Reklama

Reklama

Na Berlin!

Polska słynie z gościnności. Minister Zbigniew Rau przywitał zatem szefową dyplomacji niemieckiej notą dyplomatyczną w sprawie reparacji. "Niemcy mają problem" - komentuje poseł Arkadiusz Mularczyk.

6,2 biliona złotych piechotą nie chodzi. W sprawie reparacji od Niemiec, zdaniem polityków Prawa i Sprawiedliwości, czas przejść od słów do czynów. Dość rozważań i dość dzielenia włosa na czworo czy pięcioro. Nota ma być tym, czym ma być, czyli przełomem w relacjach polsko-niemieckich po 1989.

Albowiem na poziomie międzynarodowym nota, wedle polityków PiS, miała doprowadzić do podniesienia rangi naszego kraju w stosunku do sąsiada. Oto z dnia na dzień Berlin miał znaleźć się w sytuacji wielkiego dłużnika Polski. Niemcy mogą notą w ogóle się nie przejmować - niemniej od tej chwili zawsze można wyciągnąć notę jako argument moralny. Można próbować wprawiać Berlin w zakłopotanie, przypominać o "niemieckim długu" na forach międzynarodowych, itd.  

Reklama

Na poziomie krajowym z kolei temat niemiecki budzi duże emocje. To zbawienne dla naszych partii. Można bowiem odnieść wrażenie, że dla polityków przed nadchodzącymi wyborami byliśmy i jesteśmy zbyt zjednoczeni. W ostatnich latach wiele się mówiło o wojnie polsko-polskiej. Tymczasem Polacy w roku 2022 w zasadzie to samo myślą i mówią w najważniejszych sprawach. Od wojny w Ukrainie i pomagania potrzebującym aż po galopującą inflację rodacy są niemal jednomyślni.

To dopiero niebezpieczne zjawisko dla partii rządzącej, której lider w dużej mierze odwołuje się do starej zasady "dziel i rządź". Jeśli konfliktu na horyzoncie nie widać, to atakuj tak długo aż go w końcu wywołasz. Po kilku latach rządów można powiedzieć z ręką na sercu, że polityka zgody narodowej go raczej nie interesuje.

6,2 biliona złotych wyobrażonych

Niemniej politycznego znaczenia 6,2 biliona złotych nie należy lekceważyć. Przed wyborami w zasadzie nie ma znaczenia, co Berlin z tym fantem zrobi. Chodzi o to, żeby wyborcy wyobrazili sobie te pieniądze we własnym portfelu. Właśnie dlatego podano kwotę w przeliczeniu na mieszkańca. Jeśli pieniądze się nie pojawią, frustrację będzie można przekierować na Niemcy i przeciwników politycznych. Tak działają pieniądze wyobrażone.

Przebieg wypadków był do przewidzenia. Na serdeczne powitanie ministra Raua, szefowa dyplomacji niemieckiej, Annalena Baerbock, przypomniała w Warszawie dotychczasowe stanowisko Berlina. Z perspektywy naszego sąsiada sprawa reparacji wojennych jest uznawana za zamkniętą.

Polska ma wiele powodów do krytykowania polityki Niemiec i do domagania się większego uznania na scenie międzynarodowej. Niemniej w sztuce dyplomacji liczy się także skuteczność. W zasadzie trudno powiedzieć, co zamierza teraz zrobić nasze ministerstwo. Czy Polska liczy na ciche wsparcie Stanów Zjednoczonych? Być może.

Cena moralnych zwycięstw

Jednak zakładanie, że Waszyngton wstawi się nagle za "naszymi 6,2 bln zł" - i kosztem relacji z największą w Europie i czwartą na świecie gospodarką świata, należy raczej do sfery pobożnych życzeń. Poseł Mularczyk zresztą stwierdził, że kwota żądanych reparacji podlega waloryzacji i "to już grubo ponad 7 bilionów złotych!". Zapewne uznał, że w ten sposób dodał naszej dyplomacji powagi.

Powtarzam, od lutego 2022 mamy dziesiątki powodów, aby domagać się zmiany kursu politycznego Berlina, domagania się zmian w postrzeganiu naszego kraju i - szerzej - regionu na tle historii. Niemniej trzeba to robić efektywnie, z myślą o realnym osiągnięciu efektów. A na razie to tylko puste słowa...

Przypominam sobie starą, polską karykaturę. Żołnierze armii idą w szeregu. I jeden, wyraźnie poirytowany, krzyczy do drugiego: "Ależ mam dość tych moralnych zwycięstw!". 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy