VIP", ale i prestiżową porażką w sprawie udziału w odbudowie Ukrainy.

Gdyby Karol Nawrocki zaufał własnym emocjom i już pierwszego dnia po prostu odebrał ukraińskiemu prezydentowi Order Orła Białego - bez zawahania, bez debaty, bez obrad kapituły i bez rozmów dyplomatycznych z Ukrainą - jego gest miałby siłę rażenia. Ale teraz - po wysyłaniu niejasnych sygnałów, zwlekaniu z decyzją i wyczekiwaniu na rozwój wypadków - jest to przede wszystkim kolejna próba podstawienia nogi Donaldowi Tuskowi. Czysta polityka nakierowana na konkretny efekt. Bez refleksji nad prawdziwymi konsekwencjami w aktualnej polityce międzynarodowej.
Order Orła Białego. Nawrocki zdecydował, radość Kremla
Nadarzyła się okazja: rząd przechodzi kryzys (Szpital Południowy), a premier właśnie odbył konstruktywną rozmowę z Wołodymyrem Zełenskim przed przyszłotygodniową Konferencją Odbudowy Ukrainy w Gdańsku (o ile w tej sytuacji w ogóle dojdzie ona do skutku). W logice obozu opozycyjno-prezydenckiego wszystko można poświęcić dla ewentualnej porażki premiera i władzy. Także dyplomację i sztukę jej prowadzenia.
Skoro strona rządowa weszła na ścieżkę deeskalacji relacji z Ukrainą, choć jednocześnie nie wycofała się ze słusznego oburzenia na spoliczkowanie polskiej wrażliwości w sprawie ludobójstwa na Wołyniu, to prezydent nie dostrzegł powodu, by nie wejść na ścieżkę eskalacji.
Oczywiście decyzja Nawrockiego, krytykowana przez część środowisk prawicowych (np. Agnieszkę Romaszewską), była w jakimś sensie spodziewana, ale dziś - po długiej i burzliwej debacie, jaka się w Polsce odbyła - ma wymiar wyłącznie polityczny. Przede wszystkim nie spełni podstawowego założenia uwznioślenia bezsprzecznej polskiej racji, nie "nauczy" Ukraińców polskiej historii i wrażliwości, ani nie spowoduje oczekiwanego dialogu i jednoznacznych gestów ze strony Kijowa.
Natomiast niewątpliwie pogłębi rozpoczęty przez ofiary rosyjskiej agresji proces dekompozycji relacji polsko-ukraińskich. Radości z tej erozji na pewno nie będzie krył Kreml (Dmitrij Miedwiediew w propagandowym wpisie w serwisie X już pochwalił Nawrockiego), a polscy politycy prawicowi, którzy chcą budować swoją potęgę na rosnących nastrojach antyukraińskich, dostali nową amunicję.
Order Orła Białego. Dolewanie oliwy do ognia
Ale gest polskiego prezydenta polaryzuje społeczeństwo. Nie wszyscy bowiem chcieli tego typu usymbolizowania naszego sprzeciwu wobec fatalnej decyzji ukraińskich władz o nazwaniu jednostki wojskowej imieniem "Bohaterów UPA" (według sondażu United Surveys dla WP 51,2 proc. było za odebraniem odznaczenia, a 35,5 przeciw). Po wtóre, Nawrocki dolał oliwy do ognia i bezpośrednio wpisał się w konflikt polsko-polski.
Decyzję ogłosił w dniu, kiedy premier poinformował o rozmowie z Zełenskim, a ukraiński prezydent miał zapewnić, że "nie miał w najmniejszym stopniu intencji", by "narazić na szwank relacje polsko-ukraińskie", oraz że rozumie, że "to jest coś, co nie spotkało się z akceptacją w Polsce, niezależnie od barw partyjnych". Dobry wstęp do następnych kroków, które mogą już nie nastąpić.
Prof. Grzegorz Motyka, wybitny historyk zajmujący się zbrodnią wołyńską, ostro krytykował Ukrainę, wytykając jej ostentację i lekceważenie polskiego bólu. Ale jednocześnie ocenił, że odebranie Orderu Orła Białego to decyzja ponadwymiarowa, gdyż odznaczenie nadane przez byłego prezydenta Andrzeja Dudę związane było z symbolicznym wsparciem dla walczącej Ukrainy, której przetrwanie jest polską racją stanu.
Porażka polaryzacji
I rzeczywiście: można było znaleźć inny sposób na twardą reakcję. Byłoby to jednak możliwe, gdyby polska polityka zagraniczna nie podlegała regułom wojny prezydenta z rządem za wszelką cenę. I to w każdej sprawie - ambasadorów, relacji polsko-amerykańskich i polsko-europejskich, kompetencji. Ze szkodą dla państwa i naszego interesu narodowego.
Gdyby w tej sytuacji pokusić się o delikatną złośliwość, trzeba by zapytać, kiedy Nawrocki - skoro tak celebruje jednoznaczne gesty i dyplomację twardej ręki - odbierze Order Orła Białego Benito Mussoliniemu. Albo chociaż Gerhardowi Schroederowi.
Przemysław Szubartowicz













