Karol Nawrocki światopoglądowo reprezentuje najbardziej skrajne odłamy prawicy w Polsce. W grupach, które patronatem objął Nawrocki, wówczas w roli historyka - nie brakuje chuliganów i zwykłych przestępców. Panuje kult fizycznej siły, antykomunizm zbratany z antysemityzmem i swoiście pojętą antysystemowością.
Oczywiście trudno oczekiwać, że tę linię, popieraną przez góra kilka procent społeczeństwa, realizować będzie Karol Nawrocki. Politycznie uzależniony jest od PiS-u. Można spodziewać się, że będzie trzymał się 10 punktów z deklaracji Kaczyńskiego, a jego głównym zadaniem będzie walka z rządem, poszerzanie swoich kompetencji i utrudnianie życia koalicji. Konfrontacja musi być jednak inteligentna - o ile chce w 2030 roku myśleć o reelekcji.
Szansa i zagrożenie dla Konfederacji
Należy spodziewać się współpracy i otwartości na Konfederację - nurtowi narodowemu jest zdecydowanie bliżej poglądowo (co nie znaczy, że politycznie) do Nawrockiego niż Mentzena. O ile PiS i Kaczyński będą próbowali Konfederację ociosać i ustawić, o tyle Nawrocki będzie próbował konfederatów (a szczególnie ich elektorat) przytulać.
Dla Konfederacji ta prezydentura to szansa i zagrożenie. Szansa, żeby mieć poważnego partnera do rozmów i politycznych inicjatyw, szczególnie gdyby okazało się, że Nawrocki gotów jest - przynajmniej w drobnych sprawach - wybić się na niepodległość od prezesa. Z drugiej strony, istotą jest dla nich odróżnianie się od PiS i zachowanie suwerenności oraz manewrowości - a nie skazanie się z góry na bycie przystawką.
I tu sympatyczne przytulanie może przerodzić się w pewnym momencie w duszący uścisk. Nie należy też zapominać o osobistych ambicjach Mentzena i Bosaka. Jeśli chcą myśleć o kandydowaniu w 2030 na urząd prezydenta, ich celem powinno być osłabianie, a nie wzmacnianie Nawrockiego.
Nowy prezydent otwarty na lewicę?
Ambiwalentnie mogą się też rozwijać relacje Nawrockiego z PSL. O ile rozbijanie koalicji przez otwieranie się na ludowców jest elementarzem polityki, o tyle już wchodzenie w kompetencje ministra obrony i dyktowanie mu nominacji generalskich (a tak należy odczytywać zapowiadaną aktywność w tym względzie prezydenta Nawrockiego) będzie - słusznie - uznawane za akt wrogi.
Władysław Kosiniak-Kamysz z racji funkcji skazany jest niejako na kooperację z prezydentem, to również szansa na pokazywanie się jako partia umiaru i instytucjonalnej ciągłości. Ale ceną nie może być nielojalność wobec własnego rządu czy ustępowanie z konstytucyjnych prerogatyw ministra obrony narodowej.
Umizgi Hołowni Nawrocki zbywał póki co milczeniem i wątpliwe jest, żeby traktował go szczególnie poważnie, szczególnie po listopadzie, gdy ten przestanie być marszałkiem Sejmu.
Co do lewicy, to można spodziewać się otwartości na Adriana Zandberga (choć temu myślę znacznie trudniej będzie umawiać się na rozmowy z narodowcem Nawrockim niż z konserwatystą Dudą) i na lewicę w ogóle, szczególnie w tematyce mieszkaniowej i socjalnej.
Nieuniknione starcie Tuska z Nawrockim
Najciekawsze oczywiście będzie starcie Donalda Tuska z nowym prezydentem.
Tu konfrontacja jest w zasadzie nieunikniona. Nawrocki nie może pozwolić sobie na "moment słabości" jak jego poprzednik, ustępując w jakiejś sprawie śmiertelnemu wrogowi, jakim jest dla niego Tusk i Koalicja Obywatelska. Ich wyborcy nim gardzą i nie uważają go (po części) za prawomocnego prezydenta.
Każdy kompromis będzie uznany za porażkę, a Nawrocki w przeciwieństwie do Andrzeja Dudy nie ma ani potrzeby, ani osobowości do odgrywania roli niezdecydowanego słabeusza. Wątpliwe, żeby przejmował się opinią na swój temat wrogiego obozu. To tak jakby kibol Lechii Gdańsk przeżywał, że cieszy się złą opinią na trybunach Arki Gdynia. To powód do dumy, a nie rozpaczania, "czemu nie chcą mnie polubić".
Nawrocki będzie się starać wyznaczać pole starcia. W imię patriotycznych i innych pobudek będzie blokować rządowe i zgłaszać własne inicjatywy trudne dla obozu władzy. Będzie brać udział w szczytach NATO (zwyczajowo przyjęte) i UE (tu jeździ premier), co grozi kolejną kompromitującą dla Polski wojną o krzesło. W odpowiedzi Tusk będzie odmawiał samolotu albo certyfikatu dostępu do informacji niejawnych dla ministrów w kancelarii. Kompletnie nieistotne, ale jakże angażujące starcia.
Karol Nawrocki: Szczwany lis czy szarżujący dzik?
Taki "prezydent walczący" przywracać będzie polaryzację i dawać tlen Tuskowi.
Ciekawie może być, gdy Nawrockiemu do swoich inicjatyw uda się przekonać co poniektórych liderów partii koalicyjnych. Ale żeby taka współpraca była możliwa, nie może być postrzegany jako bojówkarz wyłącznie jednej strony. Mało prawdopodobne, żeby okazał się na tyle wytrawnym graczem, żeby nie dać się wmanewrować w agresywny spór i jednocześnie zachować na tyle duże pole manewru i oddziaływania, żeby zbudować sobie realnie niezależną i silną pozycję.
Dla koalicji rządzącej dużo bardziej niebezpieczny będzie Nawrocki - szczwany lis niż Nawrocki - szarżujący dzik.
Leszek Jażdżewski











